W Radzionkowie miejsce między słupkami traci się w... pięć minut

23.03.2009
Na inaugurację rundy Patryk Ciasnocha posadził na ławce bardziej doświadczonego Jacka Jankowskiego. - Ale w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że jestem już bramkarzem nr 1 - podkreśla młody golkiper Ruchu.
Dola bramkarza "Cidrów" nie jest łatwa. Trudno zostać bohaterem, jeśli przez większość meczu pozostaje się bezrobotnym. Łatwo natomiast narazić się na gromy ze strony kibiców, gdy po jednym z nielicznych ataków rywali piłka wpadnie do siatki. - Tak w ciągu kilku minut traci się miejsce w składzie - uśmiecha się Patryk Ciasnocha, który na inaugurację wiosny stanął między słupkami radzionkowskiej bramki. - I ze swoich obowiązków się wywiązałem - dodaje z zadowoleniem. Choć wynik (Ruch wygrał 2-0 - przyp. red.) tego nie sugeruje, to właśnie 21-latek był jednym z ojców sukcesu nad Silesiusem Kotórz Mały.

Na chwilę przed przerwą - jeszcze przy stanie 0-0 - nie dał się pokonać jednemu z przeciwników w sytuacji sam na sam. Czy czyste konto w ostatnim starciu oznacza, że o plac gry w następnych kolejkach może być spokojny? Niekoniecznie. Na swoją szansę czeka bowiem trzech innych golkiperów. Z Jackiem Jankowskim, do tej pory bramkarzem nr 1, na czele. - W żadnym wypadku nie można powiedzieć, że przejąłem jego rolę. Jacek nie składa rękawic. Nie jest osobą, która zniechęci się jednym pobytem na ławce - podkreśla Ciasnocha. Na jego korzyść przemawia status młodzieżowca. Dla trenera Rafała Góraka, który w polu ma do dyspozycji wielu doświadczonych graczy - to poważny atut.

- Ale za Jacek jest znacznie bardziej doświadczony - zauważa jego młodszy konkurent. Walka o pozycję podstawowego golkipera Ruchu rozgorzała zatem na dobre.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również