Lider odrodził się po karnym

17.05.2009
- Ruch już awansował, więc po co mu pomoc sędziego? - pytał po meczu Damian Galeja, trener Rozwoju?
W ubiegłym sezonie w rywalizacji dwóch niegdysiejszych kolegów z boiska - Damiana Galei i Rafała Góraka - górą był ten pierwszy. Prowadzony przez niego GKS Tychy o punkcik wyprzedził w IV-ligowej tabeli Ruch Radzionków, dzięki czemu znalazł się w nowej II lidze. Tym razem Galeja przyjechał na ul. Narutowicza w roli szkoleniowca Rozwoju Katowice. W glorii: przejmował zespół na pozycji spadkowej, teraz katowiczanie - po ośmiu meczach bez porażki - są na bezpiecznej pozycji.

Ale po 90 minutach gry Galeja - mimo niezłej postawy jego podopiecznych - był wściekły. Nie, nie na nich... - Ruch jest na tyle dobrym zespołem, który zresztą już awansował, że nie trzeba mu dodatkowo pomagać - denerwował się opiekun gości. Miał na myśli trzy sytuacje. Pierwszą - z 49. minuty - kiedy Marcin Kwiecień podyktował "jedenastkę” dla gospodarzy po starciu Lisa z Mielcem. - Faul był. Wychodziłem na czystą pozycję, obrońca złapał mnie lewą ręką - przekonywał radzionkowski napastnik.

Cała sytuacja była jednak wątpliwa. A w każdym razie z tej samej kategorii, co wydarzenia z 54. minuty. - Jeżeli sędzia gwizdnął pięć minut wcześniej, to za faul na Bryszu też powinien podyktować karnego - pieklił się dalej Galeja. Gwizdek arbitra jednak milczał. Znaczy... odezwał się; po to jednak, by stworzyć okazję do ukarania żółtą kartką Kuzaka - za próbę wymuszenia rzutu karnego w dwie sekundy po wspomnianym upadku Brysza.

No i trzecia sytuacja, wspomniana przez opiekuna katowiczan. - Drugą bramkę dla Ruchu poprzedził faul na moim zawodniku... - dowodził Galeja. W tym przypadku jednak obrońcy gości generalnie zaspali, pozwalając Kompale na centrę niemal z linii końcowej, i zostawiając na 4. metrze niepilnowanego Adriana Mielca. W czwartej w tym meczu sytuacji wreszcie trafił on do siatki. - Najbardziej żal mi okazji jeden na jeden z pierwszej połowy. Chciałem uderzyć po długim rogu, ale trafiłem bramkarza w nogę - kajał się radzionkowianin. Uczciwie dodać jednak trzeba, że po przerwie równie dobre okazje zmarnowali m.in. Kowalski i Kompała.

W sumie - gospodarze wygrali jak najbardziej zasłużenie. Z drugiej strony - będzie ciut prawdy w tłumaczeniach gości, jeżeli użyją argumentu o skrzywdzeniu przez rozjemcę...
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również