Bukowa odczarowana po pewnym triumfie. Utrzymanie „GieKSy” niemal przyklepane

27.04.2022

Przy opustoszałej Bukowej doszło do starcia dwóch beniaminków, których sytuacja w tabeli była niemalże identyczna. Zdecydowanie więcej powodów do optymizmu po końcowym gwizdku mieli jednak piłkarze gospodarzy, którzy bardzo pewnie ograli częstochowską Skrę 3:0 i mogą z dużym spokojem przygotowywać się do walki w ścisłej końcówce sezonu.

Tomasz Kudala/PressFocus

Biorąc pod uwagę aktualny kształt pierwszoligowej tabeli i dorobek punktowy poszczególnych zespołów, można było początkowo mieć poczucie, że wynik środowego spotkania przy Bukowej nie powinien znacząco wpłynąć na losy zarówno gospodarzy, jak i przyjezdnych z Częstochowy. W końcu na pięć kolejek przed końcem sezonu, „GieKSa” oraz Skra miały nad czerwoną strefą po 6 oczek przewagi, mając w dodatku nad sobą bardziej niepewne swego ekipy z Sosnowca i Niepołomic. Jednak z czysto praktycznego punktu widzenia, ich bezpośredni pojedynek zawierał w sobie dość spory ciężar gatunkowy. W końcu ewentualny zwycięzca zyskałby dodatkowy i przy okazji bardzo cenny bufor bezpieczeństwa nad zagrożonymi spadkiem pozycjami. Przegrany zaś mimowolnie musiałby zacząć oglądać się za siebie i oczekiwać na to, jak w 30. kolejce odpowie podbudowany ostatnimi zwycięstwami Stomil.

Remis nie mógł więc w środowy wieczór kogokolwiek urządzać – tym bardziej, że oba beniaminki postawiły przed sobą cel przełamania swoich negatywnych pass. Podopieczni Rafała Góraka przegrali bowiem trzy ostatnie domowe starcia przy Bukowej, natomiast Skra zremisowała cztery swoje ostatnie starcia w stosunku 2:2 i wciąż czeka na premierowy komplet punktów w 2022 roku.

Wobec takiej serii podopieczni Jakuba Dziółki osunęli się w tabeli do jej dolnej połowy, choć przy okazji trzeba jednak przyznać, że w przeciwieństwie do rundy jesiennej, teraz „Skrzaki” prezentują dużo bardziej widowiskowy styl gry i tworzą naprawdę miłe dla oka widowiska. Widowiska, które zdecydowanie trzeba oglądać do ostatniego gwizdka sędziego, gdyż w pojedynkach z Widzewem oraz Odrą Opole Skra wyrównywała wynik niemal w ostatnich akcjach, natomiast w przypadku pojedynków z Górnikiem Polkowice i Chrobrym, omawiany zespół wypuszczał prowadzenie z rąk w 89. minucie.

W tym wszystkim szkoda, że środowa rywalizacja musiała zostać rozegrany bez udziału publiczności, co było reperkusją  surowej kary dla GKS-u za skandaliczne zachowanie kibiców podczas meczu z Widzewem. Przypomnijmy, że na początku kwietnia br. użyli oni niedozwolonej pirotechniki, demolowali trybuny oraz obrzucili racami sektor gości, a sędzia musiał na kilkanaście minut przerwać spotkanie. Przez to PZPN oraz wojewoda śląski doprowadzili do zamknięcia stadionu „GieKSy” do końca sezonu, a ponadto klub został ukarany karą finansową w wysokości 10 tysięcy złotych oraz półrocznym brakiem możliwości organizacji zorganizowanych wyjazdów dla kibiców.

Kibicom gospodarzy pozostało jedynie dopingowanie swoich ulubieńców zza płotu katowickiego stadionu, a po pierwszej części gry musieli odczuwać sporą satysfakcję z tego, jaki miała ona przebieg. Tuż przed zakończeniem inauguracyjnego kwadransa, na listę strzelców wpisał się najlepszy strzelec pierwszoligowca, Filip Szymczak, który wykorzystał dokładne dogranie z głębi pola i tym samym już po raz 9 w tym sezonie umieścił piłkę w bramce.

Jakby samą straconą bramką Skra nie utrudniła sobie sytuacji, tak ich los stał się jeszcze bardziej skomplikowany w 26. minucie. Wówczas Mateusz Kos sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Marko Roginicia i reakcja sędziego Opalińskiego mogła być tylko jedna. Przez to na placu gry musiał pojawić się rezerwowy Nikodem Sujecki, który tym samym zanotował pierwsze minuty od 8 sierpnia zeszłego roku. Poza jednak płaskim uderzeniem Grzegorza Rogali, sam młodzieżowiec do przerwy nie miał zbyt wiele pracy, mimo że optyczna przewaga „GieKSy” była dość widoczna, a podopieczni Rafała Góraka częściej przebywali na połowie rywala.

Nadzieją na bardzo zacięte drugie 45 minut można było za to pokładać w tym, że pod sam koniec połowy Skra postanowiła się przebudzić i przeprowadzić mały ofensywny zryw, który wywołał w obozie rywala niemałe spustoszenie. Po zmianie stron obraz gry wrócił jednak do stanu pierwotnego, a szczególną chrapkę na podwyższenia miał bardzo aktywny tego dnia Adrian Błąd, który w trakcie 15 minut aż trzykrotnie postanowił przetestować czujność defensywy Skry. Jedna z jego prób zatrzymała się nawet na poprzeczce, gdy po przebitce piłki i dopadnięciu do niej na linii 16 metra, skrzydłowy zdecydował się na mocny i niesygnalizowany strzał. Co jednak nie udało się weteranowi w składzie „GieKSy”, padło łupem niezawodnego Szymczaka, który podwyższył wynik rywalizacji za sprawą swojej celnej próby z ostrego kąta. Z kolei dzieła zniszczenia dopełnił po bardzo szybkiej oraz składnej kontrze rezerwowy Jakub Karbownik, otwierając tym samym swój bramkowy dorobek na szczeblu Fortuna 1. Ligi.

Po końcowym gwizdku katowiczanie mogli odczuwać o tyle zwiększoną satysfakcję, że poza odniesieniem pierwszego domowego zwycięstwa od 6 listopada zeszłego roku, podopieczni Rafała Góraka są już niemal pewni pierwszoligowego bytu na kolejny sezon. W końcu na cztery kolejki do końca i tuż przed czwartkowym spotkaniem Stomilu z GKS-em Tychy, przewaga beniaminka nad strefą zagrożoną wynosi bowiem aż dziewięć oczek. Jak również słusznie zauważył trener Górak na pomeczowej konferencji prasowej, „GieKSa” pod jego wodzą zanotowała pierwsze w tym sezonie zwycięstwo więcej niż jednym golem. – Mieliśmy kontrolę nad całym spotkaniem – słusznie zauważył po końcowym gwizdku autor dubletu, Filip Szymczak.

A jak boiskowe wydarzenia skomentował Jakub Dziółka, mający co oczywiste zdecydowanie mniej powodów do optymizmu? - Przyjechaliśmy tutaj po zwycięstwo, ale czerwona kartka spowodowała, że mieliśmy utrudnione zadanie. Odebraliśmy sobie tym sporo szans i nie mogliśmy odpowiednio zareagować na straconego gola. Ale do końca mamy jeszcze cztery mecze i mogę zapewnić, że Skra się nie podda – przyznał trener zespołu, którego mental z pewnością załamał się po utracie gola na 2:0. Częstochowianie muszą jednak bardzo szybko się podnieść, by uniknąć zbędnej nerwówki w ostatnich spotkaniach sezonu. 

autor: Piotr Porębski

Przeczytaj również