Radzionków - Polonia 0-4. Pewne zwycięstwo "Czarnych Koszul"
21.09.2011
Wydarzenie
Powrót na stadion w Bytomiu-Stroszku Miłosza Przybeckiego. Młodzieżowy reprezentant Polski, który w poprzednim sezonie był jednym z najważniejszych, ofensywnych ogniw w drużynie ówczesnego beniaminka zaplecza ekstraklasy, w przerwie letniej podpisał 3-letni kontrakt z "Czarnymi Koszulami”. Co ciekawe, dzisiejsze spotkanie przy Narutowicza było debiutem 20-letniego pomocnika w pierwszym zespole Polonii. Wcześniej, Przybecki musiał zadowolić się jedynie występami w Młodej Ekstraklasie (7 meczów, 2 gole). "Miły" bardzo chciał się przypomnieć doskonale sobie znanej publiczności. Szczególną aktywność wykazywał w pierwszych fragmentach spotkania, kiedy to najpierw w 8. minucie uderzeniem z rzutu wolnego - po uprzednim trąceniu futbolówki przez Łukasza Piątka -, a kilkanaście sekund później efektownym wolejem z prawej strony pola karnego, próbował "zatrudnić" bramkarza gospodarzy. Obie próby spaliły jednak na panewce. Na drugą połowę Przybecki już nie wybiegł. Zastąpił go Grzegorz Bonin, który swój występ okrasił nie tylko golem na chwilę przed ostatnim gwizdkiem, ale również asystą przy trafieniu Pawła Wszołka.
Bohater
Edgar Cani, który już w pierwszej połowie powinien był wpisać się na listę strzelców. W 12. minucie, mając przed sobą tylko Mateusza Mikę, trafił jednak wprost w radzionkowskiego golkipera. Albański napastnik warszawskiego zespołu zrehabilitował się cztery minuty po zmianie stron, kiedy to precyzyjną główką na gola zamienił dośrodkowanie Łukasza Trałki z lewego skrzydła. Przy swoim drugim trafieniu, 22-latek wypożyczony z włoskiego Palermo, zachował się jak na rasowego snajpera przystało. Doskoczył do piłki odbitej wprost pod jego nogi przez Mikę, by za moment wbić gwóźdź do radzionkowskiej trumny. Szacun!
Rozczarowanie
Piotr Giel. W pierwszych trzech kwadransach miał co najmniej dwie wyborowe okazje do wyprowadzenia swojej drużyny na prowadzenie. Ku rozpaczy miejscowych fanów, żadnej z nich nie wykorzystał. Gdy miał podawać, to strzelał, gdy aż prosiło się o soczyste uderzenie z dystansu, wolał poszukać pieczołowicie pilnowanych partnerów. No i te nieszczęsne "główki"... Chyba powinien pójść na korepetycje z walk w powietrzu do Michała Nalepy i Bartosza Kopacza. Kto jak kto, ale para stoperów "Cidrów" niemal do perfekcji opanowała sztukę zamieniania "wrzutek" na celne strzały głową. Kwintesencją kiepskiej postawy Piotra Giela była sytuacja z 21. minuty, kiedy to mocno zirytował swojego imiennika, nie wychodząc do niezłego, prostopadłego zagrania kapitana "Cidrów".
Co ciekawego
- Radzionkowian na murawę wyprowadził Piotr Rocki. Niby nic wielkiego, przecież 37-letni pomocnik od wielu miesięcy zakłada przy Narutowicza kapitańską opaskę. Dla "Rocky'ego" ten mecz miał jednak wymiar szczególny. To właśnie jako gracz „Czarnych Koszul”, wiosną 1994 roku, debiutował w naszej ekstraklasie. Jego kolega z zółto-czarnej szatni, nastoletni Nalepa, wówczas dopiero zgłębiał tajniki otaczającej go rzeczywistości. Stoper "Cidrów" liczył sobie wtedy nieco ponad 12 miesięcy...
- Trener Jacek Zieliński w podstawowej jedenastce znalazł miejsce dla dwóch prawych obrońców. Na swojej nominalnej pozycji zagrał sprowadzony w ostatnim okienku transferowym z serbskiego Rad Belgrad Aleksandar Todorovski, zaś Jakub Tosik został oddelegowany do pomocy Trałce w rozbijaniu ataków rywali. Były piłkarz PGE GKS-u Bełchatów, choć grał tylko 34. minuty (zszedł z boiska z powodu kontuzji), na defensywnym pomocniku wypadł całkiem nieźle. Zaimponował zwłaszcza w 12. minucie, gdy podaniem a’la Xavi, z głębi pola, ponad głową środkowych obrońców Ruchu, fantastycznie uruchomił Edgara Caniego. Albańczyk w sytuacji sam na sam dał się jednak wykazać Mice, który fantastyczną paradą wyekspediował futbolówkę na rzut rożny.
- "Po co zdzierać gardło, skoro i tak mnie nie słuchają?!” - w 17. minucie zawodnicy Polonii musieli mocno zirytować Michała Gliwę. 23-letni rzeszowianin, zastępujący w bramce "Czarnych Koszul" Sebastiana Przyrowskiego, dwukrotnie uczulał swoich kolegów na krótkie rozegrania rzutów rożnych w wykonaniu gospodarzy. Za każdym razem scenariusz był ten sam - Gliwa się ”produkował”, jego partnerzy niby słuchali, nie kwapiąc się jednak ostatecznie do konkretnego działania. Efekt? Dwa groźne strzały z dystansu, z których zwłaszcza ten pierwszy Adama Giesy, mógł przyprawić szkoleniowca przyjezdnych o palpitację serca.
- Panie sędzio, może warto wybrać się do okulisty? W 27. minucie Paweł Pskit myślami był chyba jeszcze na wakacjach, gdyż nie zauważył jak Todorovski zamierzał pozostawić ślad po swoich "korkach" na twarzy Michała Maka. I to wszystko, stojąc 2-3 metry od całego zajścia, kierując wzrok idealnie na walczących o piłkę młodego Polaka z reprezentantem Macedonii... Łódzki arbiter nie popisał się także w 56. minucie, odgwizdując faul na Mice, gdy bramkarz radzionkowian zderzył się we własnym polu karnym z... jednym ze swoich kolegów. Czy tak trudno odróżnić żółtą koszulkę od białej?
Powrót na stadion w Bytomiu-Stroszku Miłosza Przybeckiego. Młodzieżowy reprezentant Polski, który w poprzednim sezonie był jednym z najważniejszych, ofensywnych ogniw w drużynie ówczesnego beniaminka zaplecza ekstraklasy, w przerwie letniej podpisał 3-letni kontrakt z "Czarnymi Koszulami”. Co ciekawe, dzisiejsze spotkanie przy Narutowicza było debiutem 20-letniego pomocnika w pierwszym zespole Polonii. Wcześniej, Przybecki musiał zadowolić się jedynie występami w Młodej Ekstraklasie (7 meczów, 2 gole). "Miły" bardzo chciał się przypomnieć doskonale sobie znanej publiczności. Szczególną aktywność wykazywał w pierwszych fragmentach spotkania, kiedy to najpierw w 8. minucie uderzeniem z rzutu wolnego - po uprzednim trąceniu futbolówki przez Łukasza Piątka -, a kilkanaście sekund później efektownym wolejem z prawej strony pola karnego, próbował "zatrudnić" bramkarza gospodarzy. Obie próby spaliły jednak na panewce. Na drugą połowę Przybecki już nie wybiegł. Zastąpił go Grzegorz Bonin, który swój występ okrasił nie tylko golem na chwilę przed ostatnim gwizdkiem, ale również asystą przy trafieniu Pawła Wszołka.
Bohater
Edgar Cani, który już w pierwszej połowie powinien był wpisać się na listę strzelców. W 12. minucie, mając przed sobą tylko Mateusza Mikę, trafił jednak wprost w radzionkowskiego golkipera. Albański napastnik warszawskiego zespołu zrehabilitował się cztery minuty po zmianie stron, kiedy to precyzyjną główką na gola zamienił dośrodkowanie Łukasza Trałki z lewego skrzydła. Przy swoim drugim trafieniu, 22-latek wypożyczony z włoskiego Palermo, zachował się jak na rasowego snajpera przystało. Doskoczył do piłki odbitej wprost pod jego nogi przez Mikę, by za moment wbić gwóźdź do radzionkowskiej trumny. Szacun!
Rozczarowanie
Piotr Giel. W pierwszych trzech kwadransach miał co najmniej dwie wyborowe okazje do wyprowadzenia swojej drużyny na prowadzenie. Ku rozpaczy miejscowych fanów, żadnej z nich nie wykorzystał. Gdy miał podawać, to strzelał, gdy aż prosiło się o soczyste uderzenie z dystansu, wolał poszukać pieczołowicie pilnowanych partnerów. No i te nieszczęsne "główki"... Chyba powinien pójść na korepetycje z walk w powietrzu do Michała Nalepy i Bartosza Kopacza. Kto jak kto, ale para stoperów "Cidrów" niemal do perfekcji opanowała sztukę zamieniania "wrzutek" na celne strzały głową. Kwintesencją kiepskiej postawy Piotra Giela była sytuacja z 21. minuty, kiedy to mocno zirytował swojego imiennika, nie wychodząc do niezłego, prostopadłego zagrania kapitana "Cidrów".
Co ciekawego
- Radzionkowian na murawę wyprowadził Piotr Rocki. Niby nic wielkiego, przecież 37-letni pomocnik od wielu miesięcy zakłada przy Narutowicza kapitańską opaskę. Dla "Rocky'ego" ten mecz miał jednak wymiar szczególny. To właśnie jako gracz „Czarnych Koszul”, wiosną 1994 roku, debiutował w naszej ekstraklasie. Jego kolega z zółto-czarnej szatni, nastoletni Nalepa, wówczas dopiero zgłębiał tajniki otaczającej go rzeczywistości. Stoper "Cidrów" liczył sobie wtedy nieco ponad 12 miesięcy...
- Trener Jacek Zieliński w podstawowej jedenastce znalazł miejsce dla dwóch prawych obrońców. Na swojej nominalnej pozycji zagrał sprowadzony w ostatnim okienku transferowym z serbskiego Rad Belgrad Aleksandar Todorovski, zaś Jakub Tosik został oddelegowany do pomocy Trałce w rozbijaniu ataków rywali. Były piłkarz PGE GKS-u Bełchatów, choć grał tylko 34. minuty (zszedł z boiska z powodu kontuzji), na defensywnym pomocniku wypadł całkiem nieźle. Zaimponował zwłaszcza w 12. minucie, gdy podaniem a’la Xavi, z głębi pola, ponad głową środkowych obrońców Ruchu, fantastycznie uruchomił Edgara Caniego. Albańczyk w sytuacji sam na sam dał się jednak wykazać Mice, który fantastyczną paradą wyekspediował futbolówkę na rzut rożny.
- "Po co zdzierać gardło, skoro i tak mnie nie słuchają?!” - w 17. minucie zawodnicy Polonii musieli mocno zirytować Michała Gliwę. 23-letni rzeszowianin, zastępujący w bramce "Czarnych Koszul" Sebastiana Przyrowskiego, dwukrotnie uczulał swoich kolegów na krótkie rozegrania rzutów rożnych w wykonaniu gospodarzy. Za każdym razem scenariusz był ten sam - Gliwa się ”produkował”, jego partnerzy niby słuchali, nie kwapiąc się jednak ostatecznie do konkretnego działania. Efekt? Dwa groźne strzały z dystansu, z których zwłaszcza ten pierwszy Adama Giesy, mógł przyprawić szkoleniowca przyjezdnych o palpitację serca.
- Panie sędzio, może warto wybrać się do okulisty? W 27. minucie Paweł Pskit myślami był chyba jeszcze na wakacjach, gdyż nie zauważył jak Todorovski zamierzał pozostawić ślad po swoich "korkach" na twarzy Michała Maka. I to wszystko, stojąc 2-3 metry od całego zajścia, kierując wzrok idealnie na walczących o piłkę młodego Polaka z reprezentantem Macedonii... Łódzki arbiter nie popisał się także w 56. minucie, odgwizdując faul na Mice, gdy bramkarz radzionkowian zderzył się we własnym polu karnym z... jednym ze swoich kolegów. Czy tak trudno odróżnić żółtą koszulkę od białej?
Polecane
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?