Walka totalna. Jak "GieKSa" awansowała do elity

31.10.2018

Ponad 18 lat temu kibice i piłkarze GKS Katowice cieszyli się z ostatniego awansu do ekstraklasy. Sezon 1999/2000 był niezapomniany z kilku powodów, bowiem w tamtym czasie postanowiono połączyć dwie grupy ówczesnej II ligi w jedną i na przełomie wieku na zapleczu ekstraklasy zagrały aż 24 drużyny, co spowodowało, że każdy zespół musiał zagrać aż 46 spotkań ligowych. Morderczy pojedynek trwał również poza boiskiem...

 

Monografia sekcji piłkarskiej GKS Katowice. Tom III

Na łamach „Monografii sekcji piłkarskiej GKS Katowice” Piotr Dziurowicz dokładnie wyjaśniał zakulisowe działania klubowych działaczy, którzy bezpardonowo walczyli z bezpośrednimi rywalami do awansu: - Najpierw, jeszcze jesienią, zaczęło się z Bełchatowem, co było wynikiem znajomości ojca z prezesem Drobniewskim. Ale w pewnym momencie okazało się, że Bełchatów robił po swojemu co innego. W połowie rundy rewanżowej skończyły im się pieniądze i odpadli z rywalizacji. Wtedy też panowie z Łęcznej przyjeżdżali do nas po nauki. Ale niestety Łęczna zaczęła już kręcić po swojemu. Zorientowaliśmy się, że oni jedno mówią, a co innego robią i grają przeciwko nam dając „podpórki” innym drużynom. No i wtedy zwróciliśmy się do Śląska. Ze Śląskiem umówiliśmy się, że my załatwiamy piłkarzy innych drużyn, oni sędziów a kosztami dzielimy się po pół.

Do jednego z kluczowych pojedynków tamtego sezonu doszło w 40. kolejce, kiedy na Bukową przyjechał właśnie Górnik Łęczna. Goście w poprzedniej kolejce po remisie u siebie z Jeziorakiem spadli z drugiego (premiowanego) miejsca na trzecie. Wiceliderem został Śląsk, mający stratę jednego punktu do prowadzącej GieKSy.

Jak ważne to było starcie świadczył fakt, że katowiczanie dwa dni przed meczem zostali skoszarowani w ośrodku na Ceglanej. - W zespole jest pełna mobilizacja i koncentracja – mówił Marek Świerczewski.– Będziemy się starali wygrać i odskoczyć na bezpieczną odległość. W Łęcznej sędzia Henryk Pawiłowski nie pozwolił nam wygrać. Mam nadzieję, że teraz będzie inaczej - zapowiadał zawodnik GKS-u. Grano więc na serio i mecz nie zawiódł - licznej jak na tamte czasy - 5-tysięcznej widowni (rekord frekwencji 7000 padł w meczu GKS z Ślaskiem 11 dni później).

To było najlepsze widowisko, jakie zafundowano kibicom na Bukowej w tym sezonie.”- pisał red. Dariusz Leśnikowski na łamach katowickiego „Sportu”. Inicjatywę praktycznie przez cały mecz mieli podopieczni trenera Kowalskiego. Niestety gospodarze, wspaniale dopingowani przez swoich kibiców, prześcigali się w marnowaniu podbramkowych sytuacji. Trzykrotnie sytuacji sam na sam z bramkarzem gości nie wykorzystał Kubisz. Nie gorsi od Kubisza byli również Świerczewski i Oberaj, którzy również zmarnowali „setki”. Dwukrotnie po strzałach Oberaja i Dudka piłkę przed linią bramkową zatrzymywali obrońcy gości. Wreszcie w 48. minucie szczęście uśmiechnęło się do GKS-u. Piłka po strzale Andruszczaka trafiła w poprzeczkę, po czym spadła na czwarty metr, gdzie czekał Grzegorz Oberaj. 21-latek z Szopienic ku wielkiej radości gospodarzy skierował piłkę do siatki i Bukowa eksplodowała.

Chłopcy zagrali bojaźliwie, dali się zepchnąć do obrony, choć z drugiej strony, gdybyśmy podjęli walkę na warunkach zaproponowanych przez Katowice, pewnie skończylibyśmy spotkanie w siódemkę. Mam tu na myśli pracę sędziego, który w I połowie parę razy pozwolił gospodarzom na ostre wejścia w moich chłopaków. - mówił na konferencji trener gości Władysław Łach.

- Zupełnie nie rozumiem sugestii o pracy sędziego – odpowiadał drugi trener GKS Janusz Małek. - 1:0 to najniższy wymiar kary, jaka mogła spotkać dziś Górnika. Nasi chłopcy wznieśli się na wyżyny swych umiejętności i udowodnili niedowiarkom, że nieprzypadkowo są liderem. Po tym zwycięstwie pewnie zmierzamy już ku I lidze.

Ostatecznie GKS w ostatniej kolejce dał się wyprzedzić Śląskowi Wrocław i z dorobkiem aż 102 punków zajął drugie miejsce. To nie miało już większego znaczenia. Najważniejsze było wtedy, że oba klubu mogły świętować awans. Łęcznianie zakończyli rozgrywki na trzeciej pozycji tracąc do katowiczan pięć „oczek”.


Radość kibiców GKS-u Katowice po awansie do Ekstraklasy (fot. Monografia Sekcji Piłkarskiej GKS Katowice. Tom III)


GKS Katowice - Górnik Łęczna 1:0 (0:0)
1:0 - Grzegorz Oberaj 48'

GKS Katowice: Tkocz - Szala, Świerczewski, Szymczyk, Muszalik (89.Kowalczyk), Widuch, Dudek, Kubisz, Andruszczak (83.Matloch), Oberaj (66.Bała), Bojarski. Trener: Paweł Kowalski.

Górnik: Mańka - Czarnecki (83.Sobczak), Kowalski, Różański, Koniarczyk (67.Jaroszyński), Jarzynka, Ożóg, Bugała, Nazaruk (66.Kozubek), Cetnarowicz, Feliksiak. Trener: Władysław Łach

Sędzia: Słupik (Tarnów)
Żółte kartki: Szala, Oberaj, Andruszczak (GKS), Różański, Feliksiak (Górnik)
Widzów: 5000.

źródło: Monografia sekcji piłkarskiej GKS Katowice. Tom III.
autor: Tomasz Pikul

Przeczytaj również