AZS AWF Katowice - Korona 51-57. Koszmar pierwszej połowy
28.10.2009
Stare porzekadło mówiące, że kobieta jest zmienną, doskonale obrazuje to, co wydarzyło się w hali AWF-u. Gospodynie w pierwszej połowie były tylko tłem, dla świetnie dysponowanych krakowianek. Przyjezdne górowały pod obiema tablicami. W efekcie, do przerwy dały zdobyć rywalkom ze Śląska zaledwie 12 punktów! - To chyba nasz rekord - denerwował się Adam Kubaszczyk, szkoleniowiec pokonanych. - Trudno sobie logicznie wytłumaczyć, co było tego przyczyną. Do życzenia pozostawały zarówno gra obronna, ale i brak ruchu w ataku - dodał.
Na parkiecie niepodzielnie rządziła Płazińska, z którą niejeden mężczyzna miałby "problem". Liderka Korony "królowała" również w drugiej połowie. Na nieszczęście gości - tylko do pewnego momentu, bo za nadmiar fauli musiała opuścić boisko. Zdecydowanie lepiej radziły sobie w tej odsłonie katowiczanki, które przez niespełna 4 minuty odrobiły straty i wyszły na prowadzenie! - W szatni padło kilka mocniejszych słów i od razu miało to swoje przełożenie na wynik - przyznał Kubaszczyk. Spory wkład w metamorfozę miała Kozak, która nie tylko zdobywała punkty, ale i bardzo dobrze broniła. - Poprzedni mecz w Lublinie zupełnie mi nie wyszedł, dlatego chciałam dziś zatrzeć niekorzystne wrażenie - uśmiechała się Karolina Kozak.
Po stracie Płażińskiej ciężar gry wzięła na swoje barki Hajduk. - Przeciwniczki w trzeciej kwarcie kryły strefą i zaczęły się problemy. Za szybko uwierzyłyśmy w zwycięstwo, a na tym poziomie nie jest to bezpieczna przewaga - irytowała się filigranowa zawodniczka. Jej celne trójki zdobywane niemal seriami, spowodowały jednak głębszy oddech na ławce koszykarek z grodu Kraka.
Ostatnia część meczu to walka punkt za punkt. Stąd, niemal do końca pojedynku rezultat był sprawą otwartą. W szeregach miejscowych dwoiła się i troiła Dąbkowska. Na darmo. - Pogoń za rywalkami kosztowała nas widocznie zbyt dużo sił. Niedokładne podania przełożyły się na straty, dlatego to krakowianki mogą się cieszyć - kręcił głową szkoleniowiec AZS-u AWF-u.
Na parkiecie niepodzielnie rządziła Płazińska, z którą niejeden mężczyzna miałby "problem". Liderka Korony "królowała" również w drugiej połowie. Na nieszczęście gości - tylko do pewnego momentu, bo za nadmiar fauli musiała opuścić boisko. Zdecydowanie lepiej radziły sobie w tej odsłonie katowiczanki, które przez niespełna 4 minuty odrobiły straty i wyszły na prowadzenie! - W szatni padło kilka mocniejszych słów i od razu miało to swoje przełożenie na wynik - przyznał Kubaszczyk. Spory wkład w metamorfozę miała Kozak, która nie tylko zdobywała punkty, ale i bardzo dobrze broniła. - Poprzedni mecz w Lublinie zupełnie mi nie wyszedł, dlatego chciałam dziś zatrzeć niekorzystne wrażenie - uśmiechała się Karolina Kozak.
Po stracie Płażińskiej ciężar gry wzięła na swoje barki Hajduk. - Przeciwniczki w trzeciej kwarcie kryły strefą i zaczęły się problemy. Za szybko uwierzyłyśmy w zwycięstwo, a na tym poziomie nie jest to bezpieczna przewaga - irytowała się filigranowa zawodniczka. Jej celne trójki zdobywane niemal seriami, spowodowały jednak głębszy oddech na ławce koszykarek z grodu Kraka.
Ostatnia część meczu to walka punkt za punkt. Stąd, niemal do końca pojedynku rezultat był sprawą otwartą. W szeregach miejscowych dwoiła się i troiła Dąbkowska. Na darmo. - Pogoń za rywalkami kosztowała nas widocznie zbyt dużo sił. Niedokładne podania przełożyły się na straty, dlatego to krakowianki mogą się cieszyć - kręcił głową szkoleniowiec AZS-u AWF-u.
Polecane
Koszykówka
Przeczytaj również
02.12.2014
02.12.2014
Dzieciaki dostały pluszaki!
02.12.2014
02.12.2014
Radwan dołącza do Mingo
28.11.2014
28.11.2014
Misie na boisku!