Rekordowe tłumy na peryferiach wielkiej piłki

26.04.2017
Sezon 2005/2006 w grupie I czwartej ligi śląskiej był wyjątkowy z powodu dokooptowania do niej katowickiej GieKSy. Dzięki uporowi kibiców klub nie upadł całkowicie po bankructwie spółki prowadzonej przez Piotra Dziurowicza. To, co działo się na meczach "GieKSy" na peryferiach dużej piłki do dziś jest wspominane nie tylko przy Bukowej. 
Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystkim był w smak fakt, że GKS Katowice nie zacznie "nowego rozdania" od B klasy. Poza Śląskim ZPN, był także silny opór wśród niektórych czwartoligowców, m.in. właśnie w Tychach. Trudno się jednak dziwić. Tyszanie mieli ambicje awansu do III ligi, a obecność sławnego rywala z Katowic plany te mocno komplikowała.

Po 10 kolejkach ekipa z Bukowej była liderem, mając punkt przewagi nad  Włodarem-Domex Częstochowa i trzy nad GKS Tychy. Katowiczanie mieli w dodatku rozegrane jedno spotkanie mniej. Pojedynek obu GKS-ów wyrastał więc na mecz sezonu w IV lidze śląskiej. Już parę dni przed meczem do organizatorów dochodziły słuchy, że derby cieszą się rekordowym zainteresowaniem. Nic w tym dziwnego, bo nie licząc krótkiego epizodu Sokoła Tychy, to od poprzedniego pojedynku GKS Katowice z GKS Tychy minęły ponad 23 lata! Przedmeczowe ciśnienie udzieliło się nie tylko kibicom, ale i piłkarzom. Tyszanie - zgodnie z regulaminem - zażyczyli sobie dzień przed meczem treningu na Bukowej w porze  meczu! Katowiczanie musieli więc się zgodzić i odpalić jupitery, by podopieczni byłego GieKSiarza Dariusza Grzesika mogli przyzwyczaić się do gry przy sztucznym oświetleniu. Dla SSK GKS Katowice „GieKSa”, które dopiero przejęło klub, był to niemały wydatek, a za włączenie jupiterów w trakcie meczu pieniądze wyłożył anonimowy sponsor.

Opłaciło się, bo na Bukowej pojawiło się nieoficjalnie 10 000 kibiców (dlaczego nieoficjalnie o tym później), w tym ok. 1400 fanów gości. W tamtym czasie było to najprawdopodobniej rekordem wszech czasów w polskiej czwartej lidze. Warto w tym miejscu wspomnieć, że podczas tego weekendu tylko na jednym stadionie w Polsce poza Bukową pojawiło się ponad 10 000 kibiców (rekord sezonu 26 000 widzów na meczu ekstraklasy Lech Poznań – Legia Warszawa!). Rozgrywane niemal równolegle drugoligowe derby Łodzi pomiędzy walczącymi o powrót do elity Widzewem a ŁKS zgromadził na stadionie przy al. Piłsudskiego „tylko” 8000 fanów. Natomiast w Europie na czwartym poziomie rozgrywkowym tego weekendu więcej widzów pojawiło się tylko na meczach: Napoli – Juve Stabia (28 386),  FC St. Pauli - Carl Zeiss Jena (15 749) oraz  Rot-Weiss Essen - VfL Osnabrück (10 300)!
 
Na szczęście katowiccy i tyscy piłkarze dostosowali się do poziomu trybun i na boisku działo się również wiele ciekawego. Wynik w 15. minucie otworzył Damian Mielnik , a w 52. min. po zagraniu Roberta Sierki Sebastian Gielza podwyższył na 2:0. Za chwilę do „akcji” wkroczyli pseudokibice i mecz został przerwany na kilkanaście minut. To wybiło z rytmu podopiecznych trenera Lechosława Olszy, i w 87. minucie Michał Słonina zdobył kontaktowego gola. Bramka ta jednak bardziej zmobilizowała... gospodarzy. Gdy od rozpoczęcia spotkania minęło już 100 minut Jaromin z 16 metrów strzelił w samo okienko, a trzy minuty później wynik na 4:1 ustalił niezawodny Gielza. - Jeszcze czegoś takiego nie przeżyłem - komentował później, mając na myśli otoczkę meczu. - Każdemu piłkarzowi życzyłbym występu przy tak licznej publiczności. To było coś wspaniałego. Nie wiem, kiedy przyjdzie mi znowu zagrać w takim spotkaniu - potwierdzał również kapitan gości, Łukasz Kopczyk

 
Wszyscy podziwiali i zachwycali się atmosferą i niesamowitą frekwencją na Bukowej. Wszyscy poza... policją. W poniedziałek rano w Komendzie Miejskiej musiał stawić się prezes Jan Furtok, by wytłumaczyć się z zajść, które doprowadziły do przerwania meczu, oraz z faktu... pełnych trybun. Problem polegał bowiem na tym, że GieKSa przed sezonem otrzymała pozwolenie na organizowanie meczów przy publiczności do 3500 widzów. W związku z tym policjanci przygotowali wniosek do wojewody śląskiego o wprowadzenie zakazu organizowania do końca rundy jesiennej imprez masowych na stadionie przy ulicy Bukowej. Na szczęście do realizacji tego karkołomnego pomysłu nie doszło i katowiccy fani mogli nadal - w imponujących jak na IV ligę liczbach - wspomagać swoją drużynę w drodze do III ligi.

1 października 2005, Katowice, 11 kolejka IV ligi (grupa 1) 2005/06
 
GKS Katowice – GKS Tychy 4:1 (1:0)
1:0 - Damian Mielnik 15'
2:0 - Sebastian Gielza 52'
2:1 - Michał Słonina 72'
3:1 - Hubert Jaromin 85'
4:1 - Sebastian Gielza 88'
 
GKS Katowice: Grychtoł - Kasprzyk, Polczak, Zioło, Jaromin, Wijas (67' Sroka), Gawełczyk (77' Ogierman), Sierka (89' Lasek), Mielnik, Pasko (83' Szczurek), Gielza. Trener: Lechosław Olsza
 
GKS Tychy: Soldak - Kopczyk, Piszczek, Odrobiński, Miły, Krzycki (82' Charęza), Wolak (54' Buturla), Słonina, Maławy (65' Gad), Kuzak, Myszor (65' Pawłowicz). Trener: Dariusz Grzesik.

Sędzia: Pietraszewski (Bytom)
Żółte kartki: Kasprzyk, Wijas (GKS) - Szwedo, Dębski, Jaskuła, Watola (Śląsk) 
Widzów: ok 10 000

autor: Tomasz Pikul

Przeczytaj również