Rozwój - BKS Stal 1-1. Wystarczyło do ataku wpuścić... stopera
10.10.2009
- Gramy drugą połowę, skoro tak pada? - rzucił z uśmiechem w stronę ławki rezerwowych gospodarzy Marek Mandla. Grać wypadało, bo szkoda by było, gdyby czołowe przecież drużyny ligi zostawiłby po sobie tylko wrażenie z pierwszej połowy, która... - Była taka jak pogoda - przyznał trener BKS-u, chyba największy wygrany tego spotkania. Choć w 78. minucie meczu nikt go o to jeszcze nie podejrzewał. A wręcz przeciwnie. Wtedy to bowiem Mandla wymyślił sobie, że - grając już bez wyrzuconego z boiska Rejmanowskiego - jednobramkową stratę odrobi, ściągając pomocnika Papatanasiu i posyłając do ataku... stopera Ruckiego.
I - o dziwo - udało się! - Uderzał Wojtek Musiał, a bramkarz sparował piłkę nogami. To była sytuacyjna akcja. Przyjąłem futbolówkę na udo i w zasadzie nie mierzyłem - nie krył Dariusz Rucki. Inna sprawa, że efekt okazał się dla zespołu z Katowic tragiczny w skutkach. Z drugiej strony, miejscowi po części są sami sobie winni. Bo mimo że pojedynek nie obfitował w wiele okazji bramkowych, to Rozwój powinien był ustrzelić coś więcej niż to, co udało się Gackiemu.
A popularny "Gacol" wykorzystał przytomne dogranie rezerwowego Wańka i strzałem z kilkunastu metrów nie dał szans Żebrowskiemu. Lecz w kluczowym - jak się wydaje - momencie rywalizacji to właśnie golkiper bielszczan okazał się bohaterem, broniąc w sytuacji sam na sam ze wspomnianym Wańkiem. - Gdyby padł wtedy gol, byłoby już po nas - podkreślił Rucki. A tak, gospodarzom pozostała tylko satysfakcja z pięknie rozegranego kontrataku.
Równie efektowny był strzał Dawida Gajewskiego, który wylądował na poprzeczce. - Sam byłem zdziwiony, że wyszło aż tak dobrze, bo kopnąłem piłkę swoją słabszą, prawą nogą - zauważył młody skrzydłowy. Ale to nie koniec. Świetną szansę na kilka chwil przed ostatnim gwizdkiem arbitra miał też Jędrowski. I... nic z tego. - Stanęło na tym, że uszczęśliwiliśmy tylko najgroźniejszych rywali - rzucił Damian Galeja, szkoleniowiec jedenastki ze Zgody.
- Najbardziej żal tego, że ta konfrontacja była przez nas już praktycznie wygrana - dopowiedział Adam Giesa, rozgrywający Rozwoju.
I - o dziwo - udało się! - Uderzał Wojtek Musiał, a bramkarz sparował piłkę nogami. To była sytuacyjna akcja. Przyjąłem futbolówkę na udo i w zasadzie nie mierzyłem - nie krył Dariusz Rucki. Inna sprawa, że efekt okazał się dla zespołu z Katowic tragiczny w skutkach. Z drugiej strony, miejscowi po części są sami sobie winni. Bo mimo że pojedynek nie obfitował w wiele okazji bramkowych, to Rozwój powinien był ustrzelić coś więcej niż to, co udało się Gackiemu.
A popularny "Gacol" wykorzystał przytomne dogranie rezerwowego Wańka i strzałem z kilkunastu metrów nie dał szans Żebrowskiemu. Lecz w kluczowym - jak się wydaje - momencie rywalizacji to właśnie golkiper bielszczan okazał się bohaterem, broniąc w sytuacji sam na sam ze wspomnianym Wańkiem. - Gdyby padł wtedy gol, byłoby już po nas - podkreślił Rucki. A tak, gospodarzom pozostała tylko satysfakcja z pięknie rozegranego kontrataku.
Równie efektowny był strzał Dawida Gajewskiego, który wylądował na poprzeczce. - Sam byłem zdziwiony, że wyszło aż tak dobrze, bo kopnąłem piłkę swoją słabszą, prawą nogą - zauważył młody skrzydłowy. Ale to nie koniec. Świetną szansę na kilka chwil przed ostatnim gwizdkiem arbitra miał też Jędrowski. I... nic z tego. - Stanęło na tym, że uszczęśliwiliśmy tylko najgroźniejszych rywali - rzucił Damian Galeja, szkoleniowiec jedenastki ze Zgody.
- Najbardziej żal tego, że ta konfrontacja była przez nas już praktycznie wygrana - dopowiedział Adam Giesa, rozgrywający Rozwoju.
Polecane