Plus, czy minus? Pięciolatka Wojciecha Cygana

29.05.2017
Rezygnacja złożona po porażce z MKS-em Kluczbork przez prezesa Wojciecha Cygana wzbudzała i nadal jeszcze wzbudza gorące dyskusje w sportowym środowisku w regionie. Wielkie emocje towarzyszą zwolennikom i przeciwnikom sternika "GieKSy". Wieść gminna niesie, że złożona po raz drugi w ciągu dwóch lat rezygnacja ponownie nie zostanie przyjęta. A jak sternik klubu z Bukowej wypada na tle liczb i faktów?
Norbert Barczyk/PressFocus
Obecny prezes rządzi GieKSą od pamiętnego lata 2012 roku, gdy Ireneusz Król zapragnął załatwić ekstraklasę Katowicom poprzez fuzję z Polonią Warszawa, by ostatecznie przenieść się jednak do stolicy. Wprawdzie Cygan został wówczas wiceprezesem, ale to on podejmował kluczowe decyzje, bo będący jeszcze formalnie prezesem Jacek Krysiak odsunął się w cień, a jego następca Bogusław Wyszomirski był jedynie figurantem, bo tego wymagała gra toczona pomiędzy Królem a miastem. W tym roku minie więc 5 lat od kiedy Wojciech Cygan decyduje o klubie z ulicy Bukowej. Przy okazji trzeba zaznaczyć, że pierwszy kontakt i pierwsze doświadczenie zabrał już dwa lata wcześniej, gdy w kwietniu 2010 roku został kuratorem, a później pozostał w klubie przejętym przez Centrozap na stanowisku dyrektora ds. organizacji i bezpieczeństwa. Zawiązane wtedy bliższe i dalsze znajomości z piłkarzami pomogły mu w poskładaniu drużyny, która po widmie upadku szczęśliwie wystartowała w pierwszoligowych rozgrywkach sezonu 2012/13.

Niełatwe zadanie
 
Cygan nie miał łatwego zadania, bo na klubie ciążyły ponad 10-milionowe długi, a do tego wskutek konfliktu większościowego udziałowca (Ireneusza Króla) z mniejszościowym (miastem), ten ostatni wstrzymywał obiecany, niezbędny zastrzyk gotówki. Ostatecznie miasto systematycznie zaczęło zwiększać swoje udziały w spółce i przejmować władzę od znienawidzonego przez kibiców poprzedniego właściciela. W tej sytuacji nad wyraz dobrze radziła sobie drużyna prowadzona wtedy przed duet Rafał Górak – Robert Góralczyk. Wiosna była na tyle udana, że latem 2013 roku Cygan już jako prezes zaczął głośno mówić o walce o ekstraklasę w nadchodzącym sezonie. Ostatecznie skończyło się wielkim kacem i pierwszą porażką Cygana w roli prezesa. Prezes szybko znajdował winnych. Najpierw, po rozegraniu zaledwie 4 kolejek posadę stracili trenerzy Górak z Góralczykiem, a po sezonie pożegnano tzw. hamulcowych. To nie pomogło. Następne sezony kończyły się jeszcze większymi rozczarowaniami, za co „głową” płacili kolejni trenerzy i kolejni zawodnicy. Nie pomagała ogromna pomoc miasta pompującego w klub miliony złotych katowickich podatników. Wprawdzie GieKSa mozolnie wychodziła z długów, to jednak najważniejszego, czyli sukcesu sportowego jak nie było, tak nie ma.
 
Miejski respirator
 
Bez dwóch zdań, gdyby nie pieniądze przekazane przez miasto, prezes Cygan wyznaczony przez ratusz do rządzenia, miałby ogromne kłopoty z utrzymaniem klubu przy życiu. Zobaczmy zatem jak na podstawie raportów rocznych wyglądało finansowanie GieKSy za rządów Wojciech Cygana w okresie od października 2012 (pierwsze dokapitalizowanie) do maja 2017 r.
 
2012 r. - 2,5 miliony złotych
 
2013 r. - 5 milionów złotych
 
2014 r. - 7,1 milionów złotych
 
2015 r. -  12,7 milionów złotych
 
2016 r. -  4,5 milionów złotych (tylko dla samej sekcji piłki nożnej mężczyzn)
 
2017 r. (I półrocze) -  3,4 milionów złotych (tylko dla samej sekcji piłki nożnej mężczyzn)
 
Razem: 35,2 mln złotych
 
Warto dodać, że fundusze bezpośrednio przekazywane przez Urząd Miasta, to nie jedyne miejskie pieniądze trafiające do GieKSy. Znaczące środki wpływały w tym okresie na klubowe konto z tytułu umów sponsorsko-promocyjnych z miejskimi spółkami - przede wszystkim z MPGK, które przekazywało około 1-1,5 miliona złotych rocznie.
 
Kwoty pozyskiwane przez klub ze źródeł zewnętrznych
 
Nieoficjalnie mówi się, że podpisana jesienią 2016 roku roczna umowa ze sponsorem strategicznych opiewa na kwotę około 1,1 - 1,5 miliona złotych z tym, że suma ta jest podzielona pomiędzy sekcje piłkarską, siatkarską i tenisową. To z pewnością wielki sukces klubowych działaczy i działu marketingu. Pamiętać jednakże należy, że najprawdopodobniej nie udałoby się pozyskać tak hojnego sponsora, gdyby nie projekt wielosekcyjnego klubu.
 
A jak radził sobie dział marketingu w latach wcześniejszych? W lipcu 2015 roku na posiedzeniu Komisji Promocji, Kultury i Sportu prezesi przedstawili informację, że w 2014 roku klub uzyskał przychody w wysokości 2,008 mln zł. W tej kwocie zawierały się zyski z transferów i premii PZPN w kwocie 70 tysięcy złotych, dochody z praw do transmisji w wysokości 250 tys. zł, zyski ze sprzedaży karnetów i biletów w wysokości 390 tys. zł., oraz 1,298 mln złotych od sponsorów i przychodów komercyjnych. Należy jednak zaznaczyć, że na tą kwotę złożyły się także wpływy z tytułu umów sponsorsko-promocyjnych z miejskimi spółkami.
 
Spłacone długi
 
- Jeśli wziąć pod uwagę koszt obsługi tego zadłużenia, było to ponad 10 milionów złotych - mówił w grudniu 2015 roku Wojciech Cygan. To właśnie wtedy ten dług został w większości spłacony, gdy miasto w sierpniu przelało aż 6,8 miliona złotych. Należy jednak pamiętać, że jego znaczną część stanowiły zaległości wobec ZUS, które - jak poinformował katowicki „Sport” - podlegały jednak, w myśl stosownej umowy, rozłożeniu na wieloletnie raty. Nie było więc potrzeby spłacenia okrągłych 10 „baniek”. Nie było też w klubie drastycznego zaciskania pasa, o czym świadczą liczby. 
 
W 2013 roku koszty wynagrodzeń wyniosły 4,587 milionów złotych (do tego ubezpieczenia społeczne 660 000 zł), a rok później klub na  płace piłkarzy i pracowników wydał 4,046 milionów złotych (do tego ubezpieczenia społeczne 589 000 zł). W owym 2014 roku wydatki klub wyniosły ogółem 6,894  mln zł., do tego na spłatę zadłużenia przeznaczono dodatkowo 1,819 mln zł. Takie dane podali prezesi na wspomnianym już posiedzeniu Komisji Promocji, Kultury i Sportu.
 
Spore kontrowersje wzbudzała opieszałość w spłacaniu owego długu. Do połowy 2015 roku, a więc przed przelaniem aż 6,8 milionów złotych, które „wyczyściły” klubowe zobowiązania, zadłużenie spadło do poziomu 3,9 miliona. W ciągu trzech lat zredukowano je więc o nieco ponad 6 milionów (wliczając to również zobowiązania w stosunku do ZUS, które udało się rozłożyć na raty), gdzie w tym samym czasie miasto wspomogło klub kwotą aż 20,5 milionów (nie licząc sporych kwot przekazywanych przez spółki miejskie z racji umów sponsorsko-reklamowych). 
 
Co sezon nowa drużyna
 
Prezes Cygan od zimowego okienka transferowego (celowo pomijamy tu lato 2012, gdzie drużynę klecono w anormalnych warunkach) w sezonie 2012/13 do zimowego okienka w tym sezonie zatrudnił aż 53 nowych zawodników (nie licząc powrotów z wypożyczeń oraz zawodników włączonych do kadry pierwszej drużyny z rezerw bądź grup juniorskich). Przy okazji Cygan w tym czasie zwolnił już 5 trenerów (nie licząc prowadzących drużynę w trybie awaryjnym). 
 
Średnio wychodzi więc, że sternik GieKSy co sezon zmieniał całą drużynę wraz ze szkoleniowcem. Czyste szaleństwo ze sportowego punktu widzenia, które również generowało dodatkowe koszta.
 
Pomijając transfery dotyczące obecnego sezonu (je będzie można ocenić za jakiś czas), większość z nich okazała się niewypałem. Świadczy o tym liczba zawodników, którzy widnieją w obecnej kadrze. Pozostało ich tylko pięciu: Sławomir Duda, Adrian Frańczak, Maciej Bębenek, Łukasz Pielorz i Oliver Praznovsky. I tylko dwaj ostatni pojawiali się w tym sezonie na boisku w miarę regularnie. Resztę pożegnano, a klub nie chciał się pozbyć jedynie Rafała Pietrzaka, sprzedanego do Wisły Kraków pół roku przed wygaśnięciem kontraktu.
 
Oczywiście to nie prezes, a zawodnicy występują na boisku i to trener odpowiada za wyniki, ale to prezes decyduje kogo zatrudnia. W końcu Wojciech Cygan zasiadał również w tzw. komitecie transferowym. Liczba pomyłek wydaje się tu zdecydowanie za duża.
 
Spadająca frekwencja
 
Pomimo dobrego PR i rozbudowanego jak nigdy wcześniej działu marketingu, a także bardzo dobrych stosunków na linii klub – stowarzyszenie kibiców, frekwencja na Bukowej w ostatnich pięciu sezonach była sporym rozczarowaniem i to nawet w momentach, gdy drużyna zachowywała szansę na upragniony awans. 


 
Wprawdzie ten sezon przyniósł poprawę, ale czy jest się czym chwalić w sytuacji, gdy awans wydawał się na wyciągnięcie ręki? Przecież, gdy w sezonie 2006/07 GKS skutecznie walczył o awans do ówczesnej II ligi, średnia frekwencja wynosiła 4800 widzów na mecz. Obecnie wynosi niecałe 3300 widzów na mecz i jest praktycznie taka sama jak w sezonie 2013/14, gdy też nie udało się awansować, z tym, że wtedy nadzieje zgasły już na początku rundy wiosennej. 
 
Frekwencja w sezonach pomiędzy wyżej wymienionymi była najniższa (ok. 2300 widzów na mecz) od sezonu 1998/99, kiedy GieKSa po 17 latach okraszonych „złotą dekadą” spadała z hukiem z ekstraklasy.

Gdzie ludzie z regionu?
 
W klubie podkreślano dążenia do oparcia drużyny na wychowankach i zawodnikach z regionu. Warto więc przyjrzeć się temu jak ten plan jest realizowany w rzeczywistości. 
 
W kadrze drużyny z wiosny 2013 roku, a więc w pierwszym sezonie rządów Wojciecha Cygana, widniało aż siedmiu zawodników urodzonych w Katowicach i będących wychowankami GKS. Aż czterech z nich było podstawowymi zawodnikami (Cholerzyński, Fonfara, Wołkowicz i Arkadiusz Kowalczyk) rozgrywając powyżej 25 spotkań w sezonie. Do tego można jeszcze doliczyć trzech zawodników z podstawowego składu (Chwalibogowski, Pitry i Sadzawicki), którzy byli wychowankami klubów z województwa śląskiego.
 
A jak sprawy mają się w tym sezonie? 
 
Wychowanków w kadrze jest dwóch – Maciej Wierzbicki i Krzysztof Wołkowicz. Ten pierwszy nie zagrał ani minuty, ten drugi w trzynastu spotkaniach. Można jeszcze doliczyć tu wychowanka MOSiR Mysłowice Pawła Szołtysa (obecnego także w kadrze GKS wiosną 2013), który rozegrał cztery mecze. I to wszystko. Smucić musi fakt, że nie pojawił się żaden nowy wychowanek. 
 
Sytuację nieco ratują wychowankowie innych śląskich klubów, a więc ludzie z regionu: Tomasz Foszmańczyk, Sebastian Nowak, Łukasz Pielorz i Paweł Mandrysz, z tym, że tylko dwaj pierwsi są podstawowymi zawodnikami. 
 
Co ciekawe w sezonie 2012/13 drużyna oparta w dużej mierze na ludziach z regionu zdobyła 50 punktów, czyli (przyjmując, że GKS wygra ostatni mecz tego sezonu) jedynie o sześć mniej niż obecna ekipa, której nie brakowało, w przeciwieństwie do tamtej, niczego.
 
Niezrealizowany plan
 
Prezes Cygan nie raz deklarował walkę o awans do ekstraklasy. Pierwszy raz już przed sezonem 2013/14, a słowa te powtórzył przed startem wiosny 2014. Jak to się skończyło, wszyscy doskonale pamiętają. 
 
W 2015 roku obietnice awansu przybrały postać dokumentu, ponieważ promocję do ekstraklasy ujęto w strategii klubu „GieKSa 2020”. Wyznaczono konkretną datę – koniec sezonu 2016/17. Wiadomo, że aby cel został zrealizowany przy Bukowej musieliby liczyć na prawdziwy cud. Automatycznie nie zostaną też prawdopodobnie zrealizowane plany wyznaczone na kolejne najbliższe lata, które przewidywały grę w ekstraklasie.
 
GieKSa pod wodzą Wojciecha Cygana w ciągu pięciu lat dwa razy przegrała walkę o awans, a największym sukcesem było zaledwie czwarte miejsce na zapleczu ekstraklasy. W tym samym czasie do elity potrafiły awansować drużyny z wcale nie większymi budżetami. 
 
Liczby prezesa Cygana:
 
5 lat rządów w GKS.
5 zwolnionych trenerów (nie licząc tymczasowych zastępców).
53 zatrudnionych nowych zawodników (nie licząc powrotów z wypożyczeń oraz zawodników włączonych do kadry pierwszej drużyny z rezerw bądź grup juniorskich) w okresie zima 2013 – zima 2017.
4 miejsce w 1 lidze – najlepszy wynik w przeciągu 5 sezonów.
ponad 10 mln złotych zredukowanego długu.
35,2 mln złotych dofinansowania z Urzędu Miasta (bez uwzględnienia sum przelanych z tytułu umów sponsorsko-promocyjnych z miejskimi spółkami).
autor: Tomasz Pikul

Przeczytaj również