"To gra błędów, ale czemu my zawsze musimy mieć o jeden więcej?"
15.02.2011
Wtorkowym wczesnym popołudniem na "Hetmanie" katowiczanie zagrali chyba najlepszy tej zimy mecz. Sprawili notowanemu znacznie wyżej rywalowi sporo kłopotów. Dla "Cidrów" tylko niewielkim usprawiedliwieniem może być plaga kontuzji i mały obóz, w którego są trakcie..
- Miałem do dyspozycji czternastu chłopaków, w tym dwóch bramkarzy. Ale tu nie ma się czym tłumaczyć. Bo ja wierzę w jakość naszej szatni - podkreślał Artur Skowronek, szkoleniowiec "żółto-czarnych". Ale swoje problemy miał i Rozwój... - Wczoraj przechodziliśmy test interwałowy. Tuż przed meczem rozmawiałem z chłopakami i zdawałem sobie sprawę, że wszyscy czują go w nogach - przypominał trener Mirosław Smyła.
Mimo to, jego podopieczni potrafili ostrym pressingiem zmusić I-ligowca do bardzo "żywego" futbolu. Lekką dawkę adrenaliny we krwi mieli z pewnością Robert Widawski, Tomasz Stranc i Adrian Mielec, którzy w dalszej bądź bliższej przeszłości bronili barw "Cidrów". I o ile dwóch pierwszych raczej ze starcia z dawnymi kolegami zbyt wiele do zapamiętania mieć nie będzie, o tyle Mielec znów pokazał, jak sporym może okazać się dla Rozwoju wzmocnieniem.
- Żałuję, że nie potrafimy nawet w takim meczu "punktować" - westchnął Smyła. - Niewiele nam w tym spotkaniu brakowało. Oczywiście, drobne pomyłki były, po jednej z nich straciliśmy przecież bramkę. Ktoś powie: "trenerze, przecież to jest gra błędów". Zgadzam się, tylko pytam: czemu my zawsze musimy mieć o jeden więcej?
- Miałem do dyspozycji czternastu chłopaków, w tym dwóch bramkarzy. Ale tu nie ma się czym tłumaczyć. Bo ja wierzę w jakość naszej szatni - podkreślał Artur Skowronek, szkoleniowiec "żółto-czarnych". Ale swoje problemy miał i Rozwój... - Wczoraj przechodziliśmy test interwałowy. Tuż przed meczem rozmawiałem z chłopakami i zdawałem sobie sprawę, że wszyscy czują go w nogach - przypominał trener Mirosław Smyła.
Mimo to, jego podopieczni potrafili ostrym pressingiem zmusić I-ligowca do bardzo "żywego" futbolu. Lekką dawkę adrenaliny we krwi mieli z pewnością Robert Widawski, Tomasz Stranc i Adrian Mielec, którzy w dalszej bądź bliższej przeszłości bronili barw "Cidrów". I o ile dwóch pierwszych raczej ze starcia z dawnymi kolegami zbyt wiele do zapamiętania mieć nie będzie, o tyle Mielec znów pokazał, jak sporym może okazać się dla Rozwoju wzmocnieniem.
- Żałuję, że nie potrafimy nawet w takim meczu "punktować" - westchnął Smyła. - Niewiele nam w tym spotkaniu brakowało. Oczywiście, drobne pomyłki były, po jednej z nich straciliśmy przecież bramkę. Ktoś powie: "trenerze, przecież to jest gra błędów". Zgadzam się, tylko pytam: czemu my zawsze musimy mieć o jeden więcej?
Polecane