Kapitan Rozwoju: Kac moralny po tym meczu jest straszny

28.07.2013
Katowiczanie przyjęli w sobotę pięć ciosów od MKS-u Kluczbork. Zaczęli ligę najgorzej jak się dało. - Każdy z nas dobrze wie, że zagrał piach - przyznaje Przemysław Gałecki.
- Kac moralny po tym meczu jest straszny. Chyba nikt z nas nie brał udziału w spotkaniu, w którym po 30 minutach przegrywa się 0-4. Skończyło się 0-5, a rywale nie strzelili jeszcze karnego. To nie jest dla nas łatwe - nie kryje kapitan II-ligowca z Brynowa. - Każdy z nas dobrze wie, że zagrał piach, że potrafi lepiej i że musi się poprawić. Trener szuka pozytywów, żeby nas nie podłamać. Uważam, że to dobre. Teraz będziemy mieli tydzień, by spokojnie przygotować się do kolejnego meczu - dodaje.

Katowiczanie byli w sobotę tłem dla rywala z Kluczborka, przegrywali wiele pojedynków. - Każdy widział, że dobiegając do rywala jesteśmy przynajmniej o ten krok spóźnieni. A do tego trzeba dołożyć jeszcze fakt, że MKS strzelał praktycznie wszystko - ocenia Przemysław Gałecki. Wyjaśnia jednak od razu, że zespół Rozwoju nie miał przed spotkaniem "ciężkich nóg".Kapitan musiał opuścić boisko już w 61. minucie. Arbiter uznał, że faulował rywala. - Wszyscy widzieli, że to nie ja faulowałem i sędzia ewidentnie się pomylił. W szatni się śmialiśmy, że to była moja najlepsza interwencja w tym meczu. Wyprzedziłem napastnika i zabrałem mu piłkę, a on się potknął. Nie wiem, o czyje nogi... Mówiłem: "panie sędzio, to nie byłem ja”. Odpowiedział, że zobaczy po meczu na wideo. Potem stwierdził, że popełnił błąd.

- Lepiej przegrać 0-5 i raz dostać w łeb, niż miałoby się to ciągnąć przez kilka kolejek. Każdy z nas teraz powinien walczyć tak, żeby - za przeproszeniem - się na boisku porzygać. Musimy haratać, by zmazać tę plamę - kończy piłkarz II-ligowca.
źródło: rozwoj.info.pl

Przeczytaj również