AZS AWF Katowice - Krosno 67-82. Nazwisko Pluta ciągle znaczy wiele

28.11.2009
Katem "Akademików" okazał się wychowanek rudzkiej Pogoni. Piotr Pluta, choć nigdy nie zbliżył się do poziomu swojego utytułowanego brata Andrzeja, to jednak pokazał, że jest czołową postacią I ligi.
Przed spotkaniem miano spore obawy, czy katowiczanie występując w ośmiu, a de facto w sześciu (bo Jurga i Wosz w tym sezonie nie zagrali zbyt wielu minut) będą w stanie przeciwstawić się drużynie z Krosna. Ekipie, która podrażniona katastrofalną klęską z Żubrami Białystok na własnym parkiecie, będzie chciała za wszelką cenę odkupić winy. I w zasadzie gdyby mecz trwał trzy kwarty, to gospodarze mimo przegranej pozostawiliby po sobie korzystne wrażenie.. - bo walki i zaangażowania nie można było im odmówić - wyjaśniał Mirosław Stawowski, trener "Akademików".

Tymi, którzy dokonali egzekucji na AZS-ie AWF-ie okazali się Oczkowicz i Pluta. Obaj za trzy trafiali jak z karabinu maszynowego i łącznie oddali 10 celnych rzutów zza linii 6,25 m. - Na pewno ich postawa cieszy, ale my tworzymy kolektyw i punkty pojadą z nami do Krosna, bo zapracował na to cały zespół - przytomnie zauważył Michał Baran, trener MOSiR-u, dla którego był to debiut w tej roli, po tym jak od prowadzenie zespołu został odsunięty Mariusz Zamirski.

Choć "Akademicy" przez  całe spotkanie musieli gonić rywala, to pod koniec trzeciej kwarty, po skutecznej akcji Piotrkowskiego, ich straty wynosiły zaledwie sześć punktów. W tym momencie znów dał o sobie znać Pluta, która akcją 2+1 pozwolił gościom odskoczyć na bezpieczny dystans. W tym momencie lider krośnian poprosił o zmianę. Odpoczywał zaledwie 44 sekundy, po czym ponownie pojawił się na parkiecie i trafił "trójkę". - Miałem tylko chwilę na odsapnięcie, ale zwycięstwo rekompensuje w pełni to zmęczenie. Od kilku spotkań mam zwyżkę formy, oby to trwało jak najdłużej - z zadowoleniem podkreślał brat byłego reprezentanta Polski.

- Skoro taki zawodnik rozgrywa praktycznie cały mecz, to moi zawodnicy też nie mogą tłumaczyć się zmęczeniem. Kluczem do sukcesu mogła okazać się defensywa, a w szczególności kombinowana strefa, ale zabrakło choćby takich podstaw, jak praca rękami - martwił się szkoleniowiec katowiczan. W pewnym momencie czwartej kwarty przewaga gości urosła już nawet do 20 punktów różnicy, ale skuteczne akcje w samej końcówce Leszczyńskiego i Mateusza Dziemby pozwoliły zniwelować straty.
autor: Tomasz Mucha, Mariusz Polak

Przeczytaj również