"Nie jesteśmy klubem kibicowskim. Na fanów musimy zasłużyć"

09.09.2012
- Nie spodziewaliśmy się wcale po awansie większego zainteresowania Rozwojem Katowice. Na nasze mecze przychodzą sympatycy piłki nożnej, a nie naszego klubu - mówi Kamil Zalewski, pomocnik II-ligowca.

Nie jesteście chyba przyzwyczajeni do przegrywania na swoim stadionie, bo dawno wam się to nie zdarzyło...

Kamil Zalewski: - Nie jesteśmy przyzwyczajeni i nie będziemy. Uważam, że nie zasłużyliśmy na porażkę. W pierwszej połowie Lech Rypin miał jedną sytuację, nie licząc tej z doliczonego czasu gry, gdzie trochę nierozważnie się odkryliśmy. Goście mieli tę okazję i strzelili bramkę. My mieliśmy trzy sytuacje. Ja mogłem zaraz na początku otworzyć wynik spotkania. Wiedzieliśmy, że w drugiej połowie będzie to tak wyglądać, że Lech nie będzie grał wysoko, a po prostu „zamuruje się”, choć to nie było takie murowanie jak w III lidze i będzie się starał nas kontrować. Nam nie szło w ataku pozycyjnym. Nie był to dzień, w którym większość z nas była w optymalnej dyspozycji. Ale i tak uważam, że powinniśmy byli zdobyć punkt. Dlatego na kolejne wyjazdy pojedziemy maksymalnie zmobilizowani, żeby zmazać tę plamę. Nasz stadion musi być fortecą, nie może być tak, że tracimy tu punkty, tym bardziej trzy. A tak, sąsiad w tabeli wygrywa z nami i odskakuje... Trzeba się podnieść, a udowodniliśmy, że umiemy to robić. Zabrakło nam trochę szczęścia, trochę umiejętności. Nie wyobrażam sobie, byśmy w kolejnym meczu nie zagrali o pełną pulę.

II liga jest trudniejsza niż się spodziewaliście, czy dokładnie taka, jak myśleliście?

- Zaczęliśmy dobrze, bo w pięciu meczach 10 punktów to naprawdę przyzwoity dorobek. Ta liga jest lepsza. Dla oka, dla nas zawodników. Lepsza organizacja, więcej kibiców. Poziom też jest lepszy. Mecze są bardziej „piłkarskie”. My musieliśmy się przyzwyczaić, że w III lidze przeciwnicy się murowali w dziesięciu na 25 metrach przed bramką. Tu już jest piłka nożna. Poziom jest OK i kibice mają już często na czym „zawiesić oko”.


Zagraliście teraz dwa mecze z rzędu na swoim stadionie. Spodziewaliście się większego zainteresowania katowiczan waszymi spotkaniami?

- Szczerze, Rozwój nie jest kibicowskim klubem, więc nie spodziewaliśmy się wyższej frekwencji. Tutaj przychodzą raczej sympatycy piłki nożnej, a nie konkretnie naszego klubu. Rodziny, kibice GKS-u Katowice, działacze związani ze światkiem futbolowym. Być może musimy sobie zapracować swoją grą na to, że ludzie będą przychodzić oglądać naszą drużynę i ją dopingować. Bo wsparcia nam brakuje w decydujących momentach.

Celem na ten sezon jest tylko utrzymanie, czy mierzycie wyżej?

- Chcielibyśmy cały czas poprawiać swój styl gry i walczyć o coś więcej niż utrzymanie. Po to tu jesteśmy, żeby wznosić swój poziom. My jeszcze się uczymy. To jest tylko sześć meczów za nami w II lidze. Z każdym spotkaniem będziemy nabierać ogrania. Większość z nas nigdy nie grała na tym poziomie. Jesteśmy zbudowani praktycznie z niczego, a trener Smyła w dwa lata doprowadził nas do II ligi. Musimy zrobić wszystko, żeby iść dalej. Bo to nie jest koniec!

Czujecie, że jesteście w „oknie wystawowym”? Nagle Rozwój zaczął uchodzić za kuźnię talentów...

- To świadczy tylko dobrze o polityce klubu, bo tak naprawdę tego nam w Polsce w ogóle brakuje. Gratulacje też dla działaczy Górnika Zabrze, że nie boją się stawiać na młodych i wydają na nich pieniądze, a potem ich szlifują. To jest najważniejsze, a jeśli jeszcze ktoś pójdzie - jest kilku potencjalnych następców Arkadiusza Milika - to będzie to tylko z korzyścią dla zarządu, trenerów i przede wszystkim samych zawodników.

Mówi pan o innych, a sam – jako 23-latek – nie liczy jeszcze na awans?

- Ja już nie jestem aż tak młody, ale gra w wyższej lidze to jest moje marzenie. Po to przyszedłem do Rozwoju, bo znałem trenera Smyłę jeszcze z czasów juniorskich i wiedziałem, że tutaj nie będzie odpuszczania i działania półśrodkami. Albo idziemy do góry, albo trzeba będzie myśleć, co dalej. Ale tu jest perspektywa, żeby wybić się wyżej.


Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również