W przeprowadzeniu zmiany przeszkadzali im... pracownicy ochrony
29.09.2009
- W drugiej połowie nie istnieliśmy. Nie pozwolił nam na to sędzia, który wręcz każdy kontakt naszego zawodnika z rywalem interpretował jako faul. Jak na moje oko, takich sytuacji było może i 40. Arbiter prowadził zawody wyraźnie "pod" gospodarzy. Jestem zdruzgotany - mówi Marcin Nowak, kierownik katowickiego klubu. Przekonuje też, że zgrzytów było więcej...
Do jednego z nich doszło po tym, jak Damian Galeja, trener Rozwoju, żywo skrytykował pracę pana Skowrońskiego. - Ku zdziwieniu nas wszystkich, Jarosław Łysoń, piłkarz Leśnicy, wyrwał się nagle ze swojej ławki rezerwowych w kierunku Galei. Chciał go uderzyć, ale na szczęście został w porę zatrzymany przez swoich kolegów - podkreśla Nowak.
- Ciekawie było też, kiedy kierownik naszej drużyny wraz z jednym z graczy rezerwowych stanął przy linii bocznej w celu dokonania zmiany. Wtedy podeszło do nich dwóch ochroniarzy, którzy polecili im stamtąd... odejść, argumentując, że w trakcie meczu w tej strefie nikomu nie wolno przebywać - relacjonuje kierownik klubu ze Zgody.
Do jednego z nich doszło po tym, jak Damian Galeja, trener Rozwoju, żywo skrytykował pracę pana Skowrońskiego. - Ku zdziwieniu nas wszystkich, Jarosław Łysoń, piłkarz Leśnicy, wyrwał się nagle ze swojej ławki rezerwowych w kierunku Galei. Chciał go uderzyć, ale na szczęście został w porę zatrzymany przez swoich kolegów - podkreśla Nowak.
- Ciekawie było też, kiedy kierownik naszej drużyny wraz z jednym z graczy rezerwowych stanął przy linii bocznej w celu dokonania zmiany. Wtedy podeszło do nich dwóch ochroniarzy, którzy polecili im stamtąd... odejść, argumentując, że w trakcie meczu w tej strefie nikomu nie wolno przebywać - relacjonuje kierownik klubu ze Zgody.
Polecane