I-ligowe derby zakończone remisem! GKS Tychy nie przełamał złej passy

24.04.2022

Takie mecze derbowe moglibyśmy oglądać codziennie! GKS Katowice, choć prowadził na Stadionie Miejskim w Tychach, na Bukową wrócił z tylko jednym punktem. Oznacza to, że rok 2022 jest – jak na razie – siódmym z rzędu, w którym katowiczanie nie potrafią wygrać w mieście „Trójkolorowych”, a przynajmniej nie w rozgrywkach ligowych.

Łukasz Sobala/PressFocus

A okazji, by tego dokonać, mieli naprawdę sporo. Nie mniej, niż gospodarze, których remis z pewnością nie zadowoli. Całe szczęście dla nich w Bełchatowie (gdzie swoje domowe spotkania rozgrywka częstochowska Skra) potknęła się Odra, która w ostatnich sekundach spotkania straciła bramkę na 2:2, dzięki czemu tyszanie do strefy barażowej nadal tracą tylko 2 „oczka”. Łącznie w Tychach zobaczyliśmy 13 celnych uderzeń na bramkę, choć przyznać trzeba, że lepsze sytuacje do zdobycia bramki mieli goście.

Katowiczanie z czystym sumieniem mogą mówić o sporym pechu, wszak ich rywale dwukrotnie wybijali piłkę z linii bramkowej, tym samym ratując się przed porażką. – Zdaję sobie sprawę z tego, że gdybyśmy zagrali lepiej przez 20-25 minut po strzelonej bramce, to dzisiaj byśmy to spotkanie wygrali. W drugiej połowie dużo działo się pod bramką rywali i mogło coś dla nas wpaść – oceniał szkoleniowiec katowiczan, trener Rafał Górak. Jednocześnie podkreślał, że zdobyty punkt przybliżył „GieKSę” do osiągnięcia celu, jaki zespół postawił sobie na ten sezon. Obecnie, po zwycięstwie Stomilu Olsztyn w Bielsku-Białej, katowiczanie mają 6 punktów przewagi nad strefą spadkową. Do zdobycia pozostaje 15 punktów, a na beniaminka czekają spotkania między innymi z Puszczą Niepołomice czy GKS-em Jastrzębie, a zatem bezpośrednimi rywalami z dolnej części tabeli. Kończące sezon starcia z Koroną Kielce oraz ŁKS-em Łódź, a zatem ekipami liczącymi się w walce o bezpośrednią promocję lub baraże, również nie będą należały do tych, po których katowiczanie mogliby się spodziewać awansu w tabeli.

Łatwego życia nie ma nowy trener GKS-u Tychy, Jarosław Zadylak, który przejął pałeczkę po Arturze Derbinie. Były już szkoleniowiec tyszan nie potrafił wygrzebać zespołu z kryzysu, w konsekwencji którego „Trójkolorowi” wyraźnie spadli w ligowej tabeli. – Jesteśmy bardzo zawiedzeni tym, że nie odnieśliśmy dzisiaj zwycięstwa. Nie udało nam się to, nie mieliśmy wielu argumentów, aby to spotkanie wygrać. Był to trzeci mecz z rzędu, w którym jaki pierwsi straciliśmy bramkę, co podcina skrzydła – mówił Zadylak po ostatnim gwizdku.

Niemoc do wygrywania ekipy z Tychów sięga 19 marca. Po dobrze rozpoczętej wiośnie nadszedł moment kryzysu, który rozpoczął się od porażki ze świetnie dysponowaną u siebie drużyną Chrobrego. Później było już tylko gorzej, choć tyski klub mierzył się z klasowymi rywalami. Nie każdemu dane jest wygrać w Łodzi, przy jednej z największych publiczności w pierwszej lidze, czy przeciwko Arce, która przez wiosnę mknie jak burza i zmierza w kierunku drugiego miejsca w tabeli. Zarząd GKS-u na czele z Leszkiem Bartnickim, który jeszcze na początku roku zaprzeczał pogłoskom o możliwym zwolnieniu Derbina, na zmianę zdecydował się po trzeciej porażce z rzędu przeciwko solidnym rywalom. Od tej pory tyszanie w trzech meczach zdobyli trzy punkty, remisując przeciwko zespołom o zdecydowanie mniejszym potencjale.

autor: Antoni Majewski

Przeczytaj również