Dlaczego piłkarze Rozwoju nie cieszyli się z gola Wojciecha Króla?

04.11.2012
Jednym z bohaterów wczorajszego spotkania Ruchu Zdzieszowice z Rozwojem Katowice był Wojciech Król, który zdobył dwie bramki. - Był niczym Tyc w spotkaniu z Rakowem - chwali Mirosław Smyła.
Pierwszą bramkę Król zdobył w 55. minucie. Dzięki temu Rozwój doprowadził do stanu 2-2. - Dostałem bardzo dobre podanie od Kamila Zalewskiego i strzeliłem po ziemi, a że wpadło, to trzeba się cieszyć - skromnie powiedział pomocnik.

Niecały kwadrans później Król wyprowadził swój zespół na prowadzenie. - Pięknie zagrał mi "Gacol". To nie tak, że sobie to wymyśliliśmy w trakcie meczu. Ćwiczymy podobne akcje na treningach i dobrze, że powielamy to w lidze - przyznał. Dodajmy, że piłkarz przelobował bramkarza Ruchu. - Byłem pewny siebie, wierzyłem w swoje umiejętności. Złapałem formę, podobnie jak zespół - dodał.

Po tej bramce... katowiczanie nie cieszyli się. - Wszyscy jakoś uznali, że trafienie w tej sytuacji do bramki było oczywistością. Dziwię się, że koledzy się nie cieszyli, ale nie mam do nich pretensji - uśmiechnął się Król.

Pomocnika pochwalił po meczu trener Mirosław Smyła. - Wojtek był dziś dla mnie zawodnikiem meczu. Wziął ciężar gry na siebie, był niczym Tadeusz Tyc w spotkaniu z Rakowem Częstochowa. Podobnie jak Tadek, tak teraz Wojtek pokazał, na co go stać, i to świetny prognostyk na przyszłość. Zarówno w ataku, jak i defensywie grał bardzo dobrze i chciałbym by tak właśnie się rozwijał, by szedł tą drogą - powiedział szkoleniowiec.
źródło: rozwoj.info.pl / SportSlaski.pl

Przeczytaj również