Ciężkie losy dawnych "Cidroków". "W Radzionkowie byliśmy rodziną"

19.02.2013
- W innych zespołach ciężko o taką atmosferę, jaka panowała w Ruchu Radzionków, więc wszyscy mieliśmy problemy z aklimatyzacją - mówi Paweł Giel, o losach "Cidroków" po odejściu z Radzionkowa.
Drużyna, która znajdowała się w ciężkiej sytuacji finansowej, była naszpikowana talentami. Mateusz i Michał Makowie, Paweł i Piotr Gielowie, Miłosz Przybecki. To były nazwiska, które pojawiały się na giełdzie transferowej co pół roku. Makowie mieli nawet zapytania z ligi niemieckiej. Ostatecznie kariera żadnego z nich na razie nie toczy się zbyt dobrze, a najlepiej po odejściu z Narutowicza poradził sobie... Artur Skowronek, który został trenerem Pogoni Szczecin.

Makowie trafili do Bełchatowa. - Szybko sprowadziły nas na ziemię kontuzje - wzdycha Mateusz. - Pewnie mam trochę żalu do losu. Teraz jesteśmy obaj wreszcie zdrowi - dodaje. Trener Kamil Kiereś stawia na nich oszczędnie, a na boisku zazwyczaj się mijają. - Może będzie okazja, by pogadać ze szkoleniowcem i przekonać go, że grając razem, dajemy zespołowi zdecydowanie więcej? - zastanawia się.

Wcześniej z Radzionkowa odszedł Przybecki, który trafił do Polonii Warszawa. Tam też zmagał się z kontuzjami, ale nadchodząca runda może być dla niego decydująca, bo Piotr Stokowiec planuje na niego postawić. Nie wiedzie się też braciom Gielom. Jeden trafił do Warty Poznań, a drugi do Bełchatowa. Paweł grał do grudnia w GKS-ie. - Kiedy coś mi nie wychodzi, zawsze szukam winy u siebie, ale tym razem trudno mi samemu sobie coś zarzucić. Może tylko to, że w nowym otoczeniu straciłem pewność siebie. No i w efekcie sportowo straciłem cały rok. Teraz trafił do Warty, z której akurat odszedł jego brat. On zakotwiczył w Sandecji Nowy Sącz.

- W Radzionkowie wszyscy byliśmy rodziną i to ułatwiało wiele spraw, również na boisku. W innych klubach trudno o taką atmosferę, dlatego wszyscy mieliśmy problemy z aklimatyzacją - przyznaje Paweł Giel. Krótki kurs futbolowej pokory...
źródło: Sport

Przeczytaj również