Adrian Świątek nie ma sentymentów. Lubi strzelać gole ŁKS-owi

02.05.2011
Kawał życia spędził w Łodzi. Nie tak dawno grał w ŁKS-ie, a tymczasem temu zespołowi strzela gole, jak na zawołanie. Przed rokiem dwa w barwach Górnika, a teraz dołożyć kolejny jako gracz "Cidrów".
- Nie mam patentu na ŁKS, choć strzeliłem mu już gole w barwach Górnika - przekonuje Adrian Świątek, ale trudno w to uwierzyć. Z przymrużeniem oka można napisać, że łodzianie przestają lubić Świątka. -  Mam w Łodzi wielu przyjaciół i sentyment pozostaje. Dobrze się czuję w ostatnim okresie. Trener obdarzył mnie zaufaniem, mogę grać. Sytuacje stwarza mi cały zespół, a ja staram się wykorzystać chociaż jedną - mówi napastnik wypożyczony z Górnika Zabrze.

Ruch świetne wrażenie wywarł już w Katowicach, dlatego zwycięstwo z liderującym ŁKS-em nie było aż tak wielką sensacją. - Jeśli zespół jest w formie, to okazje do zdobycia gola zawsze się znajdują. Przy strzale w poprzeczkę zakląłem pod nosem dopiero, gdy zobaczyłem, że Dawid Jarka nie dobije mojego strzału. Chwilę później wpadła jednak bramka - odetchnął "Święty".

- Cały tydzień trenowaliśmy taki schemat: zagranie do boku, wrzutka i zmiana napastników. Udało się i jesteśmy z tego powodu szczęśliwi - przyznał.

Pochwalić należy ludzi odpowiedzialnych za przygotowanie murawy. Płyta przy Narutowicza była ostatnio niemiłosiernie krytykowana. Poprawę na szczęście widać. - Boisko było ciut lepsze niż w meczu z Odrą. Dodatkowo przed meczem trawa została trochę zroszona przez deszcz. Niebiosa więc nam sprzyjały. Ale dużo dało nam też to, że trenowaliśmy poza naszym obiektem, w Zbrosławicach - wskazał Świątek.
źródło: SportSlaski.pl / ruchradzionkow.com.pl

Przeczytaj również