Czarny sen o Warszawie. Cztery gole, dwa swojaki

09.04.2019

Niemal dokładnie 19 lat temu pomiędzy Ruchem Chorzów a Polonią Warszawa rozgrywały się losy mistrzowskiego tytułu za sezon 1999/2000. Sporą rolę dla ostatecznych rozstrzygnięć miał emocjonujący mecz między obiema drużynami przy Cichej.

Dobiegała właśnie końca pierwsza od lat 40-tych dekada, w trakcie której Ruch Chorzów ani razu nie sięgnął po mistrzowski tytuł. Okazja na jego zdobycie pojawiła się niespodziewanie. Jeszcze rok wcześniej "Niebiescy", wówczas pod wodzą Oresta Lenczyka, drżeli raczej o utrzymanie ligowego bytu, nie mając w głowach bardziej ambitnych celów. Po kilku miesiącach Edward Lorens zbudował ekipę, która w pierwszej rundzie sezonu 99-2000 okazała się prawdziwym objawieniem. Chorzowianie zostali mistrzami jesieni, przegrali w lidze tylko raz i zimą mogli poważnie myśleć o mistrzostwie. - Mieliśmy wtedy super paczkę. Trzymaliśmy się wszyscy razem. Żadnych rozłamów, żadnych kłótni. Trener Lorens stworzył ciekawą grupę, jego sposób prowadzenia treningów też nam odpowiadał. Przede wszystkim fizycznie wszyscy wyglądali bardzo dobrze - wspomina po latach Marcin Baszczyński, wówczas zaledwie 22-letni, choć już z bagażem stu ekstraklasowych spotkań obrońca.

Ruch imponował tym bardziej, że był drużyną młodą, zbudowaną na wychowankach i graczach, którzy po niepowodzeniach w innych klubach mieli coś do udowodnienia. "Baszczu" to tylko jeden z przykładów. Podobnym doświadczeniem mógł się pochwalić rówieśnik jego rówieśnik, Łukasz Surma, swoje w piłce widzieli do tamtego czasu także urodzeni w tym samym, 1977 roku Piotr Włodarczyk i Jakub Wierzchowski, czy niewiele od nich starsi Mariusz Masternak i Sławomir Paluch.

Wiosną Ruch, choć wzmocniony m.in. wracającym z Legii Warszawa Mariuszem Śrutwą, grał już nierówno. Obok inauguracyjnej wygranej z Petro Płock, wymęczonych trzech punktów z Ruchem Radzionków, czy pewnej wygranej w Grodzisku Wielkopolskim przytrafiła mu się wpadka z Widzewem, czy remisy z Pogonią i Stomilem. Potknięcia chorzowian wykorzystała prowadzona przez Dariusza Wdowczyka Polonia Warszawa, która wygrała do tego czasu wszystkie sześć wiosennych spotkań, nie tracąc przy tym nawet gola. - Trzeba podziwiać i doceniać klasę rywala. Jaka jest na niego recepta? Wykorzystywać sytuacje, które się wytwarza i grać konsekwentnie w obronie, z taką asekuracją, by nie dopuszczać napastników Polonii do sytuacji podbramkowych - mówił przed starciem obu ekip Edward Lorens.

"Niebiescy", według obserwatorów na oczach ok. 10 tysięcy widzów (oficjalna liczba podane przez Ruch to zaledwie 6 tysięcy) podejmowali "Czarne Koszule" w 22. kolejce spotkań. Warszawianie byli już liderem i mieli 5 oczek przewagi nad drużyną z Cichej, ale w Chorzowie wiedzieli, że wygrana pozwoli na powrót do śmiałych marzeń o "15 gwiazdce".  -  Gdyby Ruch wygrał, byłaby to duża sprawa - wierzył Gerard Cieślik, który kilka miesięcy wcześniej w Pałacu Prezydenckim z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego odebrał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

Mecz był naprawdę niezły, godny stawki o którą rywalizowały oba zespoły. "Niebiescy" piłkę do siatki kierowali czterokrotnie, problem w tym, że dwa razy zdarzyło im się wpakować futbolówkę do tej niewłaściwej. W kapitalnej formie był Krzysztof Bizacki, który w tym samym roku - w styczniu i w marcu - rozegrał swoje jedyne mecze w reprezentacji Polski. Reprezentacji prowadzonej przez Jerzego Engela. Tu ciekawostka - Engel posadę selekcjonera objął w styczniu, rozstając się z Polonią, którą jesienią prowadził w tandemie z Wdowczykiem.

"Bizak" dwa razy dawał "Niebieskim" prowadzenie. Najpierw przyjął piłkę odwrócony tyłem do bramki rywala, po czym z półobrotu, lewą nogą pokonał Mariusza Liberdę. Za drugim razem wpisał się na listę strzelców wieńcząc próby Sławomira Palucha i Mariusza Śrutwy. Po drugiej stronie groźny był zwłaszcza Arkadiusz Bąk. Najpierw potężnie uderzona przez niego z wolnego piłka o centymetry minęła słupek bramki Wierzchowskiego, później w podobnej odległości potoczyła się gdy napastnik stołecznych zamykał dośrodkowanie Tomasza Kiełbowicza. Golkipera "Niebieskich" tego dnia zaskakiwali jednak wyłącznie jego obrońcy. Tomasz Szuflita wbił piłkę do swojej bramki po zagraniu Emanuela Olisadebe, potem jego wyczyn powtórzył Baszczyński, niefortunnie interweniując głową po strzale Kiełbowicza ze stałego fragmentu. - Trzeba strzelić bramkę, żeby wygrać, ale sobie już więcej nie strzelać - starał się o uśmiech trener Edward Lorens, szykując zespół do drugiej połowy.

Po zmianie stron więcej było twardej, męskiej gry, niż dobrego futbolu. - Angielski styl - nazwał to Gerard Cieślik, choć media w trakcie sezonu dosadniej nazywały metody preferowane przez polonistów. Niewiele jednak brakowało, by w końcówce o losach meczu - a kto wie, może i tytułu - przesądził Bizacki. Najpierw popsuł strzał po kapitalnej, indywidualnej akcji, potem pomylił się o centymetry, mijając po drodze trzech obrońców "Czarnych Koszul". W doliczonym czasie niewysoki napastnik próbował zaskoczyć Liberdę uderzeniem z rzutu wolnego, ale bramkarz Polonii zachował zimną krew. Zimnej krwi zabrakło za to Szuflicie, który w końcówce za faul na Bąku obejrzał drugą żółtą kartkę, przez co Ruch kończył mecz w "dziesiątkę".

- Dobrze graliśmy, efektownie. Moje samobójcze trafienie było przypadkowe. Rzut wolny, rykoszet, bo piłka niefortunnie się odbiła. Wszyscy byliśmy potwornie zmotywowani. Gol Tomka Szuflity też wynikał z tego, że każdy chciał bronić i chronić naszą bramkę. Jak dołoży się za dużo ambicji, to takie rzeczy potem wychodzą - stara się odtworzyć w pamięci mecz sprzed 19 lat Baszczyński. Rudzianin po tamtym sezonie przeniósł się do przeobrażającej się właśnie w ligową potęgę Wisły Kraków, z którą 6-krotnie sięgał po prymat. Ruch na swój tytuł jak czekał, tak czeka do dziś...

8 kwietnia 2000, Chorzów, 22 kolejka Ekstraklasy
Ruch Chorzów - Polonia Warszawa 2:2 (2:2)
1:0 - Krzysztof Bizacki 24'
1:1 - Tomasz Szuflita 34'-sam
2:1 - Krzysztof Bizacki 37'
2:2 - Marcin Baszczyński 41'-sam

Ruch: Wierzchowski - Baszczyński, Masternak, Szuflita, Mizia (62' Włodarczyk) - Paluch, Surma, Jamróz, Górski - Śrutwa (62' Folga), Bizacki. Trener: Edward Lorens.

Polonia: Liberda - Ciesielski, Kaliszan (60' Dziewicki), Paszulewicz (60' Boldt), Kiełbowicz - Pawlak, Ekwueme, Gołaszewski (90' Bartczak) - Bykowski, Olisadebe, Bąk. Trener: Dariusz Wdowczyk.

Sędzia: Zbigniew Marczyk (Piła)
Żółte kartki: Szuflita (Ruch), Pawlak (Polonia)
Czerwona kartka: Szuflita 89' (Ruch, za dwie żółte)
Widzów: 6 021

autor: Łukasz Michalski

Przeczytaj również