O cholera! Legia Warszawa przyjeżdża do Brynowa...

21.09.2011
- Tu nie liczby decydują. Wszystko przemawia za Legią Warszawa. Ale dla większości moich zawodników to będzie najważniejszy mecz w życiu - mówi Mirosław Smyła, trener Rozwoju Katowice.
III-ligowy zespół z Katowic, który w dodatku ze zdobywcą Pucharu Polski zmierzy się pod szyldem V-ligowych rezerw, czeka dziś jeden z największych meczów w historii. W ramach krajowego pucharu, do Katowic przyjeżdża pogrążona w kryzysie Legia Warszawa. - Pięć minut po sobotnim meczu ze Startem Bogdanowice zacząłem myśleć o Legii. Ale... pięć minut po Legii zacznę myśleć o Victorii Częstochowa - mówi Smyła. To jednak nie oznacza, że atmosfera w Brynowie nie jest podniosła.

- Widać w klubie, że czeka nas coś wyjątkowego. Szum, rumor, pełno ludzi, to dość nietypowe dla Rozwoju, bo też rzesze kibiców nigdy na mecze tego klubu nie przychodzili. W drużynie też chłopcy wiedzą, że dla większości z nich to największy mecz w karierze - przyznaje trener. Czy jednak ci kibice mają szansę zobaczyć olbrzymią sensację? - Statystyki, cyfry, kwoty, umiejętności piłkarskie są za Legią. Ale to jest piłka, a nie matematyka. Teoretycznie nie powinniśmy mieć szans, ale jak wyjdziemy z dużym sercem, zostawimy kawał zdrowia, a oni nas trochę zlekceważą, to wszystko jest możliwe - uważa Smyła.

Zespół z Warszawy ma obecnie spore problemy, a ewentualna porażka z Rozwojem tylko by je pogłębiła. - Każdy kibic śledzi, co się tam dzieje. Trzy porażki z rzędu, kary finansowe po meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała, przegrane derby, więc atmosfera musi być bardzo nerwowa. Dlatego jestem przekonany, że Legia przyjedzie do nas w najsilniejszym zestawieniu, bo nie może sobie pozwolić na wstyd. Bo to byłby dla niej wstyd. Może największe gwiazdy będą schowane na ławce na wszelki wypadek, ale moja w tym głowa, żeby sytuacja zmusiła trenera Macieja Skorżę do wpuszczenia ich na boisko - zapowiada trener katowiczan.

Dla niego będzie to również spore wydarzenie, choć z wielkimi - w skali polskiej - drużynami już się spotykał. - Kiedy pracowałem w GKS-ie Tychy, graliśmy z Jagiellonią Białystok. Było 2-2 i w ostatniej minucie dogrywki straciliśmy gola. Szkoda, bo chłopcy zagrali świetny mecz. Mam umiejętności pozwolą teraz też nawiązać walkę. Dla chłopaków będzie to wielkie doświadczenie i nagroda, ale dla mnie też ciekawa obserwacja, ile tej naszej III-ligowej drużynie brakuje do polskiej elity - przyznaje Smyła.

On zresztą z Legią też miał już pewien kontakt... - Kiedy byłem asystentem Darka Fornalaka w Polonii Bytom, graliśmy z warszawianami na Stadionie Śląskim. Przegraliśmy minimalnie, mimo że mieliśmy sytuacje. Źle wspominam tamto spotkanie, ponieważ... zostaliśmy po nim zwolnieni. Mam nadzieję, że teraz mi to nie grozi - uśmiecha się Smyła. Stadion Śląski pada tu nieprzypadkowo, bo do meczu z Legią piłkarze Rozwoju przygotowywali się właśnie na jego bocznych boiskach. - Chcieliśmy, by chłopcy poczuli się jak profesjonalni piłkarze. Żeby poczuli się docenieni, ważni, bo to też jest istotne. Poświęciliśmy ten czas na taktykę i ćwiczenia indywidualne. Może to przyniesie efekt... - kończy Mirosław Smyła.

Rozwój II Katowice - Legia Warszawa
środa, 15:30.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również