Pierwszy raz Gałeckiego

06.10.2008
Rozwój Katowice przez kilka miesięcy nie potrafił zdobyć w lidze trzech punktów, ale gdy to już nastąpiło, ręce same składały się do oklasków! - "Dwucyfrówka" ze Skalnikiem Gracze była naprawdę blisko - mówi Przemysław Gałecki, obrońca katowiczan.
Przed sobotnim starciem ze Skalnikiem szczytem marzeń dla piłkarzy Rozwoju Katowice było zwycięstwo. Jego ewentualne rozmiary nie miały większego znaczenia. Trudno się temu dziwić, bowiem ostatni ligowy sukces katowiczan miał miejsce w maju! Drużyna przez kilka miesięcy nie zaznała smaku zwycięstwa, ale gdy już się to udało, satysfakcja jest podwójna. Nie codziennie strzela się przecież rywalom siedem bramek, a nie traci żadnej.

- Nikt się tego nie spodziewał. Podchodziliśmy do tego pojedynku z ogromną dozą niepewności - przyznaje Przemysław Gałecki, obrońca jedenastki ze Zgody. - Bardzo pomógł nam szybko zdobyty gol. Potem posypały się następne. A mogło być jeszcze lepiej. Sam Tomek Waniek mógł spokojnie ustrzelić w tym meczu cztery-pięć bramek, a trafił "tylko" dwukrotnie. "Dwucyfrówka" była naprawdę blisko - zauważa Gałecki, który także dwa razy pakował piłkę do siatki rywali.

Mimo kapitalnego spotkania, Rozwój cały czas pozostaje w dole tabeli. - Różnica polega na tym, że przed następnymi kolejkami znacznie podbudowaliśmy się psychicznie. Atmosfera w szatni jest o wiele lepsza. Chcemy teraz po prostu wygrywać kolejne potyczki. Mamy nadzieje, że dołek, w jakim tkwiliśmy od maja, jest już za nami - dodaje defensor zespołu z Katowic i podkreśla, że tak wysoka wygrana to dla niego nowość. - W takich stosunku bramek jeszcze nigdy nie wygrałem - uśmiecha się 25-latek. Jak widać, zawsze musi być ten pierwszy raz.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również