Mirosław Smyła zarzeka się, że nie jest przesądny, ale z Jarotą Jarocin wybitnie mu nie idzie. - Po to poszedłem do fryzjera. Włosy obcięte, klątwy nie ma - uśmiecha się trener Rozwoju Katowice.
Po co trener Rozwoju poszedł do fryzjera? "Żeby nie było klątwy"
14.03.2013
W sobotę katowiczanie zagrają z tym niewygodnym rywalem u siebie. - Mówiąc już poważnie: pierwszy mecz w Jarocinie grałem podczas pracy w GKS-ie Tychy. Zremisowaliśmy tam po morderczym boju, a po równie morderczym Rozwój wywalczył z Jarotą punkt w sierpniu. Przypomnę tylko tę megaobronę „Solina” przy stanie 0-0… Poszukuję zwycięstwa z tą drużyną, ale to dobrze. Jest konkretny cel do osiągnięcia - podkreśla.
Jego drużyna zainaugurowała wiosnę bardzo dobrze, ale trener zapewnia, że nie trzeba było tonować nastrojów. - To nie jest tak, że drużyna zagrała super zawody, będące potwierdzeniem bardzo wysokiej formy. Nie - to był dopiero pierwszy kroczek. Fajnie, że zakończony tak pozytywnie, bo wysokim zwycięstwem, ale my bierzemy pod uwagę to, co działo się wcześniej. Ostatnie gry kontrolne stały pod znakiem poszukiwania rozwiązań i nie przynosiło to zbyt dużego efektu, na przykład w postaci zdobywanych bramek. W lidze worek się rozwiązał, ale… Oby to nie było rozwiązanie tylko na jeden mecz. W środę grupa młodych chłopaków z drużyny Ruchu, wiedzących, o co chodzi w piłce, pokazała wygrywając z nami, że to nie będzie wszystko takie proste. Może i dobrze, że ten sparing stonował jakieś zbyt pozytywne nastroje? Kubeł zimnej wody wylano nam na głowy bardzo szybko - dodaje.
Smyła zaznacza, że jeśli już patrzy na tabelę II ligi, to raczej w jej dolne rewiry. - - Patrzymy w dół. Oby jak najdalej od niego, oby nie było go widać. Powiedziałem przed inauguracją, że pierwsze podsumowania można będzie zacząć robić po czterech kolejkach. Martwi natomiast trochę i denerwuje istotny aspekt, czyli urazy. Dużo się ich ostatnio pojawiło i cały czas zastanawiamy się, gdzie jest tego przyczyna, bo wcześniej to nam się nie zdarzało. Mam nadzieję, że lada dzień, gdy pogoda się ustabilizuje, nawierzchnie staną już inne i wszystko będzie w porządku - kończy Mirosław Smyła.
Jego drużyna zainaugurowała wiosnę bardzo dobrze, ale trener zapewnia, że nie trzeba było tonować nastrojów. - To nie jest tak, że drużyna zagrała super zawody, będące potwierdzeniem bardzo wysokiej formy. Nie - to był dopiero pierwszy kroczek. Fajnie, że zakończony tak pozytywnie, bo wysokim zwycięstwem, ale my bierzemy pod uwagę to, co działo się wcześniej. Ostatnie gry kontrolne stały pod znakiem poszukiwania rozwiązań i nie przynosiło to zbyt dużego efektu, na przykład w postaci zdobywanych bramek. W lidze worek się rozwiązał, ale… Oby to nie było rozwiązanie tylko na jeden mecz. W środę grupa młodych chłopaków z drużyny Ruchu, wiedzących, o co chodzi w piłce, pokazała wygrywając z nami, że to nie będzie wszystko takie proste. Może i dobrze, że ten sparing stonował jakieś zbyt pozytywne nastroje? Kubeł zimnej wody wylano nam na głowy bardzo szybko - dodaje.
Smyła zaznacza, że jeśli już patrzy na tabelę II ligi, to raczej w jej dolne rewiry. - - Patrzymy w dół. Oby jak najdalej od niego, oby nie było go widać. Powiedziałem przed inauguracją, że pierwsze podsumowania można będzie zacząć robić po czterech kolejkach. Martwi natomiast trochę i denerwuje istotny aspekt, czyli urazy. Dużo się ich ostatnio pojawiło i cały czas zastanawiamy się, gdzie jest tego przyczyna, bo wcześniej to nam się nie zdarzało. Mam nadzieję, że lada dzień, gdy pogoda się ustabilizuje, nawierzchnie staną już inne i wszystko będzie w porządku - kończy Mirosław Smyła.
Polecane
II liga