"Czasem trzeba zejść na ziemię i zweryfikować swoje umiejętności"
22.08.2013
Utalentowany pomocnik ma podpisany kontrakt z Górnikiem Zabrze, jednak nie potrafi przebić się do zespołu Adama Nawałki. Nastolatek - wychowanek Rozwoju - miał w tym sezonie grać na zapleczu ekstraklasy, w GKS-ie Tychy. Szybko jednak zorientował się, że pod wodzą Tomasza Fornalika też nie ma wielkich szans na liczne wystepy. Postanowił więc, że chciałby wrócić do klubu ze Zgody.
- Mogłem siedzieć sobie spokojnie w Tychach i czekać na swoją szansę. Po prostu sobie tam być. Jedni mogliby powiedzieć, że dobrze robię, a drudzy - że trzeba coś myśleć. Ja jednak strasznie chciałem grać. Wróciłem do Rozwoju, gdzie zawsze się dobrze czuję i mam kolegów. Uważam, że to nie jest zły ruch. Jeśli w GKS-ie przy małej szansie grania miałbym występować w "okręgówce”, czekając na swoją szansę, z której wyniknęłoby na przykład, że przez pół rundy zagram w pierwszej lidze 15 minut, to lepiej być tu. Super by było, gdybym grał, pomagał drużynie i pokazywał swoją wartość na boisku - mówi pomocnik.
Początki w Tychach nie wskazywały, że Król tak szybko postanowi pożegnać się z I-ligowcem. - Grałem w sparingach, strzelałem bramki, w Pucharze Polski zagrałem jako drugi wchodzący... A potem nagle coś stanęło i w ogóle nie byłem brany do meczowej osiemnastki. Jeśli miałbym być tym dwudziestym którymś, to stwierdziłem, że trzeba działać, póki jeszcze jest okienko transferowe - opisuje ostatnie tygodnie piłkarz.
II liga to nie jest poziom, o którym marzył Wojciech Król. - Ja wierzę w swoje umiejętności i w to, że może jeszcze kiedyś uda mi się zaistnieć. Cały czas do tego będę dążył, dopóki będę miał siły, chęci i zdrowie. Na razie mam. Stawiam na bardzo ciężką pracę, będę robił wszystko by się rozwijać i jak najwięcej dać drużynie - zapewnia. Na razie wróciłem do Rozwoju, gdzie jest dobry trener. Wierzę, że przy nim się rozwinę i lepiej pojmę piłkę nożną. Póki będę miał siłę i chęć, to chcę grać w piłkę, bo kocham to robić. Obojętnie, na jakim poziomie. Wiadomo - gdy ktoś jest młody, to ma marzenia. Trzeba jednak czasami zejść na ziemię i zweryfikować swoje umiejętności. Dostosować się do realiów - kończy.
- Mogłem siedzieć sobie spokojnie w Tychach i czekać na swoją szansę. Po prostu sobie tam być. Jedni mogliby powiedzieć, że dobrze robię, a drudzy - że trzeba coś myśleć. Ja jednak strasznie chciałem grać. Wróciłem do Rozwoju, gdzie zawsze się dobrze czuję i mam kolegów. Uważam, że to nie jest zły ruch. Jeśli w GKS-ie przy małej szansie grania miałbym występować w "okręgówce”, czekając na swoją szansę, z której wyniknęłoby na przykład, że przez pół rundy zagram w pierwszej lidze 15 minut, to lepiej być tu. Super by było, gdybym grał, pomagał drużynie i pokazywał swoją wartość na boisku - mówi pomocnik.
Początki w Tychach nie wskazywały, że Król tak szybko postanowi pożegnać się z I-ligowcem. - Grałem w sparingach, strzelałem bramki, w Pucharze Polski zagrałem jako drugi wchodzący... A potem nagle coś stanęło i w ogóle nie byłem brany do meczowej osiemnastki. Jeśli miałbym być tym dwudziestym którymś, to stwierdziłem, że trzeba działać, póki jeszcze jest okienko transferowe - opisuje ostatnie tygodnie piłkarz.
II liga to nie jest poziom, o którym marzył Wojciech Król. - Ja wierzę w swoje umiejętności i w to, że może jeszcze kiedyś uda mi się zaistnieć. Cały czas do tego będę dążył, dopóki będę miał siły, chęci i zdrowie. Na razie mam. Stawiam na bardzo ciężką pracę, będę robił wszystko by się rozwijać i jak najwięcej dać drużynie - zapewnia. Na razie wróciłem do Rozwoju, gdzie jest dobry trener. Wierzę, że przy nim się rozwinę i lepiej pojmę piłkę nożną. Póki będę miał siłę i chęć, to chcę grać w piłkę, bo kocham to robić. Obojętnie, na jakim poziomie. Wiadomo - gdy ktoś jest młody, to ma marzenia. Trzeba jednak czasami zejść na ziemię i zweryfikować swoje umiejętności. Dostosować się do realiów - kończy.
Polecane
II liga