Rozwój - Piotrówka 3-0. Właśnie za to futbol kochają miliardy
09.10.2010
Przed meczem wszystko wskazywało na to, że ostatnia rzeczą, jakiej należy się spodziewać po katowiczanach, jest skuteczność. Przecież w trzech ostatnich spotkaniach piłkarze Mirosława Smyły do bramki rywali trafiali zaledwie trzy razy. Tymczasem dziś do "wyrobienia" tej normy wystarczyła im ledwie godzina...
- Nawet nieźle operowaliśmy piłką, ale szybko zdobyte przez Rozwój gole ustawiły mecz. Tak czy siak, nie możemy zrzucać winy na brak szczęścia. Pretensje możemy mieć tylko do siebie. Skoro popełniamy takie błędy... - westchnął Łukasz Wijas, lider drugiej linii Piotrówki, który parę razy próbował szczęścia uderzeniami z dystansu. Sęk w tym, że albo brakowało mu nieco precyzji, albo dobrze spisywał się Karol Płonka, golkiper miejscowych.
W tej sytuacji marnym pocieszeniem dla Piotrówki jest fakt, że piłkarsko od gospodarzy na pewno nie odstawała. - Nie zapominam o tym. W końcu mają kilku naprawdę ciekawych piłkarzy. Ich problem polegał jednak na tym, że piłka nożna nie jest sprawiedliwą dyscypliną sportu. My w poprzednich kolejkach też wyglądaliśmy dobrze, a wygranych nie było. To jest ta nieprzewidywalność futbolu. Za to kochają go miliardy - uśmiechnął się Mirosław Smyła.
Trener zespołu z Katowic chwalił przede wszystkim swoich napastników. Ich "sprawką" były dwa pierwsze trefienia. Najpierw Marek Walczak dośrodkował do Krzysztofa Michalskiego, a ten sprytnym strzałem pokonał doświadczonego Piotra Lecha. Rosły napastnik Rozwoju miał też udział przy trafieniu Bartosza Polisa, swoją drogą, ozdobie tego widowiska...
I to właśnie Michalski zebrał od Smyły spore pochwały. - Nie zawsze mu wychodziło, ale teraz już będzie. Udowodnił, że zasługuje na miejsce w składzie - stwierdził szkoleniowiec.
- Nawet nieźle operowaliśmy piłką, ale szybko zdobyte przez Rozwój gole ustawiły mecz. Tak czy siak, nie możemy zrzucać winy na brak szczęścia. Pretensje możemy mieć tylko do siebie. Skoro popełniamy takie błędy... - westchnął Łukasz Wijas, lider drugiej linii Piotrówki, który parę razy próbował szczęścia uderzeniami z dystansu. Sęk w tym, że albo brakowało mu nieco precyzji, albo dobrze spisywał się Karol Płonka, golkiper miejscowych.
W tej sytuacji marnym pocieszeniem dla Piotrówki jest fakt, że piłkarsko od gospodarzy na pewno nie odstawała. - Nie zapominam o tym. W końcu mają kilku naprawdę ciekawych piłkarzy. Ich problem polegał jednak na tym, że piłka nożna nie jest sprawiedliwą dyscypliną sportu. My w poprzednich kolejkach też wyglądaliśmy dobrze, a wygranych nie było. To jest ta nieprzewidywalność futbolu. Za to kochają go miliardy - uśmiechnął się Mirosław Smyła.
Trener zespołu z Katowic chwalił przede wszystkim swoich napastników. Ich "sprawką" były dwa pierwsze trefienia. Najpierw Marek Walczak dośrodkował do Krzysztofa Michalskiego, a ten sprytnym strzałem pokonał doświadczonego Piotra Lecha. Rosły napastnik Rozwoju miał też udział przy trafieniu Bartosza Polisa, swoją drogą, ozdobie tego widowiska...
I to właśnie Michalski zebrał od Smyły spore pochwały. - Nie zawsze mu wychodziło, ale teraz już będzie. Udowodnił, że zasługuje na miejsce w składzie - stwierdził szkoleniowiec.
Polecane