Artur Skowronek będzie pracował w klubie z ekstraklasy!
11.06.2012
Skowronek na stanowisku zastąpi Ryszarda Tarasiewicza. Dotychczasowy trener "Cidrów" kilka dni temu rozwiązał kontrakt w Radzionkowie. - Sytuacja w Ruchu jeszcze kilka dni temu była bardzo trudna. Dzisiaj dochodzą do mnie głosy, że tylko niuanse pozostały do załatwienia, aby klub otrzymał licencję - mówi Skowronek.
Skoro nie ma stadionu i szybko nie powstanie, a kibiców na trybunach ubywa – rodzi się pytanie, czy jest sens?
- Skoro działacze tak mocno walczą o to, aby drużyna wystartowała w I lidze, to muszą widzieć sens. I jest jakiś pomysł.
Pana on nie przekonał?
- Wtedy, kiedy rozmawiałem z działaczami, konkretów brakowało. Może dziś sytuacja się zmieniła i jest lepsza? Ja tego nie dostrzegałem, gdy byłem trenerem Ruchu. Graliśmy z działaczami w otwarte karty. Byliśmy wobec siebie fair. Przyznałem im, że nie widzę sensu. Brakowało mi stabilizacji. Co pół roku trzeba było budować nowy zespół, a to na dłuższą metę nie ma racji bytu.
Co czeka obecną drużynę?
- Rozejdzie się. I ten fakt sprawił, że postanowiłem rozwiązać kontrakt. Liczyłem, że jeśli się utrzymamy, to będzie mi dane nadal współpracować z tą kapitalną „szatnią”. W końcu straciłem złudzenia. 80% zespołu odejdzie. Dokąd trafią ci chłopcy? Nie będzie im brakowało ofert z I ligi.
Musiał pan zrezygnować z zaległych pensji, by rozwiązać kontrakt?
- Tak...
Prezes Tomasz Baran początkowo nie chciał z panem rozwiązać kontraktu. W jakiej atmosferze się zatem rozstaliście?
- Bardzo szanuję prezesa Barana, bo dzięki niemu zaistniałem na szczeblu centralnym. Mogłem pokazać na co stać mnie, mój sztab i zawodników. Z prezesem mieliśmy słowne porozumienie. A nasze nieporozumienie w temacie rozwiązania umowy? Szkoda, że tak się to potoczyło. Najważniejsze, że finał jest taki, iż przestałem być trenerem Ruchu.
Ma pan żal do kogoś w Radzionkowie?
- Nie mam.
Skoro nie ma stadionu i szybko nie powstanie, a kibiców na trybunach ubywa – rodzi się pytanie, czy jest sens?
- Skoro działacze tak mocno walczą o to, aby drużyna wystartowała w I lidze, to muszą widzieć sens. I jest jakiś pomysł.
Pana on nie przekonał?
- Wtedy, kiedy rozmawiałem z działaczami, konkretów brakowało. Może dziś sytuacja się zmieniła i jest lepsza? Ja tego nie dostrzegałem, gdy byłem trenerem Ruchu. Graliśmy z działaczami w otwarte karty. Byliśmy wobec siebie fair. Przyznałem im, że nie widzę sensu. Brakowało mi stabilizacji. Co pół roku trzeba było budować nowy zespół, a to na dłuższą metę nie ma racji bytu.
Co czeka obecną drużynę?
- Rozejdzie się. I ten fakt sprawił, że postanowiłem rozwiązać kontrakt. Liczyłem, że jeśli się utrzymamy, to będzie mi dane nadal współpracować z tą kapitalną „szatnią”. W końcu straciłem złudzenia. 80% zespołu odejdzie. Dokąd trafią ci chłopcy? Nie będzie im brakowało ofert z I ligi.
Musiał pan zrezygnować z zaległych pensji, by rozwiązać kontrakt?
- Tak...
Prezes Tomasz Baran początkowo nie chciał z panem rozwiązać kontraktu. W jakiej atmosferze się zatem rozstaliście?
- Bardzo szanuję prezesa Barana, bo dzięki niemu zaistniałem na szczeblu centralnym. Mogłem pokazać na co stać mnie, mój sztab i zawodników. Z prezesem mieliśmy słowne porozumienie. A nasze nieporozumienie w temacie rozwiązania umowy? Szkoda, że tak się to potoczyło. Najważniejsze, że finał jest taki, iż przestałem być trenerem Ruchu.
Ma pan żal do kogoś w Radzionkowie?
- Nie mam.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?