Występując na skrzydle, plątałby się w... środku pola

15.03.2009
Tłoczno robi się w formacji pomocy Ruchu Radzionków. - Niewykluczone, że w środku pola najzwyczajniej w świecie zabraknie dla mnie miejsca - zastanawia się Tomasz Stranc.
W futbolu nie ma sentymentów. W sytuacji, gdy kadra "Cidrów" jest systematycznie wzmacniania znanymi nazwiskami, powoli zaczyna brakować w niej miejsca dla tych, którzy w zeszłym sezonie wywalczyli awans do III ligi. Jednym z autorów tego sukcesu był Tomasz Stranc. Jesienią 24-latek pojawił się na boisku w 13 meczach, zazwyczaj w pierwszym składzie. Jak sam przyznaje, przed startem rundy wiosennej, nie może być już niczego pewien.

- Niewykluczone, że w środku pola najzwyczajniej w świecie zabraknie dla mnie miejsca - mówi wychowanek Czarnych Sosnowiec, typując jednocześnie, że parę środkowych pomocników tworzyć będą Marcin Dziewulski i Adam Kompała. - Marcin ma niesamowity odbiór piłki. Prawdopodobnie jest pod tym względem najlepszy w całej lidze. Adam? Wiadomo. Klasa sama w sobie. Trudno byłoby go wygryźć - dodaje Stranc.

Istnieje również i taka możliwość, że zostanie przesunięty na skrzydło. - Takie rozwiązanie miałoby swoje plusy i minusy. Jedne i drugie związane są z tym, że zawsze ciągnie mnie do środka - uśmiecha się były piłkarz Górnika MK Katowice. - Z jednej strony obrońca, który biega za moimi plecami, ma wówczas przed sobą wolny korytarz, przez co może stworzyć przewagę pod polem karnym rywala. Z drugiej natomiast... koledzy narzekaliby, że plątam się w ich strefie boiska - zauważa z przymrużeniem oka. Sęk w tym, ze konkurencja na flankach także jest ostra.

Wszystko wskazuje jednak na to, że - mimo wszystko - Stranc będzie miał na wiosnę plac gry. Dlaczego? - Bo ma nieprzeciętne możliwości. Ten chłopak już niedługo powinien zapukać do bram ekstraklasy - przekonuje trener Rafał Górak. Póki co pomocnik zostaje w Radzionkowie, gdzie ma ważny kontrakt do końca 2010 roku.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również