Po co „Cidrom” trener? Wyjaśnia Mateusz Sroka...

06.10.2013
Dwa kolejne zwycięstwa sprawiły, że w Radzionkowie piłkarzom dopisują dobre humory. I dają im wyraz publicznie!
Występy żółto-czarnych w III lidze tej jesieni to prawdziwa huśtawka nastrojów. Obok znakomitych występów, zdarzają się i boiskowe wpadki. Ostatnio jednak radzionkowianie mają powody do radości, więc i humory im dopisują.

Tydzień temu wygrali z niepokonanym wcześniej wiceliderem, Górnikiem Wesoła, po czym po meczu świętowali „wkupne” do drużyny. A że w tejże nowi są... wszyscy (Ruch przecież przystąpił do rozgrywek po rocznej przerwie, z zespołem budowanym od zera), wszyscy uczestniczyli w „składkowym”. Prezes Marcin Wąsiak z klubowego budżetu dorzucił „parę złotych” na pizzę, i zabawa trwała parę godzin.

Radośnie było także w minioną sobotę. W doliczonym czasie gry „Cidry” uratowały zwycięstwo nad Szczakowianką. A że znów - jak w meczu z Wesołą - kończyły w osłabieniu, a sztab trenerski (Wojciech Osyra i Adam Goździcki) oglądał mecz z trybun (to wynik kary po spotkaniu ze Skrą Częstochowa), szybko „ukuto” w drużynie pewną teorię. - Może powinniśmy zaczynać od razu grę w dziesiątkę? I z trenerami poza ławką? - śmiał się Tomasz Suchecki, zadowolony ze swego udziału w obu bramkach, zdobytych przez Ruch.

- Łukasz Gad rzeczywiście w dwóch meczach, w których nas zastępował, zdobył sześć punktów - potwierdzał Wojciech Osyra. - Ale chyba jednak wrócimy teraz na ławkę - uśmiechał się szkoleniowiec „Cidrów”.

- Czy nam potrzebny trener? - zastanawiał się przez chwilę przekornie Mateusz Sroka. - Przyda się w szatni. Zawsze powie jakieś mądre słowo... - ostatecznie autor zwycięskiego gola pozytywnie odpowiadał na postawione mu przez dziennikarzy pytanie...
źródło: sportslaski.pl

Przeczytaj również