Szkoleniowiec Rozwoju: Było widać, jak bardzo chłopakom zależało
14.10.2012
Jego zawodnicy zdołali odrobić dwie bramki straty w meczu z faworyzowanym Energetykiem ROW Rybnik. - Zdobyty punkt odbieramy z dużą pokorą i skromnością. Staraliśmy się uratować wynik, w drugiej połowie zostawiając serce na boisku, za co chciałem bardzo chłopakom podziękować. Było bardzo ciężko, bo zespół Energetyka to grupa zawodników, którzy wiedzą, o co chodzi na boisku. Mają doświadczenie i określone umiejętności, są zespołem poukładanym taktycznie. Chylę czoła przed trenerem - zwrócił się Smyła do Ryszarda Wieczorka.
Rozwojowi było jednak w sobotę bardzo trudno. - Mecz nam się kompletnie nie układał. Dwie szybko stracone bramki padły po sytuacjach, o których wiedzieliśmy, że mogą się zdarzyć. Na prostopadłe podania byliśmy przygotowani, ale okazało się, że... jednak nie. Kilka prostych błędów w defensywie, włącznie z bramkarzem, spowodowało, że te gole wpadły. Szybko kontuzji doznał Gałecki i grał do końca pierwszej połowy z urazem, do tego kartka Daniela Paszka, o którym wiemy, że gra bardzo agresywnie... Zupełnie się to nie układało - wspominał szkoleniowiec beniaminka.
Szybko jednak udało się zdobyć bramkę kontaktową. Gola zdobył strzałem z dystansu po rykoszecie Damian Gacki. - Jak nie ma strzałów - nie ma bramek. Gacki uderzył bardzo dobrze. Może szczęśliwie? Taka jest piłka. W poprzednich meczach los nam kompletnie nie sprzyjał; chociażby w Kluczborku, gdzie jedna sytuacja stworzona przez przeciwnika przyniosła mu gola, a my mieliśmy swoje okazje wcześniej. Wszystko jednak w tej lidze szczęście oddaje. Próbujemy ciułać te punkciki - dodał Mirosław Smyła.
- Dziękuję drużynie za włożone serce. Było widać, jak bardzo chłopakom zależało - kończy.
Rozwojowi było jednak w sobotę bardzo trudno. - Mecz nam się kompletnie nie układał. Dwie szybko stracone bramki padły po sytuacjach, o których wiedzieliśmy, że mogą się zdarzyć. Na prostopadłe podania byliśmy przygotowani, ale okazało się, że... jednak nie. Kilka prostych błędów w defensywie, włącznie z bramkarzem, spowodowało, że te gole wpadły. Szybko kontuzji doznał Gałecki i grał do końca pierwszej połowy z urazem, do tego kartka Daniela Paszka, o którym wiemy, że gra bardzo agresywnie... Zupełnie się to nie układało - wspominał szkoleniowiec beniaminka.
Szybko jednak udało się zdobyć bramkę kontaktową. Gola zdobył strzałem z dystansu po rykoszecie Damian Gacki. - Jak nie ma strzałów - nie ma bramek. Gacki uderzył bardzo dobrze. Może szczęśliwie? Taka jest piłka. W poprzednich meczach los nam kompletnie nie sprzyjał; chociażby w Kluczborku, gdzie jedna sytuacja stworzona przez przeciwnika przyniosła mu gola, a my mieliśmy swoje okazje wcześniej. Wszystko jednak w tej lidze szczęście oddaje. Próbujemy ciułać te punkciki - dodał Mirosław Smyła.
- Dziękuję drużynie za włożone serce. Było widać, jak bardzo chłopakom zależało - kończy.
Polecane
II liga