Górnicy nie dali rady milionerom, ale wstydu nie przynieśli

22.09.2011
- Należy pochwalić chłopaków, bo oni pracują na kopalni, zjeżdżają na dół, a walczyli jak tylko mogli z Legią, w której wiadomo, jak wysokie apanaże mają piłkarze - chwalił kolegów Jacek Wiśniewski z Rozwoju.
Mały klub z Brynowa marzył o tym, aby w 1/16 Pucharu Polski trafić na klasowy zespół. Po cicho marzono o Lechu Poznań, który na początku sezonu był na fali. Po wylosowaniu Legii nikt nie narzekał. Warszawa dowiedziała się o istnieniu takiego klubu jak Rozwój, którego zawodnicy na co dzień pracują w pobliskiej kopalni Wujek.

Do Katowic zjechała liczna grupa dziennikarzy ze stolicy. Brynów był jednak gotowy. Przygotowania we wtorek trwały do późnej nocy. Marcin Nowak, kierownik klubu, zakończył wtedy pracę grubo po północy. Dzięki zaangażowaniu wszystkich osób związanych z Rozwojem wszystko było dopięte na ostatni guzik. Aż do momentu, kiedy... okazało się, że brakuje świetlnej tablicy, na której sędziowie informują o zmianach czy przedłużonym czasie gry. "Sąsiada" poratował w tej sytuacji katowicki GKS.

Wreszcie piłkarze mogli wyjść na boisko. - Było widać różnicę w umiejętnościach. Legia utrzymywała się przy piłce, grała "z pierwszej". A my? Należy pochwalić chłopaków, bo oni pracują na kopalni, zjeżdżają na dół, a walczyli jak tylko mogli z Legią, w której wiadomo, jak wysokie apanaże mają piłkarze. Wstydu ani temu klubowi, ani miastu, ani kopalni nie przynieśliśmy - podkreślił doświadczony Jacek Wiśniewski. On jako jedyny miał okazję z Legią grać. I to wielokrotnie.

29-letni Przemysław Gałecki zagrał z takim rywalem po raz pierwszy. I od razu strzelił gola. - Będzie co wspominać na stare lata - uśmiechał się wczoraj "Gała". Jednocześnie zastanawiał się nad słusznością dwóch decyzji arbitra. - Podyktowanie rzutów karnych podcięło nam skrzydła. Była szansa, by "ugrać" coś z Legią. Po stracie trzeciej bramki było już o to trudno. Cóż, pozostaje liczyć, że jeszcze dojdziemy na ten szczebel Pucharu Polski i zagramy z tak utytułowanym rywalem - dodał.

- Z takim przeciwnikiem jak Rozwój gra się ciężko do momentu, kiedy jego zawodnicy wierzą, że są w stanie coś osiągnąć. W końcówce meczu było już widać, że rywalom zaczyna brakować sił i chęci - ocenił Marcin Komorowski, zawodnik klubu ze stolicy. - Legia to była przygoda. Priorytetem pozostaje awans do II ligi - zakończył Wiśniewski.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również