Radzionków - BKS 1-1
15.11.2008
„Cidry” zaliczyły w niej serię 12 zwycięstw z rzędu, a Jacek Jankowski między słupkami był niepokonany przez 681 minut. Tydzień temu w Chróścicach w końcu skapitulował, ale udało się jeszcze wygrać. Dwa ostatnie mecze zakończyły się jednak dwoma remisami. - A chyba to my byliśmy bliżej zwycięstwa - wzdychał w sobotę Marek Mandla. - Mam wrażenie, że moi chłopcy zaczęli mecz nieco przestraszeni samym… brzmieniem nazwisk piłkarzy rywali - dodał szkoleniowiec BKS Stal Bielsko-Biała.
Ruch szybko objął prowadzenie. Adam Kompała został dokładnie obsłużony podaniem z głębi pola. - Składałem się już do strzału, gdy rywal zahaczył mnie z tyłu - relacjonował później były król strzelców ekstraklasy. Winowajca, Marek Profic, ujrzał za to zagranie żółtą kartkę, a rzut karny pewnie wykorzystał Sebastian Gielza.
Mecz więc zaczął się dobrze dla radzionkowian. Ale nie wyciągnęli oni żadnych wniosków z sytuacji stworzonej przez gości już w 30 sekundzie. Marcin Chmiel doszedł wtedy do „główki”, lecz minimalnie chybił. Przemysław Suchowski był już dokładniejszy. Po krótkim zagraniu piłki z rogu, Krystian Papatanasiu wrzucił mu „na nosek” piłkę, a ta poszybowała w długi róg bramki Jacka Jankowskiego.
Stoperzy „Cidrów” raz jeszcze w tym spotkaniu pozwolili rywalom na bezkarny strzał głową z bliskiej odległości do siatki. Uczynił to Marcin Rejmanowski. I już biegł w kierunku kolegów z szeroko uniesionymi w geście radości rękami, gdy sędziowie zadecydowali, iż gola nie uznają z powodu pozycji spalonej. - To niemożliwe! - denerwował się po meczu „Rejman”. - Widziałem przed sobą na pewno nie tylko bramkarza, ale i jednego zawodnika Ruchu - kręcił głową.
- Spalony był, bo sędzia go odgwizdał - Marek Mandla nie rozwodził się nad decyzją rozjemcy. Był natomiast zadowolony z postawy drużyny i osiągniętego wyniku. Choć przyznać trzeba, że w ostatnich sekundach bielszczanom mógł się wymknąć i ten jeden punkcik. Marek Suker wpadł w pole karne i z jego narożnika uderzył w krótki róg. Fantastyczną paradą błysnął jednak Mateusz Rosół.
Ruch szybko objął prowadzenie. Adam Kompała został dokładnie obsłużony podaniem z głębi pola. - Składałem się już do strzału, gdy rywal zahaczył mnie z tyłu - relacjonował później były król strzelców ekstraklasy. Winowajca, Marek Profic, ujrzał za to zagranie żółtą kartkę, a rzut karny pewnie wykorzystał Sebastian Gielza.
Mecz więc zaczął się dobrze dla radzionkowian. Ale nie wyciągnęli oni żadnych wniosków z sytuacji stworzonej przez gości już w 30 sekundzie. Marcin Chmiel doszedł wtedy do „główki”, lecz minimalnie chybił. Przemysław Suchowski był już dokładniejszy. Po krótkim zagraniu piłki z rogu, Krystian Papatanasiu wrzucił mu „na nosek” piłkę, a ta poszybowała w długi róg bramki Jacka Jankowskiego.
Stoperzy „Cidrów” raz jeszcze w tym spotkaniu pozwolili rywalom na bezkarny strzał głową z bliskiej odległości do siatki. Uczynił to Marcin Rejmanowski. I już biegł w kierunku kolegów z szeroko uniesionymi w geście radości rękami, gdy sędziowie zadecydowali, iż gola nie uznają z powodu pozycji spalonej. - To niemożliwe! - denerwował się po meczu „Rejman”. - Widziałem przed sobą na pewno nie tylko bramkarza, ale i jednego zawodnika Ruchu - kręcił głową.
- Spalony był, bo sędzia go odgwizdał - Marek Mandla nie rozwodził się nad decyzją rozjemcy. Był natomiast zadowolony z postawy drużyny i osiągniętego wyniku. Choć przyznać trzeba, że w ostatnich sekundach bielszczanom mógł się wymknąć i ten jeden punkcik. Marek Suker wpadł w pole karne i z jego narożnika uderzył w krótki róg. Fantastyczną paradą błysnął jednak Mateusz Rosół.
Polecane
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?