Trener Rozwoju: Co mam zrobić, gdy się nie strzela w takich sytuacjach?

14.08.2011
Choć Skałka Żabnica należy do szerokiego grona faworytów III ligi, trener Rozwoju Katowice nie był zadowolony po wyjazdowym remisie z tym klubem. - Mogło być zdecydowanie lepiej - mówi.
- Jak tu być zadowolonym, kiedy ma się takie sytuacje? W 5. minucie powinno było być 2-0, bo mieliśmy ewidentnego karnego. Ale ewidentny jest wtedy, kiedy widzi go sędzia. Był na 100%, ale arbiter nie zagwizdał - trudno, takie jest życie, trzeba sobie radzić. Później 30 minut twardej walki, kiedy Skałka chciała udowodnić, że jest silna w roli gospodarza. Przetrzymaliśmy to, były sytuacje, gra wyglądała nieźle... - przypomina Mirosław Smyła.

Gola wyrównującego, na nieco ponad 20 minut, udało się jednak zdobyć żabniczanom. - Nic się nie dzieje i nagle strzał z 40 metrów i bramkarz popełnia kardynalny błąd. Takie nie powinny się zdarzać nikomu, ale się zdarzają i dlatego piłka jest taka piękna. Nie wiem, czy go oślepiło słońce, czy było ślisko, ale wiem, że przełamało mu ręce i wpadło. Z kolei bramkarz przeciwników sytuację sam na sam z Dariuszem Ruckim wybronił... paznokciami - nie może się nadziwić szkoleniowiec katowiczan.

- Ten wynik boli. Trudno mówić, że jesteśmy zadowoleni, ale z drugiej strony, czasem lepiej takie spotkanie zremisować, żeby zobaczyć, że to dopiero początek i musimy mocno pracować - twierdzi Smyła. - Chcieliśmy grać średnim pressingiem, wychodząc od czasu do czasu na kontry. W końcówce wyszliśmy do agresywnego wywierania presji, ale co ja mam zrobić, jak się nie strzela takich sytuacji. Nie mówię, że wszystkie muszą być wykorzystane, lecz jedna bramka z nich miała jednak paść... - kończy rozgoryczony Mirosław Smyła.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również