Jakub Kosecki: Chłopaki z Rozwoju zostawili mnóstwo serca na boisku
18.08.2013
Nie udał się piłkarzom Rozwoju Katowice rewanż za lanie, jakie na tym samym etapie rozgrywek Pucharu Polski dostali od Legii Warszawa przed dwoma laty (1-4). Tym razem drużyna Dietmara Brehmera straciła co prawda bramkę mniej, ale też nie trafiła ani razu do siatki Wojciecha Skaby.
Mimo pozornie gładkiej porażki bohater stołecznej drużyny Jakub Kosecki był pełen uznania dla jedenastki z Brynowa. - Rozwój podszedł do tego meczu jak na wojnę. Było widać, że na boisku chłopaki zostawiają mnóstwo sił i serca. Za to należą im się duże słowa uznania, bo mało kto przegrywając 2-3 bramkami chce jeszcze grać w piłkę - przekonuje reprezentant Polski.
Zdaniem "Kosy" o losach spotkania przesądziła szybko zdobyta przez Legię pierwsza bramka. - - Każdego rywala szanujemy i traktujemy jak najbardziej poważnie. Tak samo było tym razem. Podeszliśmy bardzo skoncentrowani i szybko chcieliśmy strzelić bramkę. "Sagan" otworzył wynik już po kwadransie, a potem grało nam się łatwiej. Dołożyliśmy potem dwie kolejne bramki, a mogło być ich więcej, bo okazje jeszcze były - analizuje 22-latek.
Mimo pozornie gładkiej porażki bohater stołecznej drużyny Jakub Kosecki był pełen uznania dla jedenastki z Brynowa. - Rozwój podszedł do tego meczu jak na wojnę. Było widać, że na boisku chłopaki zostawiają mnóstwo sił i serca. Za to należą im się duże słowa uznania, bo mało kto przegrywając 2-3 bramkami chce jeszcze grać w piłkę - przekonuje reprezentant Polski.
Zdaniem "Kosy" o losach spotkania przesądziła szybko zdobyta przez Legię pierwsza bramka. - - Każdego rywala szanujemy i traktujemy jak najbardziej poważnie. Tak samo było tym razem. Podeszliśmy bardzo skoncentrowani i szybko chcieliśmy strzelić bramkę. "Sagan" otworzył wynik już po kwadransie, a potem grało nam się łatwiej. Dołożyliśmy potem dwie kolejne bramki, a mogło być ich więcej, bo okazje jeszcze były - analizuje 22-latek.
Polecane
II liga