Komentarz: Optymista bez praktyki życiowej na ławce Górnika. Oby się nie zmieniał!

26.06.2022

Jeżeli ktoś chce zobaczyć przeciwieństwo Jana Urbana z ostatniego sezonu, to powinien swój wzrok skierować na miejsce, gdzie jeszcze do niedawna właśnie Urban pracował. Górnik Zabrze zatrudnił Bartoscha Gaula, trenera, który – przynajmniej w kwestii wizerunku – jest sporym kontrastem dla swojego poprzednika.

Tomasz Kudala/PressFocus

Bartosch Gaul na premierowej konferencji nazwał siebie romantykiem piłki nożnej. I ten romantyzm, pasja, pozytywna energia – bije od niego na każdym kroku. Nie podejrzewamy, by była to wyrafinowana gra młodego trenera. Mówimy po prostu o szkoleniowcu, który dostaje swoją pierwszą szansę w seniorskim futbolu, w tak wielkim klubie jak Górnik Zabrze. Trudno nie cieszyć się z okazji, która może być życiową.

Ale ta pasja, energia, pozytywny klimat to miała być jedna z przyczyn, dla których dzisiaj w Zabrzu nie ma już Jana Urbana. Bo przyjęło się, że to jeden z najporządniejszych trenerów, życzliwy i niemal zawsze uśmiechnięty. W Zabrzu jednak – może zwłaszcza w ratuszu miejskim – kojarzą chyba głównie jego narzekania. To też paradoks, ja bym kojarzył jednak głównie wynik sportowy ponad stan. Ale włodarzom miejskim najbardziej zapadły apele o dyrektora sportowego, transfery, o pewne niedogodności związane ze zwykłą codziennością klubową. Wypowiadane czy to publicznie, czy też w kuluarach.

Ktoś może to traktować jako w pewnym sensie podnoszenie standardów w Górniku. Bo skoro zabrzanie bez należytych transferów, bez wsparcia w osobie dyrektora sportowego i ciągani cały czas małymi problemami zajęli na koniec sezonu ósme miejsce, to trzeba zadać sobie pytanie, gdzie byliby, gdyby ta maszyna funkcjonowała jeszcze sprawniej. Tego chciał Urban.

Ale chyba tego pytania nikt nie chciał sobie zadać. Karuzela trenerska daje tyle możliwości, że dzisiaj można zmieniać do woli. Pełne prawo. Momentami kosztowne, ale prawo. Niesmak budzi jedynie sposób rozstania. Bo podobizna Jana Urbana pod dachem zabrzańskiego stadionu nie znalazła się przypadkowo, nie dlatego, że było tam wolne miejsce.

Kiedyś Julian Tuwim powiedział (sprawdziłem, kto był autorem tych słów, warto pamiętać!), że pesymista to optymista, ale z praktyką życiową. Może stąd ta delikatna różnica w podejściu Jana Urbana i Bartoscha Gaula. Nie zmienia to jednak faktu, że nowy trener zabrzan jest w stanie wśród kibiców Górnika uleczyć rany po rozstaniu z poprzednikiem. I tym jak mówi, co mówi, z jaką pozytywną energią podchodzi do każdego zadania. Ale nie tylko w kwestii medialno – wizerunkowej ta zmiana będzie widoczna.

Dzisiaj dla trenera Gaula praca w Zabrzu, to jak wyjście na imprezę z jedną z ładniejszych uczennic w szkole średniej. Może opuściła się ona w ostatnim czasie w nauce, ale przyznajmy szczerze, wśród rówieśników i kolegów nie to się liczy, a po latach kompletnie nie będzie to już miało znaczenia. - Cieszyłem się, że zgłosił się klub z taką tradycją. Czuć, że ludzie w regionie żyją Górnikiem. To dla mnie bardzo ważne – mówi nowy trener zabrzan, który kontrakt z Górnikiem podpisał na dwa lata.

W pierwszych rozmowach z nowym trenerem Górnika trzeba zwrócić uwagę na dbałość na detale. Powiedział o tym prezes Arkadiusz Szymanek, gdy trener na pierwsze spotkanie przyszedł z zapisanym zeszytem i z głową pełną pomysłów. To jak bardzo dobrze radzi sobie z językiem polski, z którym przecież na co dzień nie miał do czynienia, również jest pewnym wyznacznikiem. - Może jednak będzie trochę do śmiechu na niektórych konferencjach – przyznaje szkoleniowiec, który kontakt z Polską miał głównie podczas wakacji lub odwiedzin u bliskich.

Obecny Górnik chyba potrzebował szkoleniowca, który w żaden sposób nie jest skażony zabrzańskim „powietrzem”. A wręcz przeciwnie – nawet w minusach dzisiaj znajduje plusy. - Dla mnie nie ma Górnika bez akademii. Nie jestem fanem sprowadzania nowych zawodników, skoro mamy dobrą akademię na miejscu – mówił podczas pierwszej konferencji, chwaląc w tej kwestii potencjał zabrzańskiej młodzieży. - Chociaż o wzmocnieniach będziemy rozmawiać. W ekstraklasie potrzebna jest mieszanka. Ale tych zmian dużo nie potrzeba – zastrzega. Do Polski Gaul przyjechał sam, chce się poświęcić wyłącznie pracy trenerskiej. - Mam nadzieję, że jednak będę miał okazję zwiedzić Zabrze, kopalnie, bo to tereny podobne do Zagłębia Ruhry, gdzie przez lata pracowałem – uśmiecha się. To ważna rzecz, bo ostatnio w okolicach Roosevelta ludzi uśmiechających się szczerze było nad wyraz mało.

autor: TD

Przeczytaj również