Kapitan Rozwoju Katowice: Wszyscy powoli się "spinamy" na Legię
15.08.2013
Los chciał, że Rozwój Katowice ponownie zmierzy się z Legią Warszawa w Pucharze Polski. Poprzedni mecz tych drużyn miał miejsce dwa lata temu. Wtedy to "Wojskowi" (oficjalnie z rezerwami) wygrali z katowiczanami 4-1. Jedyną bramkę dla śląskiego zespołu strzelił Przemysław Gałecki. - Jedno wielkie szaleństwo. To chyba najprzyjemniejszy moment w całej przygodzie z piłką - wspomina trafienie zawodnik.
Po bramce strzelonej Legii, Gałecki był na ustach kibiców Rozwoju. - Nikt mi o tym nie dał zapomnieć, a teraz wszystko odżyło na nowo. Najlepsze jest to, że wszyscy mówią o moim patencie na Legię, a ja żadnego patentu nie mam. Po prostu jeden mecz zagrałem i bramkę zdobyłem. Zobaczymy, jak będzie teraz. Z pewnością marzeniem każdego jest strzelić bramkę Legii. Oby teraz wpadła przynajmniej jedna, oby udało się pokusić o jakąś niespodziankę - opowiada.
- Na pewno była po tamtym meczu taka chwila - można powiedzieć - chwały, ale też nie róbmy sensacji. Skończyło się przecież 1-4, więc nic specjalnego. Teraz nawet sobie gdybamy, że jeśli do przerwy utrzymałby się wtedy remis 1-1, to kto wie, jak by się to wszystko potoczyło. Dziś jesteśmy mądrzejsi o doświadczenia sprzed dwóch lat. Zobaczymy, co z tego wyjdzie - mówi Gałecki.
Gałecki, podobnie jak inni zawodnicy Rozwoju, już nie może się doczekać sobotniego spotkania. - Każdy czeka ze zniecierpliwieniem na ten mecz. Wiadomo, jaka jest jego waga i z kim gramy. Wszyscy się już powoli "spinamy" na Legię - przyznaje.
Po bramce strzelonej Legii, Gałecki był na ustach kibiców Rozwoju. - Nikt mi o tym nie dał zapomnieć, a teraz wszystko odżyło na nowo. Najlepsze jest to, że wszyscy mówią o moim patencie na Legię, a ja żadnego patentu nie mam. Po prostu jeden mecz zagrałem i bramkę zdobyłem. Zobaczymy, jak będzie teraz. Z pewnością marzeniem każdego jest strzelić bramkę Legii. Oby teraz wpadła przynajmniej jedna, oby udało się pokusić o jakąś niespodziankę - opowiada.
- Na pewno była po tamtym meczu taka chwila - można powiedzieć - chwały, ale też nie róbmy sensacji. Skończyło się przecież 1-4, więc nic specjalnego. Teraz nawet sobie gdybamy, że jeśli do przerwy utrzymałby się wtedy remis 1-1, to kto wie, jak by się to wszystko potoczyło. Dziś jesteśmy mądrzejsi o doświadczenia sprzed dwóch lat. Zobaczymy, co z tego wyjdzie - mówi Gałecki.
Gałecki, podobnie jak inni zawodnicy Rozwoju, już nie może się doczekać sobotniego spotkania. - Każdy czeka ze zniecierpliwieniem na ten mecz. Wiadomo, jaka jest jego waga i z kim gramy. Wszyscy się już powoli "spinamy" na Legię - przyznaje.
Polecane