Rozwój - Zdzieszowice 0-1. Ruch coraz bliżej. "Trzeba wziąć się za d...!"

03.04.2010
Podczas gdy Ruch jest już coraz bliżej promocji do II ligi, w Katowicach zapanowała konsternacja. - Zagraliśmy dziś 10, może 15 procent tego, co sobie zakładaliśmy - przyznał trener Damian Galeja.
- Zostajecie w lidze! - takim okrzykiem żegnała graczy Rozwoju Katowice liczna grupa fanów Ruchu Zdzieszowice i trudno odmówić jej racji. Przynajmniej na ten moment. Gospodarze tracą już bowiem do lidera aż 13 punktów! A wszystko to za sprawą zagrania ręką we własnej "szesnastce" Damiana Gackiego i skutecznego strzału z "wapna" Mariusza Kapłona.

Katowiczanie protestowali. - Rzeczywiście, Damian dotknął piłkę ręką, ale tylko dlatego, że wcześniej został popchnięty! - bronił kolegę Marcin Łoboda. Usprawiedliwienia dla Gackiego nie znajdował natomiast Łukasz Damrat, pomocnik przyjezdnych. - Sytuacja była ewidentna. 99 procent  sędziów zachowałoby się właśnie w taki sposób jak arbiter tego meczu - przekonywał.

Zdzieszowiczanie pokazali oblicze zespołu świetnie zorganizowanego w obronie. - Mogliśmy też ukłuć z przodu coś więcej - kontynuował zawodnik Ruchu, wskazując choćby na okazję Rolanda Buchały. Tymczasem ich szkoleniowiec był nieco zmieszany. - Bo nie lubię, gdy o wyniku decyduje karny - tłumaczył Ryszard Remień. Poza tym nie miał już rywalizacji nic do zarzucenia.

- Rozwój borykał się z takim problemem, jaki my mieliśmy ze Startem Namysłów. Musieli zmierzyć się z typową nerwówką - dopowiadał trener lidera. Tymczasem opiekun katowiczan mógł tylko bezradnie rozkładać ręce. - Zagraliśmy dziś 10, może 15 procent tego, co sobie zakładaliśmy - przyznał Damian Galeja, który miał pełne prawo nie poznawać swojej drużyna. Ta poczynała sobie bardzo niedokładnie, bez pomysłu. Jak nie Rozwój...

Miejscowi zawiedli przede wszystkim w ofensywie. Niewidoczni byli Bartosz Polis i Michał Jędrowski, a rezerwowy Krzysztof Michalski zmarnował "setkę". - Mieliśmy szybko operować piłką, wykorzystywać boki. Tego zabrakło. Żaden z chłopaków nie prosił o piłkę. No, może oprócz Adama Giesy. Reasumując, jestem bardzo rozczarowany - nie krył Galeja.

Szybko zapowiedział jednak, że Rozwój z walki o awans jeszcze nie rezygnuje. Co trzeba zrobić, by się udało? - Wziąć się za d... i zacząć jeszcze ciężej pracować! - rzucił Przemysław Gałecki.
autor: Kamil Kwaśniewski, ADR

Przeczytaj również