Obrońca Rozwoju: Przecież nie podwyższymy nagle średniej wzrostu
06.05.2013
W katowiczanach nadal siedzi sobotnia porażka z Bytovią po dwóch golach w doliczonym czasie gry. - Powrót z Bytowa był nietypowy, smutny. Kontrowersyjne decyzje arbitrów wpłynęły na wynik spotkania. Wydawało nam się już, że ten punkt uda się nam dowieźć do końca. Uważam, że sędzia podjął nieprawidłową decyzję, bo Robert Tkocz był faulowany w bocznym sektorze boiska. Pomocnik Bytovii zabrał mu piłkę, dośrodkował na długi słupek, a tam zawodnik zamknął akcję głową. „Solin” był bez szans. Karny na Dawidzie Domańskim był ewidentny. „Didi” miał już czystą pozycję na długim słupku do uderzenia, a obrońca pociągnął go od tyłu - relacjonuje Szymiński.
- Ten ostatni gol, który wbiła nam Bytovia, był już taki... byle jaki. Wszyscy byli tak źli, że nie myśleli już o bronieniu dostępu do własnej bramki - mówi z kolei o trzecim trafieniu dla bytowian.
- Rywale grali w swoim stylu - praktycznie nic po ziemi. Tylko „długa piła”, walka, stały fragment gry... Tylko z tego potrafili stworzyć zagrożenie. Wydaje mi się, że za dużo tych rzutów wolnych dyktowano na naszej połowie przeciw nam. Lekkie szturchnięcie, szarpnięcie, krzyknięcie „ała” i od razu był wolny, a pod naszą bramką robiło się gorąco. Zawodnicy tego zespołu są wysocy, mają dobre warunki fizyczne... A boisko w Bytowie jest tak małe, że z każdego miejsca - nawet własnej połowy - można dośrodkować w pole karne rywala, przymierzyć piłkę w światło bramki. Ci rośli zawodnicy po prostu nabiegają na te piłki i trudno coś wymyślić. Nagle nie podwyższymy sobie przecież średniej wzrostu drużyny. Widać, że to jest ich sposób gry, że mają to wyćwiczone. Potrafią idealnie dośrodkować w pole karne, a tam to jest już walka. Generalnie walki w powietrzu było w tym meczu bardzo dużo. Wydaje mi się, że - do tej pory - najwięcej spośród tych naszych drugoligowych starć - kończy młody obrońca Rozwoju.
- Ten ostatni gol, który wbiła nam Bytovia, był już taki... byle jaki. Wszyscy byli tak źli, że nie myśleli już o bronieniu dostępu do własnej bramki - mówi z kolei o trzecim trafieniu dla bytowian.
- Rywale grali w swoim stylu - praktycznie nic po ziemi. Tylko „długa piła”, walka, stały fragment gry... Tylko z tego potrafili stworzyć zagrożenie. Wydaje mi się, że za dużo tych rzutów wolnych dyktowano na naszej połowie przeciw nam. Lekkie szturchnięcie, szarpnięcie, krzyknięcie „ała” i od razu był wolny, a pod naszą bramką robiło się gorąco. Zawodnicy tego zespołu są wysocy, mają dobre warunki fizyczne... A boisko w Bytowie jest tak małe, że z każdego miejsca - nawet własnej połowy - można dośrodkować w pole karne rywala, przymierzyć piłkę w światło bramki. Ci rośli zawodnicy po prostu nabiegają na te piłki i trudno coś wymyślić. Nagle nie podwyższymy sobie przecież średniej wzrostu drużyny. Widać, że to jest ich sposób gry, że mają to wyćwiczone. Potrafią idealnie dośrodkować w pole karne, a tam to jest już walka. Generalnie walki w powietrzu było w tym meczu bardzo dużo. Wydaje mi się, że - do tej pory - najwięcej spośród tych naszych drugoligowych starć - kończy młody obrońca Rozwoju.
Polecane
II liga