Mirosław Smyła: Znamy swoje miejsce w szeregu (wywiad)

21.11.2012
- My czujemy swoją rolę na piłkarskim rynku. Mamy dawać szansę, ogrywać, promować. Znamy swoje miejsce w szeregu - mówi Mirosław Smyła, trener Rozwoju Katowice, w rozmowie z naszym portalem.
Rozwój Katowice po rundzie jesiennej zajmuje 10. miejsce w II-ligowej tabeli. Jak pan ocenia to, co udało się wam osiągnąć? Ten 23-punktowy dorobek traktuje pan jako sukces, czy czuje pan niedosyt?

Mirosław Smyła, trener Rozwoju Katowice: - Jeśli sukcesem jest zdobycie trzech punktów, a niedosytem zero punktów, to ja określiłbym nasz dorobek jako jeden z haczykiem. Taki remis. Generalnie, plan założony na początku rozgrywek, miejsce w środku tabeli, ogrywanie drużyny, promocja młodych zawodników - to wszystko związane ze sposobem pracy Rozwoju Katowice udało się osiągnąć.

Skąd więc bierze się ten niedosyt?

- Proszę sobie wyobrazić, że pięć meczów przegraliśmy 0-1, a jeden 1-2. Te porażki były do uniknięcia. Wiadomo, że każdy analizuje to może nie do końca obiektywnie, ale generalnie było duże pole manewru pod kątem zdobycia punktów, które spowodowałyby, że bylibyśmy w tabeli wyżej. Mamy swoje ambicje i to powoduje, że jest niedosyt. Ale mamy też dużą świadomość trudności gry w tej lidze. Ostatnia drużyna zdobyła raptem osiem punktów, lecz w końcówce Elana punktowała dość regularnie, co sprawia, że od pierwszego do ostatniego miejsca każdy z każdym może wygrać. Rozegraliśmy siedem meczów u siebie a aż 10 na wyjeździe, mamy świadomość, jak dużo pracy przed nami w zimie. Musimy być bardziej skuteczni i z przodu i z tyłu, bo często jedna bramka decyduje o wyniku meczu.

Miejsce w tabeli macie dość bezpieczne, ale nigdy nie wiadomo, ile drużyn spadnie. Czujecie się na tyle pewnie, by w ogóle nie spoglądać już w dół tabeli?

- Zawsze jest cel do osiągnięcia. Nie jesteśmy minimalistami, nikt się tutaj nie poddaje. Nikt z nas nie cieszy się z tego, że jest bezpiecznie. Z doświadczenia, wyniesionego podczas pracy w GKS-ie Tychy, wiem, że w drugiej rundzie jest dużo trudniej. Dół jest bardziej zmotywowany i punktuje, więc trudniej się z nimi gra. Ta przewaga nie jest aż tak potężna i nie daje aż takiego spokoju, że możemy teraz osiąść na laurach.

A co ze spoglądaniem w górę?

- No, właśnie. Gra o utrzymanie nie jest naszym głównym celem. Chcemy być zespołem, który w rundzie wiosennej pokaże, że zrobił postęp. Największym miernikiem naszej pracy jest postęp. Stąd też cieszę się, że do zdrowia wracają zawodnicy, którzy nie mogli w tej rundzie do końca nam pomóc. Mam tu na myśli szczególnie młodzieżowca Przemysława Szymińskiego, który w końcówce rundy pokazał, że jest wartościowym zawodnikiem. Mam nadzieję, że wróci Adam Żak, kolejny bardzo fajny młodzieżowiec, który nie miał szczęścia zagrać jesienią przez paskudną kontuzję. To powoduje, że zespół będzie już choćby pod tym kątem silniejszy.

W wyższej formie mogą być też zawodnicy pozyskani latem w ostatniej chwili...

- Liczę, że Szymon Kapias, Dawid Domański po okresie przygotowawczym będą jeszcze bardziej wartościowi dla zespołu. Oczywiście będziemy też obserwować. Dziś jesteśmy po pierwszej grze kontrolnej, przeciwko Polonii Łaziska Górne, na którą zjechało się dziewięciu młodych chłopaczków z roczników od 1993 do 1995 i mamy swoje spostrzeżenia. Będziemy dalej badać ten śląski rynek, sprawdzać, których chłopaków możemy ściągnąć i promować. Myślę, że nikt nie jest uspokojony. Mamy cel i napęd do dalszej roboty.

W dzisiejszym sparingu wystąpił w waszej drużynie Jean Paulista, który trenuje z Rozwojem już od jakiegoś czasu. Jaka jest szansa, że wiosną będzie już waszym zawodnikiem?

- To jest trudny temat, bo "Janek" jest zawodnikiem, który ma określoną renomę, swoje w piłce zrobił. Mamy prosty przykład Pogoni Szczecin, w której 40-latek Edi Andradina, mający ogromne umiejętności, daje bardzo wiele temu zespołowi. Paulista jest młodszy i można powiedzieć, że mógłby Rozwojowi pomóc. Ale realia naszego klubu są określone. Nas na pewnych zawodników stać, a na niektórych nie. Do tej pory "Janek" trenował u nas gościnnie, bo w Piotrówce rozwiązał kontrakt i nie bardzo miał gdzie się podziać. Obserwowaliśmy go, dziś zagrał w sparingu i pokazał ogromne umiejętności w grze do przodu. Lecz czy to jest temat, który zostanie pozytywnie zakończony i chłopak - a raczej mężczyzna - zostanie z nami - tego nie wiem. Chcemy ogrywać młodych zawodników i czasami warto mieć piłkarza o potężnym arsenale umiejętności i pomyśle na grę. Nie każdy pograł w Lidze Mistrzów i był mistrzem Polski. Młodzi zawodnicy mogliby obserwować jego umiejętności. Życie pokaże, czy jesteśmy w stanie rozwiązać tę sprawę pozytywnie. Powinno się okazać lada dzień.

Wiem, że trenerzy raczej nie przepadają za indywidualnymi laurkami, ale którego z zawodników wyróżniłby pan po tej rundzie jesiennej?

- Chwała wszystkim chłopakom za to, co udało się osiągnąć. W początkowej fazie rozgrywek szczególnie pokazywali się Maciej Wolny i Wojciech Król. Na bokach pomocy byli zaskoczeniem dla przeciwników. To nie jest liga, w której przeciwnik nie interesuje się przeciwnikiem, więc po 4-5 kolejce już drużyny zaczęły analizować, jak sobie z nimi radzić. Niestety, w drugiej fazie rozgrywek ci zawodnicy mieli dużo trudniej. Stąd wzięły się z mojej strony poszukiwania innych rozwiązań. W końcówce rozgrywek Tadziu Tyc wziął trochę gry na siebie, wskoczył Domański, który przyszedł do nas w trudnym momencie, nieprzygotowany fizycznie, po bardzo ważnym życiowym kroku, jakim był ślub. To wszystko miało na niego duży wpływ. Ale od ośmiu-dziewięciu kolejek jest bardzo solidnym zawodnikiem, a w ostatnim meczu razem z Szymińskim stworzyli bardzo fajny duet. Jeśli mam już jednak wskazać jednego konkretnego zawodnika i powiedzieć: "Tak, ten piłkarz spełnił oczekiwania, grał najrówniej, brał na siebie grę w trudnych momentach i miał duży wpływ na jakość tej drużyny i w szatni i na boisku", to bez dwóch zdań wskazałbym Damiana Gackiego. Zbierał najwyższe noty, został kapitanem. Cieszę się, że mam go u siebie. Przejął schedę po Rafale Lisie i bardzo fajnie to robi.

Rozwój Katowice ostatnio stał się dość głośną - nawet na całą Polskę - kuźnią talentów. Czy jest więc możliwość, że już teraz któryś z pana zawodników odejdzie do lepszego klubu?

- Nie trzeba daleko szukać. Wiemy dzisiaj, że Król wrócił z wypożyczenia do Górnika Zabrze i będzie obserwowany czy zrobił postęp. Jest też tam z nim razem Szymiński. Szkoda, że ten chłopak nie mógł uczestniczyć w całej rundzie, bo to kolejny zawodnik z rocznika 1994. Ma bardzo profesjonalne podejście, zacięcie, on po prostu kocha piłkę nożną i talent. Wierzę, że pozostawi po sobie dobre wrażenie w Górniku Zabrze i lada chwila będzie brany pod uwagę w kontekście transferu.

Nie martwi pana to, że zawodnicy mogą odejść?

- My czujemy swoją rolę na piłkarskim rynku. Mamy promować, ogrywać zawodników i ja się z tego cieszę. Ze strony szkoleniowej to jest splendor, wypuszczać takich zawodników i słyszeć, że to są piłkarze prezentujący dobry poziom. Mi teraz też łatwiej pozyskiwać nowych graczy, bo oni też wiedzą, że w Rozwoju można się rozwinąć i iść dalej. Bardzo fajna rola. My znamy swoje miejsce w szeregu i chcemy to wykonywać jak potrafimy najlepiej. Oby jak najwięcej utalentowanych chłopaków do nas przychodziło. Już mówię, że są następni. Dziś pokazał się z dobrej strony wychowanek z rocznika 1997 - nazwiska nie podam - pojawił się i wiem, że jest przed nim duża przyszłość. W sobotę też będziemy mieć 15-letniego wychowanka. Także coś się dzieje i to jest chyba ta droga. Patrzmy też na ekonomię, na realia - umówmy się, że te rozwiązania są w tej chwili najbardziej adekwatne do możliwości Rozwoju Katowice.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również