Rozwój - Leśnica 0-2. Tym strzałem Wróbel zawstydziłby najlepszych!
28.04.2010
- Po meczu z Victorią Częstochowa, w którym straciliśmy frajerskie bramki, naszym celem było odbudować się w obronie. I wyszło perfekcyjnie - nie krył zadowolenia Dariusza Kaniuka, trener gości. Dowód? - Spodziewaliśmy się po gospodarzach fali ataków, tymczasem w całym meczu mieli może jedną niezłą sytuację - podkreślał Stanisław Wróbel. Co innego LZS. Więcej powiedzieć o tym może właśnie Wróbel...
33-latek przypomniał trybunom, że nieprzypadkowo grywał w największych śląskich klubach. Takiego woleja - i to z około 25 metrów! - mogłyby mu pozazdrościć gwiazdy europejskiego formatu. - Fakt, dystans był spory, ale fajnie mi ta piłka skozłowała - uśmiechał się kapitan jedenastki z Opolszczyczny. Równie ładnym golem, tyle że z rzutu wolnego, popisał się wcześniej Marcel Surowiak. Gospodarzom nie pomógł nawet skrzętnie ustawiany mur. - To nie był przypadek. Na treningach Marcel poświęca takim strzałom sporo czasu - zauważył Kaniuka.
- Ale kluczem do sukcesu było to, że długo utrzymywaliśmy się przy piłce - dopowiadał Mateusz Bukowiec, jeden z najlepszych na boisku. Trudno byłoby natomiast takim mianem obdarować któregoś z graczy katowiczan. Dość powiedzieć, że już w przerwie Damian Galeja zdecydował się aż na... trzy zmiany. - Ta pierwsza połowa nie wyglądała tak, jakbym sobie tego życzył. Nie było u chłopaków tego zęba, na którego liczyłem po naszych ostatnich rozmowach - przyznawał szkoleniowiec Rozwoju.
Mimo to, starał się szukać widoków na przyszłość. - Jestem zbudowany tym, co ta młoda ekipa pokazała po przerwie. Do końca walczyli o wynik - wskazał Galeja. A dodajmy, że miejscowi mieli w końcówce utrudnione zadanie, bo już po tym, jak wykorzystali limit roszad, kontuzji doznał Łukasz Dąbrowiecki.
Poza tym w szeregach Rozwoju słychać było pretensje do pracy arbitra. Chodziło zwłaszcza o dwie sytuacje: niezwykle ostry faul Wróbla na Marku Kasprzyku oraz zajście, po którym w polu karnym Leśnicy padł Rafał Lis. - Co do przewinienia na Marku, to w poprzedniej kolejce za coś takiego Damian Mielnik wyleciał z boiska... Gdyby natomiast Rafał nie był pociągany w "szesnastce", to stanąłby przed bardzo dobrą okazję na zdobycie gola - przekonywał Galeja.
33-latek przypomniał trybunom, że nieprzypadkowo grywał w największych śląskich klubach. Takiego woleja - i to z około 25 metrów! - mogłyby mu pozazdrościć gwiazdy europejskiego formatu. - Fakt, dystans był spory, ale fajnie mi ta piłka skozłowała - uśmiechał się kapitan jedenastki z Opolszczyczny. Równie ładnym golem, tyle że z rzutu wolnego, popisał się wcześniej Marcel Surowiak. Gospodarzom nie pomógł nawet skrzętnie ustawiany mur. - To nie był przypadek. Na treningach Marcel poświęca takim strzałom sporo czasu - zauważył Kaniuka.
- Ale kluczem do sukcesu było to, że długo utrzymywaliśmy się przy piłce - dopowiadał Mateusz Bukowiec, jeden z najlepszych na boisku. Trudno byłoby natomiast takim mianem obdarować któregoś z graczy katowiczan. Dość powiedzieć, że już w przerwie Damian Galeja zdecydował się aż na... trzy zmiany. - Ta pierwsza połowa nie wyglądała tak, jakbym sobie tego życzył. Nie było u chłopaków tego zęba, na którego liczyłem po naszych ostatnich rozmowach - przyznawał szkoleniowiec Rozwoju.
Mimo to, starał się szukać widoków na przyszłość. - Jestem zbudowany tym, co ta młoda ekipa pokazała po przerwie. Do końca walczyli o wynik - wskazał Galeja. A dodajmy, że miejscowi mieli w końcówce utrudnione zadanie, bo już po tym, jak wykorzystali limit roszad, kontuzji doznał Łukasz Dąbrowiecki.
Poza tym w szeregach Rozwoju słychać było pretensje do pracy arbitra. Chodziło zwłaszcza o dwie sytuacje: niezwykle ostry faul Wróbla na Marku Kasprzyku oraz zajście, po którym w polu karnym Leśnicy padł Rafał Lis. - Co do przewinienia na Marku, to w poprzedniej kolejce za coś takiego Damian Mielnik wyleciał z boiska... Gdyby natomiast Rafał nie był pociągany w "szesnastce", to stanąłby przed bardzo dobrą okazję na zdobycie gola - przekonywał Galeja.
Polecane