Rozwój - Skałka 1-2. Gospodarze marnowali nawet "trzysetki"!
08.08.2009
- Szczęście sprzyja lepszym - skwitował Marcin Kondzielnik, pomocnik Skałki, mając na myśli dwie wymarzone okazje, przed jakimi stanęli po przerwie gospodarze. Zmarnował je Michalski. - Z pierwszej sytuacji można go jeszcze jakoś rozgrzeszyć, bo nabiegał na piłkę. Drugiej już mu nie wybaczę. Mógł zrobić z futbolówką dosłownie wszystko! - wściekał się Damian Galeja.
O nieskuteczności katowiczan mówili wszyscy. - To nie były "setki", ale "trzysetki" - zaznaczał Marek Kasprzyk. - W obydwu przypadkach widziałem już piłkę w siatce - rzucił Kondzielnik. Ale to właśnie rozgrywający gości okazał się bohaterem. W jednej z ostatnich akcji pokonał Dziurę mierzonym strzałem głową. - Może i jest niski, ale skacze wysoko - śmiał się Adam Nocoń, opiekun przyjezdnych, który - jak przekonywał - po cichu spodziewał się takiego obrotu spraw.
Inna sprawa, że na początku pojedynku to Rozwój dominował. Co więcej, zdołał to udowodnić wręcz błyskawicznie. Po zgraniu piłki głową Lisa wynik potyczki otworzył Gałecki. Ale Rozwój za ciosem nie poszedł. - Co oni tacy nerwowi? - zastanawiał się Galeja. Jego zawodników nie uspokoiła nawet przerwa spowodowana awarią... chorągiewki oznaczającej narożnik boiska.
Mało tego, o szybsze drżenie serc przyprawiło ich zdarzenie z doliczonego już czasu gry pierwszej części. Starcie Lisa z Vozarem w "szesnastce" arbiter zakwalifikował bowiem jako faul. Jaroszek wykorzystał szansę, a w międzyczasie trwały już dyskusje na temat decyzji sędziego. - Nie wiem, czy rzeczywiście miał rację - wskazał Kasprzyk.
O nieskuteczności katowiczan mówili wszyscy. - To nie były "setki", ale "trzysetki" - zaznaczał Marek Kasprzyk. - W obydwu przypadkach widziałem już piłkę w siatce - rzucił Kondzielnik. Ale to właśnie rozgrywający gości okazał się bohaterem. W jednej z ostatnich akcji pokonał Dziurę mierzonym strzałem głową. - Może i jest niski, ale skacze wysoko - śmiał się Adam Nocoń, opiekun przyjezdnych, który - jak przekonywał - po cichu spodziewał się takiego obrotu spraw.
Inna sprawa, że na początku pojedynku to Rozwój dominował. Co więcej, zdołał to udowodnić wręcz błyskawicznie. Po zgraniu piłki głową Lisa wynik potyczki otworzył Gałecki. Ale Rozwój za ciosem nie poszedł. - Co oni tacy nerwowi? - zastanawiał się Galeja. Jego zawodników nie uspokoiła nawet przerwa spowodowana awarią... chorągiewki oznaczającej narożnik boiska.
Mało tego, o szybsze drżenie serc przyprawiło ich zdarzenie z doliczonego już czasu gry pierwszej części. Starcie Lisa z Vozarem w "szesnastce" arbiter zakwalifikował bowiem jako faul. Jaroszek wykorzystał szansę, a w międzyczasie trwały już dyskusje na temat decyzji sędziego. - Nie wiem, czy rzeczywiście miał rację - wskazał Kasprzyk.
Polecane