Tomasz Stranc: Mam alternatywę, by jakoś sobie w życiu poradzić"

07.11.2012
Pomocnik Rozwoju ostatni raz pojawił się na boisku 29 lutego. Jego zespół grał wówczas sparing z Victorią Jaworzno. Tomasz Stranc właśnie wtedy doznał urazu. Pozornie niegroźne naderwanie, okazało się bardzo groźną kontuzją.
Tomasz Stranc ostatni raz o ligowe punkty walczył niemal dokładnie rok temu - Rozwój pokonał wtedy Pniówka Pawłowice Śląskie, czym przypieczętował tytuł mistrza jesieni. W rundzie rewanżowej zespół Mirosława Smyły kroczył po awans już bez blondwłosego pomocnika... Nie było mu też póki co dane przypomnieć sobie, jak smakuje druga liga, w której występował parę sezonów wstecz z Ruchem Radzionków. Jego przygoda z „Cidrami” skończyła się wskutek przewlekłej kontuzji.

Stranc kilka miesięcy nie grał wtedy w piłkę, a „odkurzył” go ściągając do Rozwoju Damian Galeja. Od tamtej pory (lato 2010) 27-letni dziś pomocnik miał pewne miejsce w środku pola katowickiej drużyny. Mecze opuszczał z rzadka, omijały go urazy...
Tomasz Stranc o tym dniu pewnie będzie pamiętał jeszcze długo. Na rozgrzewce przed sparingiem z Victorią Częstochowa poczuł szarpnięcie w mięśniu - wstępne diagnozy mówiły o kilkunastodniowym rozbracie z boiskiem. Na pełne obroty „Strancolowi” nie udało się wskoczyć do dziś...

- To już trwa tyle czasu, tak męczy ta kontuzja... Według pierwszych diagnoz naderwałem mięsień błoniasty, a potem zrobiła się z tego etnezopatia, czyli zmiany przy przyczepach mięśni przywodzicieli - tłumaczy Tomek. - Wszyscy lekarze mówili, że do wyleczenia tego potrzebny mi jest czas - około sześciu miesięcy ciszy i spokoju. Po nich to wszystko miało „puszczać” i rzeczywiście tak się dzieje. Jestem już w stanie biegać, kopać piłkę i wchodzić z chłopakami w trening. Aż do momentu, kiedy nie gramy. W „gierkach” nie biorę udziału, ale wszystkie pozostałe ćwiczenia staram się wykonywać.

Mirosław Smyła z niecierpliwością czeka na powrót swego podopiecznego. - On już w 70-80 procentach zajęć uczestniczy, ale jeszcze nie na maksa. Wierzę, że od początku okresu przygotowawczego będzie się z nami szykował do rundy wiosennej. A podczas niej stanie się wartościowym zawodnikiem do rywalizacji o miejsce w składzie - mówi szkoleniowiec Rozwoju. 27-latek przyznaje jednak, że o wielki optymizm póki co mu trudno.

- Lekarze już tyle razy mi mówili, żebym wyszedł, trenował, ale cały czas czuję dyskomfort. Wiem, że nie jestem w stanie na maksa uczestniczyć w treningach. W głowie mam to wszystko strasznie. Wiem teraz, jak długi rozbrat z boiskiem czeka, gdy ruszę i znów coś się zerwie czy ponadrywa - nie kryje Tomasz Stranc, który w tym sezonie stara się nie opuszczać spotkań Rozwoju. Tak domowych, jak i wyjazdowych. Nie zabrakło go nawet w dalekim Wejherowie.

- Jestem przy drużynie. Bardzo mi zależy, by z chłopakami jeździć na większość meczów. Kibicuję im. Męczy mnie to psychicznie, że nie mogę drużynie pomóc. Chciałbym od przyszłej rundy być już równoprawnym zawodnikiem, choć oczywiście nie liczę, że od razu wejdę do składu. Do tego daleka droga. Dziś po prostu walczę, by w ogóle wrócić do piłki, a czy mi się uda - zobaczymy - wzdycha piłkarz Rozwoju.

Absolwent filozofii, wegetarianin... 27-latek przyznaje, że w przypadku czarnego scenariusza znajdzie alternatywę. - Tak starałem się pokierować swoim życiem - podkreśla. - Sport to bardzo, bardzo ulotna dziedzina życia i już raz się o tym przekonałem. Uczyłem się i nadal uczę, wydaje mi się że jestem w miarę ogarnięty i gdyby - odpukać - coś nie poszło po mojej myśli, to mam alternatywę, by jakoś sobie w życiu poradzić.
źródło: www.strona.rozwoj.info.pl

Przeczytaj również