Przegrali z "gwiazdami", wśród których była też... pracownica klubu

16.12.2010
W oryginalny sposób 2010 rok zakończył Rozwój Katowice. W siarczystym mrozie, na bocznym boisku Stadionu Śląskiego III-ligowiec zmierzył się z ekipą złożoną z jego byłych zawodników.
- Wpadliśmy na pomysł rozegrania takiego meczu. Niech to będzie zwieńczenie tego roku - uśmiechnął się trener Mirosław Smyła, który wraz ze swymi wszystkimi podopiecznymi stawił w czwartkowe popołudnie czoła byłym zawodnikom Rozwoju. Wielkim nieobecnym był występujący w GKS-ie Bełchatów Tomasz Wróbel, który nie dał rady na boczne boisko Stadionu Śląskiego dojechać.

Nie zabrakło za to innego przedstawiciela ekstraklasy - Łukasza Hanzla. Choć schowany - jak wszyscy zawodnicy - za czapką, to szybko kilkoma zagraniami "przedstawił się" wszystkim obserwatorom... W drużynie "gwiazd" stawili się poza tym m.in. Marek Kolonko, Adam Giesa, Łukasz Tomczyk, Grzegorz Witek, Krzysztof Buffi, Adam Bosowski, Łukasz Paździorek, Marcin Polarz... Pełne 80 minut zagrał również Marek Klama, drugi trener Rozwoju.

Na boisko zmuszony był również wybiec Mirosław Smyła. - Dawno mi się tak głęboko nie oddychało - śmiał się w przerwie szkoleniowiec Rozwoju, którego wejście umożliwił... uraz barku, z jakim od dłuższego czasu zmaga się Karol Płonka. Między słupkami - z powodzeniem - zastąpił go Adrian Will. - A podobno trener mówił, że bramkarza nie mamy! - krzyknął do szkoleniowca katowickiego III-ligowca Płonka po jednej z udanych interwencji "Wilusia”.

Prawdziwym hitem było natomiast honorowe wejście na murawę - oczywiście do drużyny "gwiazd”! - Jagody Olejarczyk. Niektórzy działacze Rozwoju za wszelką cenę chcieli udowodnić, że na boisku będzie sobie radzić nie gorzej niż za biurkiem. I choć pani Jagoda broniła się rękami i nogami, to w drugiej połowie na placu gry się pojawiła. Najpierw na stoperze, potem w środku ataku, a wreszcie w bramce...

Ostatecznie "gwiazdy" wygrały 3-2.
źródło: rozwoj.info.pl

Przeczytaj również