AZS AWF - Częstochowa 78-75. Sekundy dzieliły od niespodzianki

12.12.2009
- Cieszy jedynie zwycięstwo, bo styl był daleki od zadowalającego - przyznała Agnieszka Stawowska, koszykarka AZS-u AWF-u Katowice, po wymęczonym zwycięstwie z AJD Częstochową.
Do Katowic przyjechał zespół zamykający ligową tabelę. Częstochowianki nie miały jednak zamiaru "położyć" się przed wiceliderem. Wyszły nawet na kilku punktowe prowadzenie, ale dwa bloki Marchewki pozwoliły gospodyniom zniwelować straty. Środkowa zaliczyłaby również trzeci, ale sędziowie dopatrzyli się faulu. Zresztą Marchewka szybko złapała pięć przewinień i tuż po przerwie zakończyła udział w meczu.

To właśnie dopiero po zmianie stron miejscowe przejęły inicjatywę. - Wcześniej nie chciało nic wpaść - rozkładała ręce Agnieszka Stawowska, zawodniczka AZS-u. - Naszą domeną są "trójki", ale ostatnio jakoś nie idzie - dodała. Gospodynie zwiększały przewagę, ale gdy tylko odskakiwały na "bezpieczną" odległość, przestawały grać. - Zamiast spokojnie pilnować wydarzeń, same sobie stwarzamy zamieszanie - irytowała się kapitan miejscowych.

A powody niezadowolenia były jak najbardziej słuszne, gdyż na niespełna dziesięć sekund przed końcem przyjezdne zbliżyły się na trzy "oczka". Wystarczył celny rzut zza linii 6,25 i doszłoby do dogrywki. Częstochowianki nie wykorzystały jednak swojej szansy i "Akademiczki" mogły cieszyć się z kompletu punktów. - Jedynie z tego można, bo styl był daleki od zadowalającego - podsumowała Stawowska.

- Patrząc na ostatnie mecze, to w tym, mimo porażki, wypadliśmy dosyć pozytywnie. Dziewczyny walczyły do samego końca. Pokazały, że są drużyną. Każda zawodniczka mocno pracowała na końcowy rezultat. U nas nie ma gwiazd. Jest kolektyw, który jeżeli wszystko zatrybi, zdoła się podnieść z tego dna. Przy odrobinie szczęścia już dziś mogliśmy wyrwać zwycięstwo przeciwnikowi - zakończył Arkadiusz Urbańczyk, trener gości.
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również