"Radzionków? Przyjechaliby chłopcy z końca Polski i znów byliby oszukiwani"
24.08.2012
Pan - po odejściu z Ruchu Radzionków - poszedł inną drogą niż wszyscy koledzy. Nie został pan przy piłce nożnej, ale gra pan w ekstraklasie futsalu...
Piotr Łopuch: - W ostatnim czasie raczej w Radzionkowie byłem, niż grałem. Z różnych przyczyn. A hala była w moim życiu zawsze ważna. Jeździłem na mistrzostwa Polski juniorów. Co pół roku Clearex Chorzów się do mnie odzywał, pytał, jaka jest moja sytuacja i czy chcę jeszcze grać na dużym boisku. Chciałem odejść już w czerwcu, ale Ruch mnie zatrzymywał. Nie wiem, z jakich względów, może chciał na mnie jeszcze coś zarobić. To normalne. W końcu, dwa tygodnie przed ligą, rozwiązałem kontrakt. Przyszła propozycja z Cleareksu, zorientowałem się, jaka jest sytuacja, czy byłbym widziany. Zaryzykowałem...
Przeskok jest duży?
- Wiadomo, że takie przejście z dużego boiska na halę nie jest łatwe. Trzeba opanować wiele spraw, ale przy ciężkiej pracy na treningach i myśleniu na parkiecie, powinno to iść w dobrym kierunku.
Co konkretnie jest największym problemem?
- Braków mam dużo i muszę je nadrobić. Fizycznie, czy technicznie sobie poradzę, ale najbardziej trzeba pracować nad taktyką.
Nie chciał pan zostać w futbolu, jak inni koledzy?
- Szczerze, nie miałem konkretnych propozycji. Ja lubię grać o coś, a Clearex ma spore ambicje, są oczekiwania i fajny, młody zespół. Chcę się skupić teraz na grze na hali, nie wiem, czy kiedyś wrócę do piłki na trawie. Chciałbym mieć zapewnienie jakiegoś funkcjonowania. Gra na hali pozwala mi na pracę, mogę zapewnić normalny byt sobie, a w przyszłości rodzinie... Wiemy, jak było z tym w Radzionkowie...
Właśnie. Żałuje pan, że Ruch skończył w ten sposób?
- Hmm... Nie jest tak, że się cieszę, bo jasne, że żal klubu. Ale jak miałoby to wyglądać tak, jak w ostatnich miesiącach, to szkoda by było kolejnych chłopaków, którzy przyszliby tam grać. Przyjechaliby z drugiego końca Polski, z żoną, z dzieckiem i znów byliby oszukiwani. Jak ktoś jest w takiej sytuacji, to powinien dostawać pieniądze. Wiadomo, że znaleźliby się ludzie, których przyciągnęłaby I liga i graliby za mniejsze pieniądze. Tyle, że jak się coś obiecuje, to powinno się z tego wywiązywać.
Czas spędzony w "Cidrach" wspomina pan więc źle?
- Byłem związany z Radzionkowem, grałem tam trzy lata. Szkoda mi ludzi, których tam poznałem. Przeżyłem dwóch trenerów, dwie i pół kadry i za każdym razem byli to super ludzie. Kto by nie przyszedł, w żadnym zespole na dużym boisku, w którym grałem, nie spotkałem takiej atmosfery. Szkoda tych chłopaków. Ale grają gdzie indziej, może im się powiedzie.
Woli pan grać w futbol czy w futsal?
- Ciężko powiedzieć. Zagrałem w dwóch sparingach, teraz przyjechaliśmy na Beskidy Futsal Cup, więc niewiele meczów mam za sobą. Hala zawsze ciągnęła mnie tym, jak szybka jest tu gra. Poza tym, cały czas się w niej uczestniczy i każdy atakuje oraz broni. A wiadomo, że w Radzionkowie były mecze, w których trzeba było się tylko bronić. Piłka to piłka, kocham ją w każdej postaci i zawsze będzie dla mnie ważna.
Rozmawiał Michał Trela.
Piotr Łopuch: - W ostatnim czasie raczej w Radzionkowie byłem, niż grałem. Z różnych przyczyn. A hala była w moim życiu zawsze ważna. Jeździłem na mistrzostwa Polski juniorów. Co pół roku Clearex Chorzów się do mnie odzywał, pytał, jaka jest moja sytuacja i czy chcę jeszcze grać na dużym boisku. Chciałem odejść już w czerwcu, ale Ruch mnie zatrzymywał. Nie wiem, z jakich względów, może chciał na mnie jeszcze coś zarobić. To normalne. W końcu, dwa tygodnie przed ligą, rozwiązałem kontrakt. Przyszła propozycja z Cleareksu, zorientowałem się, jaka jest sytuacja, czy byłbym widziany. Zaryzykowałem...
Przeskok jest duży?
- Wiadomo, że takie przejście z dużego boiska na halę nie jest łatwe. Trzeba opanować wiele spraw, ale przy ciężkiej pracy na treningach i myśleniu na parkiecie, powinno to iść w dobrym kierunku.
Co konkretnie jest największym problemem?
- Braków mam dużo i muszę je nadrobić. Fizycznie, czy technicznie sobie poradzę, ale najbardziej trzeba pracować nad taktyką.
Nie chciał pan zostać w futbolu, jak inni koledzy?
- Szczerze, nie miałem konkretnych propozycji. Ja lubię grać o coś, a Clearex ma spore ambicje, są oczekiwania i fajny, młody zespół. Chcę się skupić teraz na grze na hali, nie wiem, czy kiedyś wrócę do piłki na trawie. Chciałbym mieć zapewnienie jakiegoś funkcjonowania. Gra na hali pozwala mi na pracę, mogę zapewnić normalny byt sobie, a w przyszłości rodzinie... Wiemy, jak było z tym w Radzionkowie...
Właśnie. Żałuje pan, że Ruch skończył w ten sposób?
- Hmm... Nie jest tak, że się cieszę, bo jasne, że żal klubu. Ale jak miałoby to wyglądać tak, jak w ostatnich miesiącach, to szkoda by było kolejnych chłopaków, którzy przyszliby tam grać. Przyjechaliby z drugiego końca Polski, z żoną, z dzieckiem i znów byliby oszukiwani. Jak ktoś jest w takiej sytuacji, to powinien dostawać pieniądze. Wiadomo, że znaleźliby się ludzie, których przyciągnęłaby I liga i graliby za mniejsze pieniądze. Tyle, że jak się coś obiecuje, to powinno się z tego wywiązywać.
Czas spędzony w "Cidrach" wspomina pan więc źle?
- Byłem związany z Radzionkowem, grałem tam trzy lata. Szkoda mi ludzi, których tam poznałem. Przeżyłem dwóch trenerów, dwie i pół kadry i za każdym razem byli to super ludzie. Kto by nie przyszedł, w żadnym zespole na dużym boisku, w którym grałem, nie spotkałem takiej atmosfery. Szkoda tych chłopaków. Ale grają gdzie indziej, może im się powiedzie.
Woli pan grać w futbol czy w futsal?
- Ciężko powiedzieć. Zagrałem w dwóch sparingach, teraz przyjechaliśmy na Beskidy Futsal Cup, więc niewiele meczów mam za sobą. Hala zawsze ciągnęła mnie tym, jak szybka jest tu gra. Poza tym, cały czas się w niej uczestniczy i każdy atakuje oraz broni. A wiadomo, że w Radzionkowie były mecze, w których trzeba było się tylko bronić. Piłka to piłka, kocham ją w każdej postaci i zawsze będzie dla mnie ważna.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?