Prezes Ruchu: "Jeśli we wtorek nie wygramy, będzie wstrząs!"
02.05.2009
Jeszcze trzy tygodnie temu wydawało się, że w III lidze nie ma silnych na Ruch Radzionków. "Cidry” wygrały sześć wiosennych spotkań i uciekły BKS-owi Stal Bielsko-Biała na trzynaście punktów. - Ale już zwycięstwo w Dobrzeniu Wielkim, dzięki dwóm bramkom zdobytym w końcówce, pokazało, że z formą zespołu nie jest najlepiej - analizuje Tomasz Baran. Później co prawda była jeszcze wygrana z Orłem Babienica/Psary, ale potem już tylko bezbramkowy remis z Beskidem Skoczów. W miniony wtorek, w rozgrywkach o Puchar Starosty Tarnogórskiego radzionkowianie ledwie 1-0 zwyciężyli grającą trzy klasy niżej Dramę Zbrosławice.
Wreszcie przyszedł wyjazd do Zdzieszowic. - Właściwie tylko Marcin Kowalski, który po raz pierwszy tej wiosny pojawił się w lidze w pierwszym składzie, oraz Tomasz Stranc zagrali na dobrym poziomie. Słabo poczynała sobie obrona, nie spełniała swej roli druga linia - tymi spostrzeżeniami Baran dzielił się z nami dopiero w sobotę. Otwarcie przyznawał bowiem, że w piątkowy wieczór, krótko po zakończeniu gry dwóch Ruchów, targały nim bardzo skrajne emocje. - Musiałem sobie poukładać w głowie wszystko to, co zobaczyłem. Wracałem więc ze Zdzieszowic sam. Nie odbierałem telefonów, nawet od trenera - przyznaje "sternik" Ruchu.
Dzień po spotkaniu odpowiedzi na pytanie, czemu zespół wygrywający wcześniej wszystko nagle zapomniał o tej umiejętności, wciąż udzielić nie potrafił. - Może za szybko włożyli sobie do głów, że już są II-ligowcami? - zastanawiał się głośno. Nie znał też recepty na tę chwilową (?) niemoc drużyny. - We wtorek na stratę punktów już sobie pozwolić nie możemy - podkreśla.
Właśnie we wtorek do Radzionkowa przyjeżdża LZS Leśnica. Na wynik tej konfrontacji z największą niecierpliwością czekać zaś będzie wicelider z Bielska-Białej. - Powiem krótko: jeśli nie wygramy, będzie w drużynie wstrząs - zapowiada Baran i więcej szczegółów nie podaje. Trudno więc wyprzedzać fakty i interpretować jego słowa. Z całą pewnością jednak zawodnicy Ruchu muszą wziąć pod uwagę to, że wynik inny niż zwycięstwo może oznaczać konsekwencje, do których nie są przyzwyczajeni...
Wreszcie przyszedł wyjazd do Zdzieszowic. - Właściwie tylko Marcin Kowalski, który po raz pierwszy tej wiosny pojawił się w lidze w pierwszym składzie, oraz Tomasz Stranc zagrali na dobrym poziomie. Słabo poczynała sobie obrona, nie spełniała swej roli druga linia - tymi spostrzeżeniami Baran dzielił się z nami dopiero w sobotę. Otwarcie przyznawał bowiem, że w piątkowy wieczór, krótko po zakończeniu gry dwóch Ruchów, targały nim bardzo skrajne emocje. - Musiałem sobie poukładać w głowie wszystko to, co zobaczyłem. Wracałem więc ze Zdzieszowic sam. Nie odbierałem telefonów, nawet od trenera - przyznaje "sternik" Ruchu.
Dzień po spotkaniu odpowiedzi na pytanie, czemu zespół wygrywający wcześniej wszystko nagle zapomniał o tej umiejętności, wciąż udzielić nie potrafił. - Może za szybko włożyli sobie do głów, że już są II-ligowcami? - zastanawiał się głośno. Nie znał też recepty na tę chwilową (?) niemoc drużyny. - We wtorek na stratę punktów już sobie pozwolić nie możemy - podkreśla.
Właśnie we wtorek do Radzionkowa przyjeżdża LZS Leśnica. Na wynik tej konfrontacji z największą niecierpliwością czekać zaś będzie wicelider z Bielska-Białej. - Powiem krótko: jeśli nie wygramy, będzie w drużynie wstrząs - zapowiada Baran i więcej szczegółów nie podaje. Trudno więc wyprzedzać fakty i interpretować jego słowa. Z całą pewnością jednak zawodnicy Ruchu muszą wziąć pod uwagę to, że wynik inny niż zwycięstwo może oznaczać konsekwencje, do których nie są przyzwyczajeni...
Polecane
Przeczytaj również
20.10.2015
20.10.2015
Nowy zawodnik MKS-u. Miał grać w NBA!
16.10.2015
16.10.2015
Magia pomoże dąbrowskim koszykarzom?