Awantura o Mandrysza. Trwa przeciąganie liny przy Bukowej

03.09.2018
W lipcu bieżącego roku przedłużył kontrakt z GKS-em Katowice, wcześniej został uhonorowany przez prezydenta Marcina Krupę tytułem sportowej nadziei miasta. U progu nowych rozgrywek popadł jednak w spory konflikt ze swoim pracodawcą. Czy jesień dla Pawła Mandrysza jest jeszcze do uratowania?
Rafał Rusek/Press Focus
Paweł Mandrysz, wówczas niespełna 19-letni pomocnik, trafił na Bukową latem 2016 roku z ROW-u Rybnik. Skrzydłowy uchodził w regionie za spory talent, a jego sprowadzenie do Katowic rozpatrywano w kategoriach sukcesu. - Cieszymy się, że trafił do nas utalentowany zawodnik, który pochodzi ze Śląska. Bardzo nam na tym zależało, bo to znakomicie wpasowuje się w naszą strategię. Paweł to bardzo zdolny piłkarz. Choć jest jeszcze młody, to z pewnością już teraz powalczy o miejsce w wyjściowej jedenastce - mówił ówczesny dyrektor sportowy klubu, Dariusz Motała.

Transfer z Rybnika faktycznie zdawał się strzałem w dziesiątkę. Młokos regularnie wychodził w wyjściowym składzie ekipy trenera Jerzego Brzęczka, przetrwał kadrowe zmiany po zakończonej fiaskiem batalii o awans do Ekstraklasy, a jesienią 2017 - już pod szkoleniowym okiem swojego ojca - wyróżniał się na tle mizernie punktujących katowiczan. Niezła forma zaowocowała powołaniami do polskiej młodzieżówki, w której w ciągu niespełna 3 miesięcy zagrał pięć spotkań.

Sytuacja zaczęła się komplikować po zmianie na stanowisku pierwszego trenera drużyny. W miejsce Piotra Mandrysza pojawił się Jacek Paszulewicz. Zimą Mandryszowi juniorowi przyplątywały się drobne kontuzje, które nie pomogły w wywalczeniu miejsca w "jedenastce" u nowego szkoleniowca. Wiosną grywał sporadycznie, nie zachwycał, a do wyjściowej jedenastki wrócił dopiero w maju, gdy atmosfera w drużynie i wokół niej gęstniała na dobre wobec kolejnej nieudanej próby szturmu Ekstraklasy.

Mimo ogromnej, kadrowej rewolucji w Katowicach Paweł Mandrysz latem przedłużył umowę ze swoim pracodawcą. Okazuje się, że właśnie wtedy rozpoczął się... konflikt na linii klub - zawodnik. Piłkarz u progu nowych rozgrywek kompletnie nie mieścił się w koncepcji trenera Paszulewicza. Ani razu nie znalazł się w kadrze meczowej i - jak donosił w niedzielę "Dziennik Sport" - zamierza rozwiązać umowę z winy klubu. Cytowany w "Sporcie" ojciec zawodnika przekonuje bowiem, że katowiczanie do samego końca transferowego okienka nie zgłaszając jego syna do I-ligowych rozgrywek, złamali związkowe przepisy.

W poniedziałek do całej sprawy odnieśli się przy Bukowej. Słowami dyrektora sportowego, Tadeusza Bartnika, na oficjalnej stronie klubu wyartykułowano kilka argumentów na obronę postępowania klubu. Wynika z nich, że "GieKSa" złożyła P. Mandryszowi propozycję przedłużenia umowy, by zagwarantować sobie prawo do stosownego ekwiwalentu na wypadek jego odejścia z klubu. - Jednocześnie przekazaliśmy przedstawicielowi Pawła Mandrysza oraz samemu zawodnikowi, że chcemy go wypożyczyć bezpłatnie do innego klubu po to, by mógł się on sportowo rozwijać. Planowaliśmy, by po okresie wypożyczenia powrócił on do naszego Klubu jako zawodnik o większej wartości sportowej - oświadcza Bartnik.
 
Piłkarz miał zaakceptować całą sytuację, był nawet zdecydowany na czasowe przenosiny do chorzowskiego Ruchu. Później - wobec narastającego konfliktu - wynegocjowano ponoć rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. - Paweł Mandrysz zapewnił nas, że podpisze dokument, ale chce to zrobić w obecności ojca. Daliśmy czas zawodnikowi do podpisania porozumienia do dnia 31 sierpnia. Nie otrzymanie od zawodnika podpisanego dokumentu wiązało się z tym, że dnia następnego zgłosiliśmy zawodnika do rozgrywek ligowych, a w niedzielę wystąpił w meczu drugiej drużyny seniorów wraz z sześcioma innymi zawodnikami pierwszej drużyny seniorów - zaznacza w oficjalnym komunikacie dyrektor Bartnik dodając, że wcześniej nie zgłaszano piłkarza do rozgrywek na wyraźną sugestię jego przedstawiciela.

Póki co obie strony tylko tracą na całym sporze. Utalentowany bez wątpienia piłkarz może w praktyce zmarnować pół roku piłkarskiego rozwoju, "GieKSa" będzie mieć z kolei na utrzymaniu gracza, z którego nie zamierza korzystać i którego rynkowa wartość przez całe zamieszanie spada. O tym kto w spornej sytuacji ma rację, a kto w całej sprawie "kiwał" przeciwnika, najprawdopodobniej będzie musiał rozstrzygnąć PZPN. 
źródło: SportSlaski.pl/GKS Katowice
autor: ŁM

Przeczytaj również