Radzionków chce I ligi
19.01.2009
- Jestem człowiekiem, który nie zatrzymuje się w pół drogi. Pewnie, że chciałbym ekstraklasę. Stąpam jednak twardo po ziemi i wiem, że na dziś ani mnie, ani miasta na grę z najlepszymi nie stać. Ale już I liga to bardzo realna sprawa - taki jest mój cel - oznajmia prezes Ruchu.
Klub z Radzionkowa grając na tak niskim szczeblu nie ma jakichkolwiek długów wobec piłkarzy, z czym borykają się nawet śląskie ekipy z ekstraklasy. - Myślę, że dołączyłem do grona wiecznych filantropów (śmiech). Mam jednak pewne pomysły na usprawnienie organizacji klubu. Chcę powołać do życia spółkę z o.o. - miasto i moja firma stałyby się jej udziałowcami. Może z czasem dołączyłby do nas trzeci podmiot? Wtedy to już byłoby idealnie! Na razie jednak mam bardziej przyziemne marzenia - tylu kibiców na trybunach, żeby zarobić na organizację spotkania - śmieje się Baran.
Niemniej działacze wielu klubów z zazdrością spoglądają w kierunku Radzionkowa, który ściąga tak doświadczonych graczy jak Adam Kompała i Marek Kubisz. - Zaręczam panu, że oni nie przyszli do Ruchu dla wielkich pieniędzy. U mnie nikt nie ma 10 czy nawet 7 tys. zł pensji. W cenie jest za to solidność, zaufanie. Gdy mówię zawodnikowi, że zarobi 2-3 tys. zł, to ma jak w banku, że 30. każdego miesiąca te pieniądze będą na jego koncie - dodaje szef "Cidrów".
Klub z Radzionkowa grając na tak niskim szczeblu nie ma jakichkolwiek długów wobec piłkarzy, z czym borykają się nawet śląskie ekipy z ekstraklasy. - Myślę, że dołączyłem do grona wiecznych filantropów (śmiech). Mam jednak pewne pomysły na usprawnienie organizacji klubu. Chcę powołać do życia spółkę z o.o. - miasto i moja firma stałyby się jej udziałowcami. Może z czasem dołączyłby do nas trzeci podmiot? Wtedy to już byłoby idealnie! Na razie jednak mam bardziej przyziemne marzenia - tylu kibiców na trybunach, żeby zarobić na organizację spotkania - śmieje się Baran.
Niemniej działacze wielu klubów z zazdrością spoglądają w kierunku Radzionkowa, który ściąga tak doświadczonych graczy jak Adam Kompała i Marek Kubisz. - Zaręczam panu, że oni nie przyszli do Ruchu dla wielkich pieniędzy. U mnie nikt nie ma 10 czy nawet 7 tys. zł pensji. W cenie jest za to solidność, zaufanie. Gdy mówię zawodnikowi, że zarobi 2-3 tys. zł, to ma jak w banku, że 30. każdego miesiąca te pieniądze będą na jego koncie - dodaje szef "Cidrów".
Polecane
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?