Mirosław Smyła nie ukrywa, że jest sfrustrowany po sparingu Rozwoju

07.02.2013
Mirosław Smyła po porażce z beniaminkiem trzeciej ligi nie owijał w bawełnę.- Nie oszukujmy się. Wyglądaliśmy koszmarnie - mówił wyraźnie zirytowany trener Rozwoju Katowice.
Rozwój w sparingu z LKS-em Czaniec zagrał w mocno eksperymentalnym składzie. -  Celowo wymieszaliśmy to wszystko. Chcieliśmy zaobserwować, jak prezentują się niektórzy zawodnicy w połączeniu z tymi, którzy w większości są trzonem drużyny - tak, żeby nie było mówienia, że ktoś nie dostał szansy. Zrobił się taki lekki „młyn” - wskazał trener.

- W pierwszej połowie jeszcze to jakoś wyglądało. Może zbyt często graliśmy w poprzek, a przeciwnik był cofnięty i czekał na kontry, ale jednak oddaliśmy wiele strzałów. Sam Łukasz Kut próbował kilkukrotnie, zazwyczaj celnie, ale bramkarz bronił. A gdy można było dobijać - to nie trafialiśmy - wzdychał Smyła, a później już tylko wytykał błędy swoim piłkarzom

- Popracowaliśmy ostatnio mocno i to było widać. Nie ma się co oszukiwać - zawodnicy prezentowali się w większości koszmarnie. Szczególnie w drugiej połowie, kiedy już nie dało się na to patrzeć. Przyszedł kryzys, i wydaje się, że to duży. Oby okazało się, że planowy… Nie ma co rozdzierać szat, bo zmęczenie jest skrajne, a takie momenty zimą są, ale… Trochę jestem sfrustrowany tym meczem i zakazałem rozmów o nim w szatni. Nie ma sensu poszukiwać teraz winnych - wszyscy chcieli, ale kompletnie się nie kleiło. Cóż - lepiej dziś, niż w lidze - podkreślił Mirosław Smyła.
źródło: Rozwój Katowice

Przeczytaj również