FELIETON: Grać o awans czy nie... Drużyna i działacze nie zawsze zmierzają w tym samym kierunku̷
31.10.2014
W czerwcu 2012 roku katowiczanie po raz pierwszy w historii klubu świętowali awans na szczebel centralny, a właściwie świętowali go już kilka kolejek wcześniej – wygrali ligę w cuglach. Dla wiecznie drugiego w górniczej stolicy zespołu było to wielkie wydarzenie i spore wyzwanie, z którym przy Zgody poradzili sobie kapitalnie – dwa kolejne sezony kończąc na siódmym miejscu. Ten trzeci będzie przełomowy? Mógłby. Na boisku zespół prowadzony przez trenera Brehmera spisuje się wyśmienicie – po 14 kolejkach ma 27 punktów i jeśli wygra w niedzielę w Częstochowie, zostanie samodzielnym liderem. Rozwój ma naprawdę przyzwoity skład, gra fajną piłkę i strzela sporo bramek, ale to jeszcze nic nie znaczy. Bo decyzja, czy będzie grać o awans, nie zapadnie ani na boisku, ani w szatni.
Wyższa liga to nie tylko większe wyzwanie sportowe, to przede wszystkim większe wymagania organizacyjno-finansowe. Wyższy budżet, trudniejsze do spełnienia warunki licencyjne… A Rozwój, choć raczej stabilny i wypłacalny, do ligowych krezusów na pewno nie należy. No i ładnemu, ale kameralnemu stadionowi przy Zgody trochę brakuje do pierwszoligowych standardów.
Byłoby z pewnością łatwiej, gdyby Górnik zapłacił wreszcie za Arka Milika (Rozwój miał zagwarantowany spory procent od zagranicznego transferu, a wychowanek klubu ze Zgody nie odchodził z Zabrza za drobne), ale na to w najbliższym czasie trudno chyba liczyć (Zagłębie do dziś chyba nie dostało pieniędzy za Rafała Pietrzaka).
W ostatnim sezonie Ruchu Radzionków w pierwszej lidze szczególnie utkwiło mi w pamięci jedno wydarzenie: po którymś z wygranych meczów w rundzie jesiennej (mimo braku pieniędzy i klejonego naprędce składu Cidry spisywały się świetnie) jeden z członków sztabu szkoleniowego odetchnął z ulgą i powiedział: „Jeszcze trzy, cztery punkty i wiosnę będziemy mogli zagrać nawet juniorami”. Bardzo mnie to wtedy oburzyło. Jak można tak kalkulować? Co się stanie z tą naprawdę fajnie grającą drużyną? Z perspektywy czasu już wiem, że tamten cały sezon rozegrany na kredyt nie był Cidrom potrzebny. I zanim klub zdecyduje się szturmować wyższą ligę, warto się dobrze zastanowić.
Z drugiej strony: czy można nakazać piłkarzom, by przestali dobrze grać? By specjalnie przegrywali mecze? Czy można świadomie i z premedytacją zrezygnować z walki o wyższe cele? Na tym przecież polega sport. Po to przystępuje się do rywalizacji, by zwyciężać. Po to buduje się mocny, stabilny zespół. By coś osiągnąć. Każde inne rozwiązanie zabija istotę futbolu. Choć historia zna przypadki drużyn, które na finiszu rozgrywek z niewiadomych przyczyn zupełnie traciły formę… niektóre nawet kilka lat z rzędu.
Czy Rozwój chce walczyć o awans? Czy katowiczan stać będzie na grę na zapleczu ekstraklasy? Czy jest w mieście miejsce dla dwóch pierwszoligowych klubów? Na te wszystkie pytania jest oczywiście dużo za wcześnie. Do końca sezonu jeszcze mnóstwo kolejek, a w drugiej lidze nie brakuje naprawdę mocnych ekip, otwarcie deklarujących walkę o awans. Patrząc jednak z bliska od kilku już lat jak budowany jest zespół przy Zgody, mam wielką nadzieję, że drużyna będzie prezentować taką formę do czerwca, a ich ambicji nie storpedują działacze. Wiecie, co by to mogło oznaczać? Derby Katowic w przyszłym sezonie!
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
Wyższa liga to nie tylko większe wyzwanie sportowe, to przede wszystkim większe wymagania organizacyjno-finansowe. Wyższy budżet, trudniejsze do spełnienia warunki licencyjne… A Rozwój, choć raczej stabilny i wypłacalny, do ligowych krezusów na pewno nie należy. No i ładnemu, ale kameralnemu stadionowi przy Zgody trochę brakuje do pierwszoligowych standardów.
Byłoby z pewnością łatwiej, gdyby Górnik zapłacił wreszcie za Arka Milika (Rozwój miał zagwarantowany spory procent od zagranicznego transferu, a wychowanek klubu ze Zgody nie odchodził z Zabrza za drobne), ale na to w najbliższym czasie trudno chyba liczyć (Zagłębie do dziś chyba nie dostało pieniędzy za Rafała Pietrzaka).
W ostatnim sezonie Ruchu Radzionków w pierwszej lidze szczególnie utkwiło mi w pamięci jedno wydarzenie: po którymś z wygranych meczów w rundzie jesiennej (mimo braku pieniędzy i klejonego naprędce składu Cidry spisywały się świetnie) jeden z członków sztabu szkoleniowego odetchnął z ulgą i powiedział: „Jeszcze trzy, cztery punkty i wiosnę będziemy mogli zagrać nawet juniorami”. Bardzo mnie to wtedy oburzyło. Jak można tak kalkulować? Co się stanie z tą naprawdę fajnie grającą drużyną? Z perspektywy czasu już wiem, że tamten cały sezon rozegrany na kredyt nie był Cidrom potrzebny. I zanim klub zdecyduje się szturmować wyższą ligę, warto się dobrze zastanowić.
Z drugiej strony: czy można nakazać piłkarzom, by przestali dobrze grać? By specjalnie przegrywali mecze? Czy można świadomie i z premedytacją zrezygnować z walki o wyższe cele? Na tym przecież polega sport. Po to przystępuje się do rywalizacji, by zwyciężać. Po to buduje się mocny, stabilny zespół. By coś osiągnąć. Każde inne rozwiązanie zabija istotę futbolu. Choć historia zna przypadki drużyn, które na finiszu rozgrywek z niewiadomych przyczyn zupełnie traciły formę… niektóre nawet kilka lat z rzędu.
Czy Rozwój chce walczyć o awans? Czy katowiczan stać będzie na grę na zapleczu ekstraklasy? Czy jest w mieście miejsce dla dwóch pierwszoligowych klubów? Na te wszystkie pytania jest oczywiście dużo za wcześnie. Do końca sezonu jeszcze mnóstwo kolejek, a w drugiej lidze nie brakuje naprawdę mocnych ekip, otwarcie deklarujących walkę o awans. Patrząc jednak z bliska od kilku już lat jak budowany jest zespół przy Zgody, mam wielką nadzieję, że drużyna będzie prezentować taką formę do czerwca, a ich ambicji nie storpedują działacze. Wiecie, co by to mogło oznaczać? Derby Katowic w przyszłym sezonie!
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
Polecane
II liga