Co za derby! Chcemy więcej takich meczów przy Bukowej

26.09.2018
Kilka dni temu minęło 10 lat od jednego z najbardziej emocjonujących meczów Pucharu Polski w naszym regionie w ostatnim czasie. W debiucie Adama Nawałki w roli trenera GieKSy Górnik Zabrze po świetnym widowisku ograł GKS Katowice po dogrywce.
Łukasz Laskowski/Press Focus
Spotkanie zapowiadało się bardzo atrakcyjnie nie tylko z powodu, że to śląskie derby. W Zabrzu nieco ponad tydzień wcześniej trenerem został Henryk Kasperczak, a przy Bukowej właśnie co zatrudnili Adama Nawałkę, dla którego był to debiut w nowej roli. Na boisku Jacek Gorczyca, Grażvydas Mikulenas i Łukasz Janoszka z jednej strony oraz Tomasz Hajto, Michał Pazdan i Jerzy Brzęczek z drugiej. Było to więc spotkanie... przyszłych selekcjonerów reprezentacji Polski.

GKS w tamtych czasach był niezbyt mocny kadrowo, ale cechowała go ambicja i walka o każdy centymetr boiska, co doceniali kibice. GieKSa mogła przegrać, ale było wiadomo, że nie odpuści. Miało to wpływ na poziom widowiska z mimo wszystko lepszym kadrowo Górnikiem, który spadał w tamtym sezonie z ekstraklasy.

Walka na murawie - spokój na trybunach. Był to moment zawiązywania się przyjaźni między fanami GKS-u i Górnika, którzy stworzyli świetną atmosferę. Flagi, race, pirotechnika dookoła murawy i... jeszcze stara, wręcz legendarna trybuna gości, która wypełniła się kibicami z Zabrza. Miejscowi przygotowali transparent, w którym przyznali, że zazdroszczą zabrzanom... sportowej pani prezydent. Już wtedy sympatykom ekipy z Bukowej marzył się nowym stadion. Minęło 10 lat - obiekt został od tego czasu jedynie przypudrowany.

Jako pierwsi prowadzenie objęli gospodarze po trafieniu Piotra Plewni, ale kilkanaście minut później to goście prowadzili, po dwóch golach Piotra Madejskiego, który był największym bohaterem Śląskiego Klasyku. Piękne było zwłaszcza drugie trafienie - bezpośrednio z rzutu wolnego, w "okienko" bramki Gorczycy. Goście jednak na przerwę nie schodzili prowadząc, bo do wyrównania doprowadził Bartosz Iwan - przyszły gracz 14-krotnego mistrza Polski.

Zabrzanie ponownie wyszli na prowadzenie po główce Marcina Wodeckiego, ale na kilka minut przed końcem emocje przedłużył świetnym uderzeniem z lewej nogi Krzysztof Markowski i do rozstrzygnięcia losów spotkania potrzebna była dogrywka. To nie była dobra informacja, ponieważ... przy Bukowej nie było jeszcze oświetlenia. Kibice żartowali, że gdyby tak doszło do rzutów karnych, piłkarzom będą potrzebne "czołówki"...

Praktycznie każda dogrywka w dzisiejszych czasach to wręcz strata czasu. Piłkarze grają na stojąco, bo nie mają sił lub też nie chcą ryzykować utraty bramki i czekają na rzuty karne. W Katowicach było odwrotnie. Obie drużyny atakowały, nie było mowy o grze na "Stojanowa". Gdy już nad stadionem zapadał mrok, hat-tricka skompletował Madejski, kapitalnym uderzeniem z dystansu. Skrót tego meczu jest bardzo długi, ale to nie dziwi - emocji i pięknych bramek było wtedy przy Bukowej więcej niż w całym obecnym sezonie katowiczan...
 


GKS Katowice - Górnik Zabrze 3:4 d. (2:2, 3:3)
1:0 - Plewnia, 20'
1:1 - Madejski 32'
1:2 - Madejski, 39'
2:2 - Iwan, 42'
2:3 - Wodecki, 78'
3:3 - Markowski, 86'
3:4 - Madejski, 112'

GKS: Gorczyca - Sroka, Kapias, Treściński, Mielnik - Domżalski (70' Sadowski), Bonk, Iwan (74' Markowski), Plewnia - Mikulenas, Janoszka (80' Onyekachi). Trener: Adam Nawałka.

Górnik: Vaclavik - Bonin, Hajto, Pazdan, Magiera (120' Papeckys) - Malinowski, Brzęczek, Bajić, Madejski - Zahorski (46' Wodecki), Leo (76' Kołodziej). Trener: Henryk Kasperczak.
 
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również