BKS - Rozwój 2-1. Zadecydował charakter i gol w doliczonym czasie!

05.06.2010
Niby BKS i Rozwój już od dawna o nic nie walczą, a jednak... walki i emocji było w ich meczu co nie miara. Dlaczego? - Każdy chce się wypromować do lepszego klubu - mówił Dariusz Rucki.
Głównym powodem dla którego bielszczanie potrzebowali dziś zwycięstwa była chęć zmazania plamy na honorze, jaka pojawiła się po porażce z KS-em Krasiejów. - Mamy młodą ekipę, składającą się z ludzi na dorobku, dlatego nie bawimy się w kalkulacje. Każdy liczy, że może się wypromuje, a co ważniejsze, tworzymy tak zgrany kolektyw, że sami się nakręcamy, żeby wygrywać kolejne mecze - tłumaczył Rucki. Katowiczanie natomiast potrzebowali trzech punktów, po to by wskoczyć na drugie miejsce, bo kto wie jak się potoczy sytuacja w II lidze. - Teraz to możemy już o tym zapomnieć. Nie ma się co łudzić, że będziemy wicemistrzem! - denerwował się Karol Płonka, który miał sporo zastrzeżeń. - Pierwsza bramka dla gospodarzy nie dość, że padła ze spalonego, to jeszcze po drodze któryś z zawodników dotknął piłki ręką. W ogóle nie zasłużyliśmy na tę porażkę! - przekonywał bramkarz gości, a jego zdanie podzielał trener Damian Galeja.

Nie brakowało sytuacji w pierwszej połowie, ale prawdziwe emocje zaczęły się dopiero po przerwie. Michał Jędrowski niespiesznie prowadził piłkę, zdawał się nie zauważać swoich partnerów i gdyby ta akcja nie zakończyła się golem, ci chyba by go zlinczowali. Na swoje szczęście trafił! I to genialnie z 25 metrów, futbolówka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki. Mateusz Rosół nie miał żadnych szans na interwencję.

Stal potwierdziła jednak teorię, mówiącą, że najwięcej bramek pada w ostatnim kwadransie meczu. Ledwo ten się zaczął, a bramkę po silnym woleju zdobył Przemysław Suchowski. - Bardzo się ciesze, bo ostatnio się zablokowałem, nic mi nie chciało wpaść, podobnie zresztą jak całej drużynie - mówił zdobywca gola, który wyrównał stan meczu. Najciekawsze miało jednak jeszcze nastąpić. - Zwycięstwo wymknęło nam się w ostatnich minutach - narzekał Damian Galeja, bo doliczonym czasie gry po ogromnym zamieszaniu  z najbliższej odległości do bramki trafił rezerwowy Kamil Ozimina.

- Zwycięstwo cieszy tym bardziej, że wygraliśmy z drużyną, która jest od nas lepsza pod względem organizacyjnym, a jej priorytetem jest pierwszy zespół i jego dobro. Sami sobie podnieśliśmy poprzeczkę tak wysoko, bo klub stać tak naprawdę na grę na poziomie Orła Babienica/Psary czy Victorii Częstochowa. A proszę zobaczyć - jesteśmy na drugim miejscu. Rok temu pokonaliśmy Ruch Radzionków, który teraz będzie w I lidze. To wszystko dzięki ambicji zawodników. Sama wola walki jednak nie wystarczy - nawiązywał do trudnej sytuacji finansowej BKS-u, jego szkoleniowiec - Marek Mandla.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również